Miejscem startowym obydwu wyjazdów był Sosnowiec. Miejscem docelowym pierwszej wycieczki - zamek w Rudnie, drugiej - zamek Rabsztyn, oraz dwa punkty widokowe na Pustynię Błędowską – Klucze i Chechło. To, dokąd jedziemy zaproponowałem ja, bo od 2 lat sukcesywnie staram się odwiedzać kolejne jurajskie warownie. Wyznaczenie trasy było działką Pawła.
Ja jechałem na starym składanym z różnych części stalowym „góralu”. On na szosówce BH, która kusiła go bardziej do „uciekania” niż podziwiania widoków. W podróży do Istambułu planujemy wyrównać szanse - zresztą w obie strony. Paweł chce przebudować swoją kolażówkę bo odkrył, że mu nie służy. Na planowane 5400 km przyda się coś wygodniejszego. Mnie potrzeba roweru nieco szybszego.

Na pierwszej wycieczce trasa przez Jaworzno obok zalewu Sosina, potem Trzebinię.

Pogoda wymarzona – ciepło i słonecznie.
W czasie obowiązkowego postoju na rynku w Trzebini (przez pękniętą linkę do przerzutek w góralu) dojeżdża do nas trzyosobowa wycieczka (prawdopodobnie mąż z żoną i córką), którą 10 km wcześniej minęliśmy na kamienistej ścieżce. Choć mamy takie same mapy okolicy i wspólny punkt docelowy, wybieramy inne trasy. Oni decydują się na przejazd szlakiem rowerowym. My na szybszą i mniej ekologiczną wersję, czyli przejazd gęstą od samochodów trasą 79. Po zjechaniu z tej drogi pojawia się stopniowo coraz więcej drzew, coraz przyjemniejszy leśny zapach. Promienie słońca migoczące w zielonych od liści konarach drzew. Fragment drogi pod samym wzgórzem zamkowym jest dosyć piaszczysty, więc prowadzimy nasze rowery. Rudno dla Pawła oznacza głównie leżenie na trawie i wypoczynek, dla mnie intensywne fotografowanie. Ruiny gotyckiego zamku Tęczyn, robią duże wrażenie – zachowane fragmenty są cudownie zróżnicowane. Dlatego wchodzę we wszystkie możliwe zakamarki oraz dziury i pstrykam, nawet na chwilę nie przysiadając by odetchnąć. Nawet gdy opuszczamy to miejsce, robię jeszcze kilka ujęć panoramy całego zamku. Dziwne, że przez dwie godziny naszego pobytu tutaj, spotkana wcześniej trójka nie pojawia się – czyżby zabłądzili? Wracamy przez Chrzanów (z zachowanym w idealnej czystości rynkiem) potem już Sosnowiec.
Pierwszym punktem w którym zatrzymujemy się podczas wyjazdu do Rabsztyna i na Pustynię Błędowską, jest kościół w Bolesławiu. Z daleka pięknie biały - z bliska, niestety wita odpadającymi tynkami.
Jedziemy do celu naszej wycieczki rozjeżdżonymi przez ciężarówki piaszczystymi trasami między Bukownem a Olkuszem (choć na mapie asfalt). Krajobraz tych okolic - z rurami, oraz kurzącymi jakimś dziwnym pyłem wydmami – i mnie, i Pawłowi kojarzy się z niektórymi obrazami Iraku widzianymi w telewizji. W Olkuszu zatrzymujemy się na Kebab, Frytki i Colę (czyżby to tu urodził się pomysł na wyjazd do turcji?). Bar, w którym spożywamy nasz posiłek umiejscowiony jest tuż obok pięknej zabytkowej baszty i fragmentu murów obronnych. Kończymy posiłek i idziemy przysiąść na rynku.

Dodano: 2007-04-15

Autor: Piotr i Paweł

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB