Ponownie w tym roku wylądowaliśmy w ośrodku Kocierz na przełęczy Kocierskiej. Na pierwszą sierpniową wycieczkę zaprosiliśmy w Beskid Mały naszego wieloletniego przyjaciela, z którym ostatnio jeździliśmy po górach jeszcze w ubiegłym wieku, gdyż było to bodajże w 1999 r.

Kilkudniowy pobyt w ośrodku na Przełęczy Kocierskiej rozpoczęliśmy z Olą i dziećmi dzień wcześniej więc mieliśmy czas aby zapoznać się z licznymi atrakcjami, które są oferowane: basen wewnętrzny i zewnętrzny, plaża, plac zabaw dla dzieci, boiska do tenisa, piłki nożnej, kosza, park linowy, a przede wszystkim piękna panorama na Andrychów. Ten rekonesans pozwolił nam się skoncentrować zaraz po śniadaniu na przygotowaniach do wyprawy. Rowerowe rumaki zostały wyjęte z bagażnika, koła i sztyce zostały dokręcone do aluminiowego korpusu, a po złożeniu całości roweru sprawdziliśmy niezawodność funkcjonowania przerzutek i hamulców. Wszystko było w porządku.

Ponieważ ostatnio byliśmy z Olą w górach jakieś 2 tygodnie wcześniej, to w tym dniu z niecierpliwością czekaliśmy na przyjazd naszego trzeciego współtowarzysza wyprawy – Darka – aby ruszyć na szlak.

Ok. 11:00 byliśmy w komplecie. Chwila przygotowań, mała kawka w restauracji i cała nasza trójka była gotowa. Ubraliśmy rowerowe ciuchy, napełniliśmy bukłaki, sprawdziliśmy czy baterie i karty pamięci znajdują się w aparacie i przekazaliśmy naszych dwóch synków pod opiekę dziadków.
We mnie dodatkowo obudził się duch filmowca (to pewnie po ostatnim opisie Go Pro w sierpniowym bB), więc wynalazłem gdzieś w domowej rupieciarni kilkuletni aparat kompaktowy (wygląda jak niewielka lustrzanka), który za pomocą plastikowych, zaciskowych pasków przytwierdziłem na stałe do kasku. Aparat ten znacząco zwiększył ciężar kasku, co czułem w kręgach szyjnych przez kolejnych parę dni, no ale nakręciłem też trochę materiału, który mam zamiar obrobić i wzbogacić muzycznie podczas długich listopadowych wieczorów. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Ale wracajmy do wycieczki. Rozpoczęliśmy z Przełęczy Kocierskiej czerwonym szlakiem w kierunku Żaru – czyli jak śpiewa Kazik na Moim Wydafcy – na zachód! Pierwszym poważnym wzniesieniem była góra Kocierz (879 m n.p.m.), na którą musieliśmy się wdrapać przy użyciu naszych butów, dzielnie prowadząc rowery tuż obok siebie. Po zdobyciu najwyższego wzniesienia na naszej dzisiejszej trasie (na które powrócimy jeszcze raz późnym popołudniem) chwilę odsapnęliśmy po czy puściliśmy hamulce w naszych rowerach i pomknęliśmy dalej grzbietem. Raz w dół raz w górę aż do najbliższego skrzyżowania szlaków na Przełęczy Przysłop Cisowy (795 m n.p.m.). W tym miejscu szlak niebieski uciekał w lewo od głównej grani Beskidu Małego. My też mieliśmy zamiar uciekać wraz z nim, aby dojechać do szlaku żółtego, a ten miał nas sprowadzić na sam dół doliny Soły w pobliże zapory w Tresnej.

Na Przysłopie Cisowym zrobiliśmy sobie krótki popas. Wyciągnęliśmy mapę i sprawdziliśmy czy na pewno dobrze jedziemy. Nie zabrakło też aparatu i kilku fotek. Po chwili wypoczynku ruszyliśmy dalej.

Szlak niebieski to bardzo miło wijący się leśny dukt, po którym w znakomitej większości można jechać na rowerze. Chyba tylko w dwóch miejscach musieliśmy zsiadać z bajków i kawałek je podpychać pod kolejne kulminacje grzbietu, po którym się poruszaliśmy. Należy też zauważyć, że grzbiet ten oferuje miejscami dosyć kamieniste krótkie zjazdy. Wymagają dosyć dobrej techniki zjazdowej i ostrożnego zaciskania przedniego hamulca. Jeżeli ktoś nie czuje się zbyt pewnie przy grawitacyjnym pokonywaniu kamuli i korzeni to miejscami lepiej będzie aby zsiadł i sprowadził rower, niż gdyby miał testować wytrzymałość kasku i kości. Ale, aby nikogo nie zrazić, to na kilkukilometrowym odcinku szlaku niebieskiego są raptem 2 lub 3 takie miejsca.

Dodatkową ogromną wartością, którą zaoferował nam ten boczny grzbiet, to miejsca widokowe. Co pewien czas otwierały się przed nami cudowne panoramy na przełom Soły, zalew Żywiecki oraz Międzybrodzki i górę Żar. W tym dniu z lotniska usytuowanego poniżej dolnej stacji kolejki na Żar co chwila podnosiły się samoloty wyciągające w górę szybowce, więc była to dodatkowa atrakcja obserwacyjna.

Dodano: 2011-10-28

Autor: Tekst i zdjęcia: Marek Wandas

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB