Otwieram słój miodu przywieziony z wycieczki urządzonej na pożganie lata. Wracają wspomnienia. W bursztynowej substancji jak w czarodziejskiej kuli odbija się klimat tamtego wypadu. Dominuje zapach wrzosu i lasów ciągnących się het po horyzont, ale czuć także inne, bardziej subtelne, a nawet tajemnicze nuty. Ten gatunek miodu jest bardzo esencjonalny, galaretowaty, niby skondensowany. Tak jak mnogość atrakcji i przygód czekających na obszarze dawnych poligonów, z których został zebrany. Sensacji „XX wieku” też nie zabraknie...

Po przygotowaniu przyczepki i roweru wyruszyłem w drogę. W Pile spotykałem trochę ludzi idących na dyskotekę.Wyjazd z miasta długo nie trwał. Za Piła zaczynają się pierwsze duże górki (koło Ujścia i Chodzieży) rozpędzam się z przyczepką nawet do 50km/h, ale za to pod górkę 10km na godzinę.

Jeden z nas, Rafał założył się że w wakacje wjedzie w określonym czasie 2,5 h na Mont Ventoux ( było to jeszcze w 2011 roku …. Nikt nie myślał o ściganiu się ). Niestety paskudny wypadek na MTB Mazovia w Olsztynie (kilkadziesiąt metrów przed metą Rafał złamał obojczyk) pokrzyżował mu plany. Kilka tygodni później zrodził się pomysł aby wspólnie wyjechać do Francji i pokonać jeden z najtrudniejszych podjazdów Tour de France, mekkę kolarzy zwaną Łysą Górą czyli wspomniane wcześniej Mont Ventoux.

Budzimy się na Cabo da Roca o świcie by móc podziwiać przylądek skąpany wschodzącym słońcem. Kilka pamiątkowych zdjęć i zakup pocztówek, ostatnie spojrzenia na ocean i monument symbolizujący najdalej na zachód wysunięty skrawek europejskiego kontynentu i wyruszamy w dalszą drogę, z satysfakcja opuszczając cel naszej 50 dniowej podróży.

W ulewny wieczór 4 lipca 2011r. zebraliśmy się o 20.00 pod domem Grechuta. Zapakowaliśmy się i w strugach deszczu wyruszyliśmy w drogę na południe. Na Bałkany. W nieznane.

Wyciągam z regału mocno sfatygowaną i oklejoną taśmą mapę – znak, że często z niej korzystamy. Nic dziwnego bo dotyczy Roztocza, na które, choć dość odległe od miejsca naszego zamieszkania, bardzo chętnie i regularnie zaglądamy.

Historia rowerowej wyprawy Roba Deana, Josha Ibbetta i fotografa Dana Milnera zaczyna się od wizyty Dana na imprezie The Norh Face Lavaredo Ultra Trail (LUT) w czerwcu 2011 roku. Trasa tego wyjątkowego biegu górskiego wiedzie przez najpiękniejsze zakątki włoskich Dolomitów (m.in. rejony Cinque Torri i Tre Cime) i jak mówi Milner spora jej część to wijący się singletrack, który nie umknąłby uwadze żadnego rowerzysty.

Na nocleg wybraliśmy market, więc już z samego rana obudziły nas zraszacze, ale to w niczym nie przeszkadzało bo i tak chcieliśmy wcześnie wyjechać. Trasa wiodąca wzdłuż portugalskiego wybrzeża w przeciwieństwie do hiszpańskiego jest dość mało górzysta dlatego jedzie nam się przyjemnie i dość szybko.

Jeśli zapragniesz, tak jak my, zapuścić koła na dalekie rubieże północnej Europy, lepiej żebyś nie okazał się mięczakiem. Tutejsze góry, lasy i doliny wymagają od śmiałków wysokiej daniny.

Godzina jazdy samochodem dzieli Kraków od gór z prawdziwego zdarzenia, obfitujących w trasy o każdym stopniu trudności, w dodatku nierozjeżdżone do cna ciężkim sprzętem leśników, bez setek hektarów łysin wyciętych do gołej ziemi piłami motorowymi. I w dodatku rzadko odwiedzanych przez turystów.

Dojeżdżamy do Zurichu – miasta pełnego przepychu i cen równie wysokich jak otaczające go Alpy. Miasto po ulicach których poruszają się prawie wyłącznie samochody luksusowych marek. Jest to stolica światowej finansiery, więc nie ma za wiele do zobaczenia (pomijając luksusowe sklepy). A jeśli już mowa o pieniądzach… zapewne wiele osób ciekawi skąd jako symbol Szwajcarii litery „CH” – nie pochodzi to przecież od angielskiego Switzerland, ani niemieckiego Schweiz, którym posługuje się blisko 80% szwajcarskiego społeczeństwa.

Postanawiamy zwiedzać wszystkie zamki jakie będą na naszej drodze, jednak jak się później okazało przeceniliśmy swoje możliwości, w końcu czas nie jest z gumy.

Opuszczamy Lambach żegnając się z Bratem Eliaszem. Dzień mija nam na poznawaniu uroków Austrii – nasza trasa wiedzie wzdłuż Attersee jednego z największych jezior na naszej trasie.

Co jest niezbędne, by zrealizować marzenie tlące się w głowie - pragnienie ruszenia w nieznane na pierwszą w życiu rowerową wyprawę? Tak naprawdę niewiele ponad to, co zmieści się w małym plecaku albo w prowizorycznej choćby sakwie. Środek transportu na początek też nie musi być szczególnie wyrafinowany. Pamiętaj - nie zasobność portfela decyduje o tym, na ile Cię stać, ale wewnętrzna potrzeba poznania świata. A gdy już połkniesz haczyk i zapragniesz podróżować coraz więcej i dalej prowizorka może nie wystarczyć. Korzystając z praktyki najbardziej doświadczonych polskich podróżników rowerowych przygotowaliśmy szereg praktycznych wskazówek, które pomogą złożyć prawdziwy rower wyprawowy.

Już na początku dnia odchodzimy od założonego planu aby odwiedzić klasztor Benedyktynów w Altenburgu. Mimo, że klasztor nie jest mały jest bardzo zadbany i stanowi wspaniałe miejsce do krótkiego odpoczynku.

Skierowaliśmy się do Stramberku, gdzie mieliśmy okazję skosztować lokalnych specjałów – „stramberskie uszy”, czyli podpłomyki z korzennego ciasta, których woń dało się czuć w całym Starym Mieście.

Nadszedł wreszcie upragniony przez nas dzień, na który czekaliśmy cały rok. Właśnie dziś spod klasztoru oo. Benedyktynów w Tyńcu wyruszyliśmy zdobywać zachodni kraniec Europy – przylądek Cabo de Roca w Portugalii.

No i w końcu DOKONAŁO SIĘ!!!! - jedziemy na wakacyjną wyprawę rowerową. Pierwsza wyprawa WTR-ką (Wiślaną Trasą Rowerową) sprzed dwóch lat była pomysłem mojego syna Konrada, więc to jego „dziecko”. Wtedy znajomi którzy z nami jechali nazwali ją „WTR-ka wyprawa typu spontan – wydanie pierwsze” Teraz należało by nazwać wyjazd Wakacyjna Trasa Rowerowa – wydanie drugie poprawione.

Trzydziestu śmiałków wzięło udział w wyprawie z Madrytu do Lizbony, niektórzy z nich jechali tylko na Hiszpańskich odcinkach, inni zaliczyli tylko kilka etapów w Portugalii, a tylko dwóch z nich pokonało całą trasę czyli 1200 km - João Baptista i António Gavinho.

Islandia uchodzi za najbardziej nieprzyjazny dla rowerzysty teren w Europie. - Jedyne, czego można być pewnym, to to, że nie ma rzeczy pewnych - mówi Piotr Mitko, który już 8 lipca wyrusza w podróż, by na rowerze przemierzyć całą wyspę. Wszystko po to, by pomóc Jarosławowi Kosińskiemu – podopiecznemu Fundacji Jaśka Meli „POZA HORYZONTY” - zebrać kwotę potrzebną na zakup protezy nogi.

Zachodnie krańce Sudetów, uważane nie bez powodu za stolicę polskiego narciarstwa biegowego, w sezonie letnim stają się Mekką rowerzystów.

Podróż rowerowa przez Patagonię - odkrytą przez Magellana krainę w południowej części Ameryki Południowej - to nieustanna walka. Warunki funkcjonowania każdego dnia dyktuje wiatr. To on decyduje czy dojedziesz dziś tam, gdzie chciałeś, czy wręcz przeciwnie - po kilku godzinach uznasz ze łzami w oczach, że to wszystko, co robisz nie ma najmniejszego sensu, że masz już dość. Takich walk trzeba stoczyć wiele.

Niemcy to nie tylko cel dla amatorów szybkiej jazdy po autostradach bez ograniczeń prędkości. Tuż za naszą zachodnią granicą rozpościera się kraj skrywający wiele tajemnic - aby je zgłębić, trzeba się tam wybrać. Najlepiej rowerem.

Jeśli nie zdecydowałeś dotychczas, gdzie chciałbyś spędzić urlop, to koniecznie zapraszamy na rundę po Pojezierzu Brodnickim. Czeka tam ponad setka czystych jak kryształ jezior zatopionych w leśnej głuszy. A między nimi plątanina ścieżek i dróg, które spełnią oczekiwania najbardziej wymagającego bikera. Przemierzając je odnajdziesz miejsca wymarzone na relaks, ciche oazy i dzikie plaże, które oczarują każdego, kto je ujrzy. Sekrety uroczej krainy zdradzamy w relacji z naszej wakacyjnej wyprawy kąpielowo-rowerowej po tamtych stronach.

Od niektórych wydarzeń - szczególnie tych traumatycznych i bolesnych - musi upłynąć dużo czasu. Przynajmniej rok. Po tym okresie jest szansa na przełamanie psychicznej bariery aby dało się o nich pisać i opowiadać. Bez łez w oczach i suchości w gardle. Tak jest i w tym przypadku.

Podczas pierwszej samotnej wyprawy rowerowej z Polski na Wyspy Brytyjskie połączonej ze zdobywaniem najwyższych szczytów państw Zjednoczonego Królestwa i Irlandii przejechałem na rowerze 6392.92km. Jechałem przez Niemcy, Holandię, Belgię, Francję, wszystkie państwa Zjednoczonego Królestwa oraz Irlandię. Wjechałem na najwyższy szczyt gór Harz - Brocken w Niemczech oraz najwyższy szczyt Holandii - Vaalsberg gdzie także znajduje się miejsce zbiegu trzech granic (D, NL, B).

W kwietniu b.r. nakładem wydawnictwa Bezdroża ukazał się przewodnik rowerowy „Wrocław i okolice. Trasy i wycieczki rowerowe". Autorami przewodnika są m.in. Agnieszka i Mateusz Waligóra (www.nakrancach.pl), których opisy wypraw w najdalsze zakątki świata mogliście już przeczytać w papierowych wydaniach bB.

18 atrakcyjnych wycieczek po Szczecinie i (głównie) jego okolicach, całość uzupełniona krajoznawczymi ciekawostkami, poradami dotyczącymi techniki jazdy i obsługi roweru oraz mapkami obrazującymi trasy. To w telegraficznym skrócie zawartość przewodnika „Szczecin i okolice”, wydanego przez wydawnictwo Walkowska. Przewodnik przeznaczony jest dla osób, które dopiero zaczynają poznawać szlaki znajdujące się w okolicy Szczecina oraz dla bardziej zaawansowanych rowerzystów, którzy dzięki tej publikacji mają okazję do odkrycia na nowo znanych już tras i ścieżek.

Wakacje to idealny moment na zrealizowanie dłuższej rowerowej wyprawy. Zachęceni filmem naszego czytelnika - Daniela Truszkowskiego - proponujemy jazdę wzdłuż całego wybrzeża.

Czyżby to przymiotnik „niski” w nazwie tego pasma sprawiał, że tak wielu z nas, fanatyków mocnych górskich wrażeń na rowerze, spogląda w kierunku tych gór z lekką pogardą? A przecież w tej niepozornej krainie lesistych grzbietów i opustoszałych dolin osnutych mgłą tajemnicy tkwi niewypowiedziana moc. Siła, która potrafi kompletnie zawrócić w głowie sprawiając, iż człowiek łatwo popada w euforię, po czym przychodzi silne uzależnienie. Trudno to określić, ale Beskid Niski z pewnością ma to „coś”. Wystarczy tyci, tyci, maleńki haust, a raczej łyk, krótka wycieczka jednym z jego pasm lub dolin. Tyle, co kropla eteru dodana do kieliszka wódki - jeśli wiesz o czym mówię... A jeśli nie załapałeś, tym bardziej sięgnij do wydania papierowego, gdzie zamieszczamy obszerną relację z epickiej wyprawy po zachodniej części łemkowskiej ojczyzny - krainie gór, lasów i opustoszałych dolin.


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB