Polska nieznana – Suwalszczyzna, Mazury i Warmia
14 dni na rowerze (od 19.07.2008 r. do 1.08.2008 r.)

Całe dnie spędzamy za biurkiem, dlatego postanowiliśmy wykorzystać tegoroczny urlop aktywnie. Wybraliśmy najbardziej obcy, z naszego punktu widzenia, kawałek Polski – Suwalszczyznę, Mazury i Warmię. Do dyspozycji mieliśmy dwa tygodnie, więc czas nas nie naglił. Zaczęliśmy od Augustowa (19 lipca b.r.), skąd puszczą augustowską a następnie przez Studzieniczną, Przewięź, Stękowiznę i Monkinie dotarliśmy do Bryzgiela nad jeziorem Wigry. Następnego dnia wyruszyliśmy przez Czerwony Folwark, Mikołajewo, klasztor na Wigrach i Suwałki nad jezioro Hańcza. Niestety za Suwałkami, w Jeleniewie, dopadł nas deszcz, przez co podjazd w Gulbieniszkach i Smolnikach był bardzo, bardzo nieprzyjemny. W końcu udało nam się dotrzeć do maleńkich Mierkini nad jeziorem Hańcza – najgłębszym z polskich jezior. Poranek był wspaniały, pogoda się poprawiła i wyszło piękne słońce, a śniadanie na agroturystyce, na które podano ser i masło własnej roboty oraz jajecznicę z jajek od przydomowych kurek było rajem dla podniebienia. Po śniadaniu wyruszyliśmy przez Przerośl do mostów w Stańczykach, które swą wielkością wzbudziły w nas zachwyt. Kolejny nocleg zaplanowaliśmy w Gołdapi, do której dojechaliśmy przez Dubeninki i Rogajny. Następnego dnia pojechaliśmy jeszcze dalej na północ przez Skocze i Żabin do Rapy, na której obrzeżach znajduje się „piramida mazurska” – grób rodziny Farenheidów. Choć umieszczono ją na bagnistym terenie zupełnie nie ma tam insektów, a dzięki kształtowi, w grobowcu zwłoki uległy naturalnej mumifikacji (wewnętrzne ściany mają nachylenie tak jak w piramidzie Cheopsa po 51,52o). To jest wg nas prawdziwa Polska nieznana. Bardzo interesujące okazały się tu nawet znaki drogowe, ostrzegające przed łosiami i psimi zaprzęgami;). W dalszą drogę pojechaliśmy przez Banie Mazurskie i Grodzisko do Kruklanek nad jez. Gołdapiwo. Kolejny etap naszej wyprawy zaplanowaliśmy przez Giżycko (gdzie obejrzeliśmy m.in. most na kanale Łuczańskim, łączącym jez. Niegocin i Kisajno, obracany ręcznie przez jednego człowieka oraz Twierdzę Boyen). Kolejną super atrakcją na naszej trasie okazał się Wilczy Szaniec - położone w środku lasu pod Gierłożą ruiny tajnej kwatery Hitlera. Jakoś, mimo takiej możliwości, nie odważyłam się na noc w hotelu położonym na terenie kwatery i na nocleg udaliśmy się do Kętrzyna. Kolejnego dnia postanowiliśmy wypróbować czy uda się przejechać PKS-em z rowerem;) Po intensywnych pertraktacjach z kierowcą udało się i dzięki temu zyskaliśmy pierwszy dzień błogiego lenistwa. Do pokonania pozostało nam jedynie 8 km z Lidzbarka Warmińskiego do stadniny koni w Ignalinie, gdzie spędziliśmy noc. Następnego dnia przez Babiak i Lechowo pojechaliśmy do Pieniężna, w którym warte polecenia jest muzeum Misyjno-Etnograficzne. Tym razem nocleg zaplanowaliśmy w leśniczówce w Szalmi, aby następnego dnia jechać do Fromborka, gdzie zrobiliśmy sobie kolejny dzień przerwy. Po odpoczynku wstąpiły w nas nowe siły i z ogromną przyjemnością ruszyliśmy przez Tolkmicko i Kadyny do Elbląga. Tu następnego dnia o świcie (czyt. 8.00;)) wyruszyliśmy statkiem po kanale Elbląskim i słynnych pięciu napędzanych wodą pochylniach, na których statek, dzięki urządzeniom hydrotechnicznym z XIX w., wciągany jest po trawie na wyższe poziomy. Z rowerami nie było większego problemu, oczywiście płynęły z nami i nawet nie trzeba było dopłacać;) W Miłomłynie, po 9 godzinach rejsu, mieliśmy dość i resztę drogi do Ostródy pokonaliśmy na naszych rumakach. Ostatniego dnia podróży zdobyliśmy Grunwald, a po wyprawie w przeszłość wyruszyliśmy do Nidzicy, skąd po zwiedzeniu zamku pociągiem wróciliśmy do domu.
Wyprawę z całą pewnością zaliczyliśmy do udanych. Pogoda dopisała i tylko jeden dzień był deszczowy. W sumie pokonaliśmy około 650 km na rowerach, przy czym dystanse były różne od 40 km do 80 km dziennie. Udało nam się zobaczyć Polskę, jakiej się nie spodziewaliśmy w najśmielszych wyobrażeniach. Okazało się, że nadal są miejsca gdzie w XXI w. do najbliższego sklepu jest 20 km, a ludzie nie są nastawieni tylko na zysk i nawet dla obcych są mili i uprzejmi. Nauczyliśmy się rozróżniać dwie ciągle identyfikowane łącznie krainy Warmię i Mazury. Zdobyliśmy też doświadczenia z lokalną kuchnią, w której podstawą większości potraw są ziemniaki i naprawdę już nie jestem pewna, dlaczego wszyscy mówią, że to my jesteśmy wielkopolskie pyry….;)

Dodano: 2008-09-30

Autor: Tekst:Agnieszka Kubiak,zdjęcia:Agnieszka Kubiak i Łukasz Fórmankiewicz

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB