Jeszcze nigdy w życiu tak nie jeździłem!!! Ale wiedziałem, że tak będzie. Obiecałem ją sobie dawno temu. Byłem w Raju na rowerze i na piechotę nie raz. Znam tam wszystkie ścieżki na pamięć. A kilka z nich dosłownie śniło mi się po nocach. Ja sobie tę jazdę po prostu wymarzyłem. No i spełniło się.
Udało się wszystko, łącznie z pogodą. Czasami tak musi być, żeby życie miało sens i żeby się znów zaczęło chcieć. A tak naprawdę to się zaczęło... niech policzę... no tak, 17 lat temu. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem Słowacki Raj. Dużo wcześniej niż pierwszy prawdziwy rower górski. Cholera, części z Was jeszcze wtedy nawet w planach nie było. Ale podobno nie dlatego jestem starszym redaktorem bikeBoardu... No, nieważne. Ważne, że nareszcie jest okazja, aby pokazać Wam to miejsce jak z bajki. Kawałek świata, który nie ma sobie równych ani podobnych nie tylko w środkowej Europie. Który ma tyle do zaoferowania, że spokojnie możecie się tam wybrać na tydzień. Trudno w to uwierzyć, kiedy spogląda się na te niepozorne góry z perspektywy kilku kilometrów. Tym bardziej, że niedaleko sterczą w niebo tatrzańskie szczyty w tak oczywisty sposób obiecujące wielkie emocje.

Świat z marzeń
Słowacki Raj jest jak tajny agent. Przyczajony tygrys. Ukryty smok. Do ostatniej chwili skrywa swoje prawdziwe oblicze pod maską bujnej zieleni. Potem atakuje znienacka i obezwładnia całkowicie. Oprócz roweru zabierzcie tam koniecznie porządne buty do wędrówek. To nie będzie żadna zdrada - tylko tak poznacie to miejsce naprawdę i do końca. Bo Raj słynie przede wszystkim z niezwykłych pieszych szlaków, których trasa prowadzi dnem skalnych wąwozów żłobionych od tysięcy lat przez górskie strumienie. Z niemałym trudem, skacząc z kamienia na kamień, stąpając po mokrych i śliskich pniach zwalonych drzew, czasem wprost przez wodę, pokonuje się te skarby natury. A najlepsze i tak dopiero przed Wami, bo każdy taki szlak kilkakrotnie zamykają wodospady spływające po skalnych ścianach albo spadające z wielkich pionowych progów. Ktoś wpadł kiedyś na szalony, ale i genialny zarazem pomysł, żeby na tych ścianach pozawieszać drabiny. I to właśnie nimi prowadzą teraz "rajskie" szlaki. Najwyższy wodospad w Raju ma 96 metrów wysokości! Najwyższa drabina, przystawiona do niego, ma dokładnie tyle samo wzrostu. Dla ułatwienia i uatrakcyjnienia wspinaczki, podzielono ją na trzy części, które połączono mostkami wiszącymi nad spadającą wodą. To musi podziałać nawet na wgapionego w taśmy crosowca. Na tym tle szlaki rowerowe wyglądają mocno blado. Bo to przecież tylko zwykłe drogi lub ścieżki.

Dodano: 2005-05-29

Autor: Tekst i zdjęcia: Piotr Jaworski

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Sprzęt 2019

Przedwyścigowe dylematy sprzętowe

Singletrails Lechnica

Malta – Krawędzią klifu