Odkrywanie pogórzy na rowerze okazało się znaczne ciekawsze niż przypuszczałem. Oprócz tego, że można tam poszaleć na szlakach prawie jak w Beskidach, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że co rusz trafiamy na niemal dziewicze rowerowo i w ogóle turystycznie zakątki. Jeśli dodać do tego nietuzinkowe zabytki i ciekawe historie z nimi związane, to otrzymujemy obraz prawdziwego rowerowego eldorado.

Jednodniową, lajtową pętlę po Pogórzu Dynowskim zaczynamy przy rezerwacie geologicznym Prządki. Jest to jedno z nielicznych miejsc w okolicy, razem z niedalekimi ruinami Zamku Kamieniec, które można nazwać atrakcją turystyczną, taką którą odwiedzają (zwłaszcza w weekendy) prawdziwe tłumy. Gdyby nie to, że tuż obok rezerwatu przebiega ważna droga, pewnie pies z kulawą nogą by tu nie zajrzał. Mimo wszystko warto tu wpaść, bo jest co podziwiać, wychodnie skalne wysokie na dwadzieścia pięć metrów robią wrażenie. Geolodzy wyjaśniają powstanie tych piaskowcowych, naturalnych monumentów tym, że jako twardsze od otaczających je zboczy skuteczniej oparły się erozji i wietrzeniu, przez co przetrwały jako tzw. grzyby skalne. Jest też konkurencyjna teoria, tłumacząca powstanie tych skał. Według miejscowej legendy są to zaklęte w kamienie dziewczyny z pobliskiego dworu w Korczynie. Spotkała je taka surowa kara za pracę w niedzielę. Wszystkie konkurowały o jednego kawalera i żeby rozstrzygnąć spór urządziły konkurs. Ta, która pierwsza uprzędłaby nić na swoją suknię ślubną, zgarnęłaby nagrodę główną, czyli wymarzonego narzeczonego, a że nie przerwały pracy nawet w dzień święty… wiadomo jak się to dla nich skończyło.

Zostawiając za sobą damy z kamienia jedziemy w kierunku następnej lokalnej atrakcji – ruin Zamku Kamieniec w Odrzykoniu. Można dostać się tam drogą, albo wybrać znacznie ciekawszy wariant czarnym szlakiem turystycznym. W weekendy trzeba jednak mieć się na baczności, bo o kolizje z pieszymi nie jest tu trudno. Od Prządek ujechaliśmy niecałe dwa kilometry, już wypada się zatrzymać przy ruinach zamku, z którego roztacza się szeroka panorama na pasma Beskidu Niskiego i leżącą u naszych stóp kotlinę o wdzięcznej nazwie Doły Jasielsko Sanockie. Z odrzykońskim zamkiem wiąże się historia opisana w „Zemście” Aleksandra Fredry, który był właścicielem warowni. Wcześniej, bo na początku XVII wieku zamek należał do dwóch rodów: Skotnickich i Firlejów. Spór pomiędzy tymi rodzinami trwał bardzo długo i nawet małżeństwo Mikołaja Firleja z Zofią Skotnicką nie ucięło waśni. Dziś obiekt w dalszym ciągu jest podzielony, tyle że pomiędzy dwie miejscowości: Korczynę i Odrzykoń.
Nagromadzenie tylu atrakcji w jednym miejscu powoduje, że tempo mamy iście ślimacze, ale zamierzamy to nadrobić. Ruszamy w bojowych nastrojach na terenowy etap wycieczki. Wracamy do Czarnorzek i skręcamy na niebieski szlak, który trawersując stok Królewskiej Góry prowadzi nas lasami do Rzepnika. Ten przejazd daje miejscami okazje do całkiem niezłych szaleństw – prawie jak w górach. Nasza trasa prowadzi leśnymi ścieżkami i drogami, jest ich tu mnóstwo i nietrudno w zjazdowym amoku skręcić nie w tą co trzeba. Nam też zdarzyła się drobna orientacyjna wpadka, choć wydawało mi się, że znam te lasy jak własną kieszeń (przez rok pracowałem tu jako leśnik). Trzeba mieć się po prostu na baczności i na każdym rozdrożu szukać znaków niebieskiego szlaku.
Po fajnym terenowym etapie wjeżdżamy na asfaltową dróżkę w Rzepniku. Jeśli gdzieś jeszcze jest pięknie i spokojnie zarazem, to właśnie tu. Po prostu sielanka. W dolnej części wsi stoi murowana cerkiew z 1912 roku, a przy niej dzwonnica i wielki wypróchniały dąb, który liczy około 450 lat. Jest też wielki pień, który świadczy, że kiedyś starych dębów było tu więcej. Dziś można na nim spocząć przed kolejnym etapem wycieczki.

Dodano: 2011-05-23

Autor: Tekst i zdjęcia: Tomasz Dębiec

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB