Kiedyś wybrałem się na spotkanie z Elżbietą Dzikowską, osobą znaną nie tylko w światku globtroterów. Dwie godziny opowieści o przepięknych krajach i wspaniałych ludziach wystarczyły, aby rozpalić we mnie chęć poznania odległego o tysiące kilometrów lądu. Tego dnia to, co chciałem osiągnąć, było tylko wielkim marzeniem, pięknym i odległym. Nie śmiałem nawet przypuszczać, że spełni się w czasie bardzo niedługim i przejadę przez Amerykę Południową. Na rowerze.
Informacje praktyczne
Decydując się na wyprawę rowerową po Ameryce Południowej pierwszą rzeczą, jaką musimy ustalić jest czas i miejsce, gdzie chcemy rozpocząć naszą wędrówkę - zima jest w lipcu i sierpniu a lato w grudniu i styczniu. Musimy także pamiętać, czym jest pora deszczowa i jak drastycznie wpływa na stan gruntowych dróg, które w tej części świata dominują. Ja rozpocząłem wyprawę w połowie listopada, tak że lato powoli się rozpoczynało. Jadąc ku północy cały czas miałem wymarzone warunki. Temperatury oscylowały w granicach 25°C, a deszcz rzadko kiedy mnie zaskakiwał. Od wiatru uciec się nie da - wieje 365 dni w roku. Należy zawsze wyruszać wczesnym rankiem, gdyż siła podmuchów jest słabsza, a wiatr zmienia siłę i czasami kierunek w okolicach 11.
Jeżeli boimy się, że nie damy rady i wiatr nas pogrąży, polecam rozwiązanie dość często wybierane przez cyklistów - zamiast jechania z południa na północ, lepiej wybrać trasę z północy na południe - czyli kończyć trasę tam, gdzie ja ją rozpoczynałem, czyli w Ushuaia. W ten sposób zaoszczędzimy masę sił, nerwów i czasu, gdyż przez kilkaset kilometrów będziemy dostawać poważnego kopa w postaci tylnego wiatru, który potrafi pchać z prędkością do 50 km/h.
Jeżeli chodzi o sprzęt rowerowy jest on dostępny tylko w stolicach poszczególnych państw, ale i tam nie ma co liczyć, że uda się dostać coś z wyższej półki. Ja miałem szczęście, gdyż udało mi się kupić dwie takie same tylne sakwy - o przednich mogłem tylko pomarzyć. Nawet w Usuaia miałem problemy ze skompletowaniem potrzebnych kluczy i w trasę wyruszyłem nieprzygotowany pod tym względem, wierząc w Opatrzność. Co ma być to będzie - to była wolność, której szukałem, kompletnie poddając się przeznaczeniu i rozwiązując problemy wtedy, kiedy się pojawiły, a nie myśląc co by było gdyby…
Jeżeli mamy jakieś ograniczenia finansowe, to nie polecam kierowania się przewodnikiem przy wyborze hotelu, gdyż w momencie ukazania się jego nazwy w przewodniku ceny idą do góry. Nie jest tak zawsze, ale w połowie przypadków można znaleźć bazę za mniejsze pieniądze i o podobnym standardzie. Cała Argentyna jest usiana polami namiotowymi, gorzej sprawa wygląda w Chile, gdzie campingi są, ale trzeba za nie płacić dużo więcej niż w Argentynie. W najsłynniejszych miejscach zapłacimy nawet do 20$ za osobę. W Boliwii i Peru można zapomnieć o polach namiotowych, ale za to można znaleźć pokój w cenie pola namiotowego.
Ogromne przestrzenie i odległości pomiędzy kolejnymi punktami, gdzie można uzupełnić zapasy, wymagają wożenia ze sobą prowiantu średnio na 4 dni, a jeżeli chodzi o wodę należy się w nią zaopatrzyć zawsze wtedy kiedy to możliwe. Przekraczając pustkowia Patagonii woziłem ze sobą 7 litrów wody, która nie wystarczała mi na dłużej niż dwa dni. Tylko Carretera Austral obfituje w zdatną do picia wodę, która jest tam po prostu wszędzie. Należy pamiętać, że przekraczając granicę pomiędzy Argentyną a Chile nie wolno przewozić produktów takich, jak owoce, mięso czy nabiał. Pogranicznicy potrafią i lubią przyczepić się do rowerzystów, każąc wyładować cały sprzęt - robią to zwłaszcza wtedy, kiedy na przejściu wieje nudą i nie ma nic do roboty.

Dodano: 2006-07-31

Autor: Tekst i zdjęcia: Mieczysław Małek, opracował: Piotr Jaworski

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB