Od czterech lat razem z dwoma kolegami odwiedzamy na rowerach kolejne wyspy bałtyckie. Są egzotyczne jak nazwy jakie noszą i znakomicie nadają się do rowerowej turystyki, Skandynawia jest rajem rowerzystów ale nie tylko dlatego pobyt na wyspach jest tak relaksujący. Cisza spokój i pieknę wybrzeże a na dodatek całkiem magiczne poczucie oddalenia od codzienności jakie może być tylko udziałem osób przebywających na wyspie.

Coraz bliżej celu...

Czyli dalsze zmagania rowerowe Tynieckiej Grupy.

Przeczytajcie opis kolejnych zmagań TGR.

Tyniecka Grupa Rowerowa jedzie dalej.

Na własnej skórze przekonaliśmy się, że na obrzeżach Trójmiejskiej aglomeracji istnieje niewyczerpana wręcz sieć dróg i ścieżek (znakowanych bądź nie) o różnym stopniu trudności. Zaplanowanie odpowiedniej trasy w takim zawiłym labiryncie wzgórz, wąwozów i dolin nie jest łatwym zadaniem.

Namuxolo, parę minut po piątej, z wolna zapada zmierzch. Zakładam na mapnik kolejna pięćdziesiątkę, trzecia już dzisiaj a szesnasta od wtorku. Samotny na szutrówce zawieszonej miedzy niebem a ziemia, z kurtyna ośnieżonych szczytów w tle, jestem szczęśliwy. Tak na oko to juz trzeci raz od wtorku, a dzisiaj jest sobota.

Z szeroko otwartymi oczami, AT (Andrew Taylor) z trudem łapie powietrze. - Uuuu... Ale ostre! Dopiero co zanurzył kawałek kiełbaski curry w kropelce ostrego sosu „The source - a 7,1 mln scoville” - najostrzejszego jaki kiedykolwiek istniał na świecie ekstraktu z papryki.

Gorce pozornie są niepozorne. No bo czym jest raptem 33 km długości i 15 km szerokości na tle choćby alpejskich masywów. A jednak potencjał tego pasma do układania tras rowerowych i pieszych jest ogromny. Dzieje się tak za sprawą rozbiegającego się we wszystkich kierunkach z rozrogu Turbacza (1306 m) pęku grani.

Gorce pozornie są niepozorne. No bo czym jest raptem 33 km długości i 15 km szerokości na tle choćby alpejskich masywów. A jednak potencjał tego pasma do układania tras rowerowych i pieszych jest ogromny. Dzieje się tak za sprawą rozbiegającego się we wszystkich kierunkach z rozrogu Turbacza (1306 m) pęku grani.

28 sierpnia, Agnieszka i Mateusz Waligóra rozpoczną swoją rowerową wędrówkę po Ameryce Południowej.

Spod klasztoru oo. Benedyktynów w Tyńcu wyruszyło wczoraj 6 śmiałków marzących o zdobyciu na dwóch kółkach „4 krańców Europy”. Pierwszym skrajem Starego Kontynentu, który chcą osiągnąć jest wyspa Gavdos w Grecji. Czeka ich pokonanie blisko 3600 km drogi!

Niektórzy tak mają, że czują wewnętrzną potrzebę pochwalenia się swoją Żoną. Je właśnie tak mam stąd ten opis jednodniowej wyrypy z Mazowsza w ukochane Beskidy w Jej towarzystwie.

Dwóch licealistów z Łodzi, Mateusz Bratuszewski i Mateusz Buczkowski w ciągu 42 dni zamierza okrążyć Polskę na rowerach. Swoją podróż, liczącą 4100 km, rozpoczęli 1 sierpnia w Łodzi. Trasa, licząca 476 km, pierwszego etapu wiedzie ich do Zakopanego, skąd obierając kurs zachodni rozpoczną właściwą część wyprawy.

W ostatnim czasie ekipa pracująca nad filmem Enduro Me odwiedziła Zawoję. Poniżej znajdziecie krótką relację z kilku deszczowych dni zdjęciowych. Po Beskidzie Wyspowym postanowiliśmy odwiedzić Zawoję w Beskidzie Żywieckim. To miejsce szczególne z na mapie Polski kilku powodów. Sama Zawoja jest największą pod względem powierzchni wsią w naszym kraju, a nad nią wznosi się malownicza królowa Beskidów - Babia Góra.

Niebagatelne wartości bezwzględne – 1236, 1226, 1178... a także duże różnice w wysokościach względnych i znaczne przestrzenie do pokonania sprawiają, że do zmagań z tym potencjałem przydadzą się dobra kondycja oraz starannie opracowane trasy.

Dwie pary podróżników pod naszym patronatem dzielnie eksplorują szeroko pojęty kontynent amerykański. Marta i Raul w maju wylądowali w Fairbanks na Alasce i od tego czasu dzielnie posuwają się na południe, aby dotrzeć do Ushuaia, najbardziej na południe położonego miasta Ameryki Południowej. Na starcie od celu dzieliło ich ok. 27 000 km, a teraz…:

Białe noce i estońska "Noc Świętojańska" zadecydowały o wyborze terminu wyjazdu. Na przełomie czerwca i lipca słońce ukrywa się za horyzontem zaledwie na kilka godzin - absolutna ciemność wcale nie zapada. Przesilenie letnie jest wyjątkowo radosnym świętem dla ludzi mieszkających na północy kontynentu - w Estonii nazywa się Jaanituli.

Do tego wyjazdu cała grupa Zdrowy-Rower przygotowywała się od roku, tym razem będziemy pedałowali i pomagali jednocześnie. To będzie charytatywny wyjazd z Pruszkowa (obok Warszawy) do Aten kolebki cywilizacji europejskiej.

Nasza wyprawa zaczęła się 9 sierpnia, na rowerach jechało sześciu studentów Politechniki Koszalińskiej i dwóch z Politechniki Poznańskiej. Tego dnia, uroczyście pożegnani przez rektora Politechniki, rodziców i dziennikarzy, ruszyliśmy w nieznane. Nikt z nas jeszcze nie uczestniczył w tak długiej wyprawie rowerowej. Ja z Bartoszem, co prawda, pojechaliśmy do Bogatyni, żeby się sprawdzić, ale jak tu porównywać 500km do 5 tysięcy.

Chorwacja? Bo można dojechać samochodem i nawet szok wywołany zatankowaniem do pełna za blisko cztery stówy równoważony był informacją o koszcie biletów lotniczych dokądkolwiek dla całej mojej rodziny, o opłacie za sprzęt sportowy (rowery) nawet nie wspomnę.

Ten wciśnięty między Żuławy, Warmię i Zalew Wiślany region nie jest może zbyt imponujący powierzchniowo, za to aż naszpikowany różnego rodzaju skarbami. Zrowerowani z Elbląga dobrze wiedzą, o czym mówię. Właśnie w tę stronę najczęściej kierują koła swoich bików. W przeciwnym kierunku grozi depresja...

Jesteśmy w Cisnej w Bieszczadach. Auta śmigają koło nas prawie jak na autostradzie… Nie, nie jest to czarna wizja przyszłości tylko rzeczywistość długiego majowego weekendu. Aż trudno uwierzyć, że kilka godzin później i kilkanaście kilometrów dalej na jednym z najpiękniejszych szlaków w Bieszczadach nie spotkamy żywej duszy. Na dodatek jest to szlak, który daje nam możliwość wjechania prawie na 1200 m n.p.m. Wyżej, ze względu na ograniczenia parku narodowego, w Bieszczadach się nie da.

Odkrywanie pogórzy na rowerze okazało się znaczne ciekawsze niż przypuszczałem. Oprócz tego, że można tam poszaleć na szlakach prawie jak w Beskidach, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że co rusz trafiamy na niemal dziewicze rowerowo i w ogóle turystycznie zakątki. Jeśli dodać do tego nietuzinkowe zabytki i ciekawe historie z nimi związane, to otrzymujemy obraz prawdziwego rowerowego eldorado.

Livigno łączy różnorakie trasy w jednej unikalnej scenerii. Od lekkich i łatwych naturalnych ścieżek z niesamowitymi panoramami, po technicznie przerażające trasy rodem z rowerowej pornografii. Taka kombinacja zdecydowała o tym, że jest punktem docelowym dla kolarzy górskich bez względu na specjalizację. Zarówno zażarci krosiarze, ja i fani FR i zjazdowcy znajdą tu coś dla siebie.

W rozmowach z organizatorami imprez można dostrzec zawahanie, czy formuła zawodów, o jakich wiemy od lat, nie zużyła się. Ubiegłoroczny spadek frekwencji na maratonach można oczywiście tłumaczyć całym pasmem nieszczęść, jakie spadły na Polskę. Ale fakt pozostaje faktem, ludzi wystartowało mniej i mniej osobostartów zanotowaliśmy. Kompletnie nie pokrywa się to z subiektywnym odczuciem, że widać więcej aut z rowerami na dachach, więcej ludzi wyjeżdża na majówki, a ścieżki, na których kiedyś byłem sam, potem z kilkoma kolegami, dziś są regularnie pocięte śladami opon, a wokół miast wszędzie powstają hopki i bandy. No, nie jest tak?

Adama i Ewę z Raju wygonili przez jedno głupie jabłko. Ja myślę, że to był tylko pretekst, a oni musieli sobie już wcześniej zdrowo nagrabić. My przecież też zrywaliśmy jabłka. Mało tego, opychaliśmy się jeszcze bez pytania śliwkami. I co? My do Raju trafiliśmy. Właściwie to był przypadek, ale też żadna siła nam w tym nie przeszkodziła. A teraz po kolei.

... Od 2 tygodni pada gęsty deszcz. Myślę tylko o jedzeniu. Głód doskwiera okrutnie. Komary, kleszcze i mieszki nie ułatwiają zadania, od 4 dni podejmujemy próbę przekroczenia rwącej rzeki Tompuda w górach Baruzinskich po wschodniej stronie jeziora Bajkał. W nocy kolejne wielkie drzewo padło od małego toporka. Niestety poleciało w złą stronę. Załąmka! To koniec! kolejnego nei damy rady, na odparzonych, spuchniętych i obolałych dłoniach pojawiłą się krew ...

Aby przeżyć przygodę wcale nie trzeba wyjeżdżać na koniec świata. Trasa wyprawy Piotra i Pawła wiodła przez nieodległe i pozornie dobrze znane kraje europejskie a mimo to dostarczyła mnóstwa wrażeń, które długo pozostaną w ich pamięci. Wszystko dlatego , że świat z rowerowego siodełka wygląda zdecydowanie inaczej.

W niesamowitych okolicznościach przyrody, wyjętych jakby żywcem z planu "Władcy Pierścieni", spotkały się trzy pokolenia bikerów. Steve Peat, Hans Rey i wschodząca gwiazda Danny MacAskill na jednej, szkockiej arenie. Połączyli swe siły by na nowo odkryć kilka perełek Szkocji, a zwłaszcza wyspy Skye. Jak się przekonacie w całkiem oryginalnym stylu.


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB