Drum de tractor - samochodem tu nie wjedziesz. Tylko góry, góry i góry... Aż trudno uwierzyć, że na starym kontynencie istnieją ostatnie górzyste ostępy, które w pewnej mierze oparły się naporowi współczesnych standardów. Asfalt rzadko bywa tam kompanem podróży, częściej trzeba srogo siłować się z podłożem. Grube szerokie opony, aktywne zawieszenie oraz 27 kombinacji przełożeń to nasz paszport w świat nie dla każdego dostępny. Rozległe i stosunkowo puste górskie przestrzenie nie zagospodarowane turystycznie, kimanie w dziczy - przygoda pełną parą! I to tak niedaleko stąd!

Dlaczego tam?
Wystarczy rzut oka na mapę Europy. Gór mają w Rumunii zatrzęsienie! Wstęga Karpat puchnie tam zajmując sporą część niemałego przecież kraju. W dodatku z Polski, zwłaszcza z południowej części, jest tam „rzut beretem”. Kierując się zasadą od ogółu do szczegółu, po wybraniu kraju wojaży zaczęliśmy kombinować, które pasma najlepiej nadają się do jazdy, o jaką nam chodzi. Jazdy, którą nazwałbym (gdybym był specem od marketingu w branży rowerowej) - enduro adventure. Brzmi nieźle, nam tymczasem zależało po prostu na turystyce ze „sportowym pazurem”, uprawianej w górach, które mimo że są wielkie, dzikie i nie pociachane jeszcze pajęczyną specjalnych rowerowych dróg i szlaków, dają się okiełznać na rowerze. Poszukiwanie enduro-raju w Rumunii polegało na wypytywaniu wytrawnych górołazów, czy aby takich nie znają. Wybór padł w końcu na Góry Rodniańskie, które miały być gwoździem programu, oraz na sąsiednie Góry Suchard i Marmarosze.

Słodki sen
Dojazd z Polski postanowiliśmy rozegrać sprawdzoną i najszybszą metodą, czyli podróż wynajętym busem, który spod drzwi domu wiezie nas właściwie na szlak. Urlopy wszyscy mieli zabukowane już kilka miesięcy wcześniej i nie było możliwości zmiany planów, nawet z powodu fatalnej pogody. Żeby do maksimum wykorzystać skromny urlopowy czas postanowiliśmy wyjechać jeszcze w piątek wieczorem. Dzięki temu już przed południem mogliśmy nabrać w płuca rześkiego powietrza u podnóża Gór Rodniańskich. Nasz kierowca nie mógł się nadziwić, że po rumuńskich drogach jeżdżą samochody pięć razy droższe niż jego bus, a ludzie mieszkają w domach, i to całkiem ładnych. Każdy mijany przez nas terenowy wypasiony samochód był komentowany przez niego mniej więcej tak - „patrzcie, jakie tu mają auta…” Zawsze przy tym cmoknął i kręcił z niedowierzaniem głową. Stereotypy, jakie pokutują w Polsce na temat Rumunii, to po części wina podróżników, którzy jeśli pokazują zdjęcia z tego kraju, obowiązkowo musi się na nich pojawić bezzębna babcia, albo rozwalająca się stodoła. Tymczasem to tylko część prawdy…
Kierowca zostawia nas na przełęczy oddzielającej Góry Tiblesz od Gór Rodniańskich. Spotykamy tam grupkę Czechów, którzy za sobą mają przejście tego, na co właśnie zamierzamy z rowerami. Ostrzegają, że lekko nie będzie… Odpowiadamy, że o to właśnie chodzi. Tylko częściowo przespana noc w busie daje nam się teraz we znaki, ciągle ktoś się zatrzymuje, reguluje przerzutki, kombinuje przy ustawieniach. Każdy pretekst jest dobry, żeby złapać oddech. Widok piętrzącego się podejścia zupełnie odbiera nam wolę walki i zarządzamy krótki odpoczynek. Ten zamienia się w lekką drzemkę i w końcu w twardy sen. Gdyby znalazł się chętny na nasz sprzęt, bez problemu mógłby wtedy wejść w jego posiadanie. Bite dwie godziny spaliśmy snem umarłego, a rowery, plecaki i inne szpeje porozrzucane były po całej łące. Na szczęście nie zostaliśmy ukarani za nierozwagę i nic nie zginęło.


Strict Standards: Only variables should be passed by reference in /home/bikeboard/domains/bikeboard.pl/public_html/smarty/plugins/function.x_paginator.php on line 35

Dodano: 2008-06-05

Autor: Tekst i zdjęcia: Tomasz Dębiec

Tagi: enduro, Rumunia

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • lekkie koła do maratonu
  • Road Tour 2019
  • Andy - Apu Wamani
  • testujemy: Fulle XC, Ghost Kato 3.9 AL, KTM X-Strada 20, Trek Madone SLR 9 Disc eTap,Merida Silex 200, Scott Ransom 920