Już długo przymierzaliśmy się, by odwiedzić ten odległy zakątek ojczystej ziemi. To sam jej róg, przeciwległy skrawek, do którego nawet palcem po mapie długo trzeba szorować. Po takiej wycieczce można nabawić się poparzeń opuszka. W zasadzie zewsząd tam daleko. Dlatego ewentualna wyprawa zazwyczaj kończyła się planami, na ich realizację zazwyczaj brakowało czasu. Prędzej dolecimy do Nowej Zelandii niż dotrzemy pociągiem do Suwałk! Weekend zejdzie na sam dojazd i powrót.

Oszałamiające ponoć krajobrazy, niestworzone historie o tajemniczych Jaćwingach i wiele innych jeszcze smaczk.w jakby żywcem z baśni wyrwanych - to wszystko musiało poczekać. I tak czekało i czekało... i to był błąd! Zrozumiałem to pod koniec pierwszego dnia naszego pobytu na suwalskiej ziemi. Cały dzień obfi tował w rozliczne, w stu procentach miłe niespodzianki. Nie nadążałem z rejestrowaniem całego spektaklu piękna, kt.re kumulowało się w nadmiarze. Krajobraz dookoła nas prężył się i wyginał niczym ponętna tancerka, kt.rej zadaniem jest rozgrzać publikę. Rzeczywistość wydawała się być żywcem przeniesiona z jakiegoś idyllicznego obrazu, jakby namalowana ręką artysty, kt.ry lubuje się w sielskich, wręcz przesadnie umajonych pejzażach. Nawet drogi wiją się tu bardziej niż to potrzebne. Malarz-Stw.rca układał je najwidoczniej według swojej własnej romantycznej wizji, w kt.rej piękno jest wartością nadrzędną i wznosi się wysoko ponad pragmatyzm. To jednak tylko powierzchowne wrażenia. Cała moc i głębia ujawnia się wieczorem, gdy na świat spada zasłona mroku. Wracając w.wczas znad jeziora można zaobserwować drugi, ponadzmysłowy wymiar. Rozliczne głazy, kt.rymi usiane są pola, zmieniają się w.wczas w tajemniczych wędrowc.w, może to nawet przedstawiciele dawnych plemion - Sud.w, Galind.w, Prus.w, Skalowow.w i innych zamieszkujących przed wiekami te strony. Nie, nie, wcale nie mam na myśli powrotu w stanie wskazującym. Tutaj tak jest. Magia miejsca - moc, aura, czy jak kto tam lubi to nazywać, działa bez wspomagaczy. Nie wierzycie, to zobaczcie dalej... Jedno jest pewne - takich miejsc nie zostawia się na p.źniej! Są bezkonkurencyjne.

Jak w kufrze na strychu Wybierając się w p.łnocno-wschodnie rubieże kraju koniecznie przygotuj się na nawałnice wrażeń! To tak jakbyś nagle odkrył na strychu u babci wielki kufer wypchany przer.żnymi skarbami. Czym bardziej zagłębiasz się w jego wnętrzu, tym większa ogarnia cię fascynacja. W zasadzie w całym regionie zlokalizowane są liczne smakołyki, na kt.re turysta tylko poluje. Kraina ta ma sw.j unikalny charakter i na odwiedzających ją gości szybko rzuca urok. Czy można ją utożsamiać tylko z polodowcowymi pag.rkami, pomiędzy kt.rymi lśnią lustra wody? Ooo, to by było bardzo duże uproszczenie. Jak mieliśmy okazję się przekonać, oblicze tego zakątka zmienia się co kawałek, każdy fragment jest słynny z innego powodu. Przeciwległe krańce mogą być do siebie wcale niepodobne, ale za każdym razem (i tu daję gwarancję) znajdziecie przyrodnicze eldorado. Z ekologicznego punktu widzenia jest to najczystszy bodaj region w Polsce. Nie występuje tu praktycznie przemysł ciężki, a zaludnienie jest stosunkowo niewielkie.

Dodano: 2011-11-27

Autor: Tekst i zdjęcia: Daniel Klawczyński

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB