Bieszczady urzekają dzikością, swoim charakterem i prostotą. Są tym czego szukamy, a kiedy już je znajdziemy to wydają się tak oczywiste, że aż dziwne, że nie odkryliśmy ich wcześniej. Gdy spotykamy je po raz pierwszy, mogą wydać się nieprzyjazne wręcz wrogie ale z upływem czasu, czy też przejechanych kilometrów czarują swoim naturą i osobliwościami, których próżno szukać gdzie indziej. Charakter Bieszczad to oprócz przyrody ich mieszkańcy, kresowość i przeszłość.

Same Bieszczady to fragment Karpat należący do Beskidów Wschodnich. Cały ich obszar znajduje się na terenach trzech państw: Polski, Ukrainy i Słowacji a podzielić Bieszczady możemy na część wschodnią i zachodnią. Polska część Bieszczad obejmuje południowo-wschodni kraniec województwa Podkarpackiego. Najbardziej znane są połoniny Wetlińska i Caryńska, miejsca takie jak Cisna, Wetlina czy Wołosate oraz najwyższy polski szczyt Bieszczad Tarnica. Przyroda Bieszczad to ogromny wachlarz gatunków flory i fauny. To również habitat wielu rzadkich i objętych ochroną gatunków takich jak żubry, wilki, rysie, oraz orlik krzykliwy i grubodzioby, bocian czarny i największy polski wąż Eskulap. Historia nazwy Bieszczady sięga drugiej połowy XIII wieku, kiedy to po raz pierwszy pojawiła się jako Beschad. Później w XIV wieku znajdujemy nazwę Byesczad, która następnie przekształca się w Bieszczad. Sama nazwa nie była używana przez samych mieszkańców Bieszczad i odnosiła się tylko do części Bieszczad w porównaniu z ich współczesnym zasięgiem.

Mieszkańców Bieszczad z historycznej perspektywy podzielić możemy na tych sprzed 1945 roku i tych, którzy zamieszkali w Bieszczadach po tym roku. Przed rokiem 1945 Bieszczady były głównie zamieszkiwane przez ludność góralską różnych narodowości w większości pochodzenia ukraińskiego, wśród których najliczniej reprezentowane były dwie grupy Bojkowie i Łemkowie. Z biegiem czasu obie grupy wykształciły swoją własną kulturę, język i tradycje będące w wielu punktach zbliżone. Po roku 1945 w wyniku działań różnych grup nacjonalistycznych jak i wskutek akcji ‘Wisła’ oraz wysiedleń ludności na obszar ZSRR nastąpiło prawie zupełne wyludnienie Bieszczad. Próby ich ponownego zasiedlenia w przeciągu kilku ostatnich dekad przynosiły różne efekty. Obecni mieszkańcy Bieszczad to w większości ludność napływowa natomiast rdzenni mieszkańcy Bieszczad stanowią znikomy odsetek i mieszkają w zachodniej części regionu graniczącym z Beskidem Niskim. Współczesne Bieszczady to prawdziwa mozaika charakterów, kultur, tradycji, sztuki, przyrody ale przede wszystkim możliwości – możliwości do odkrywania.
Moja pierwsza rowerowa przygoda z Bieszczadami miała miejsce dawno temu jako pokłosie młodzieńczych wypraw z grupą podobnych zapaleńców. Następnie wszystko potoczyła się samo.

Oczy na wpół zamknięte – Przemyśl

Wyjeżdżamy. 6 rano. Dlaczego tak wcześnie? Podróż zabierze nam ok. 2,5 godz. Pokujemy rowery na bagażniki. Będziemy jak żaglowce w drodze w nieznane. Nieznane? Znane – Cisna. Jedziemy, pojawiają się pierwsze promienie słońca, będzie słonecznie. Za oknami mijamy kolejne miejscowości.

Siekierezada i takie tam – Cisna

Cel naszej podróży, tej samochodowej oczywiści, osiągnięty. Parking obok głównego skrzyżowania. Krótkie przygotowania i w trasę. Jedziemy w kierunku na Dołżycę mijając zabudowania po obydwy stronach drogi. Odbijamy w prawo, przejeżdżamy przez tory Bieszczadzkiej kolejki i zaczynamy podjazd. Po lewej stronie miejsce na odpoczynek, informacja o Bieszczadach, zaczynamy stromy podjazd. W nasze nozdrza uderza niesamowity zapach Bieszczadzkiego lasu pełnego żywicy i wilgoci a oddychając coraz szybciej i głębiej czujemy je jeszcze bardziej. Dojeżdżamy do rozjazdu, droga w prawo prowadzi do Cisnej obok miejsca gdzie 10 stycznia 1991 roku rozbił się helikopter i zginęło 10 osób. Teraz jest tam pomnik upamiętniający to tragiczne wydarzenie. My jednak skręcamy w lewo a nasza droga zmienia się w typową stokówkę i tego właśnie chcieliśmy, nieprawdaż? Teraz przed nami kilka kilometrów obcowania tylko z Bieszczadzkim lasem. Droga wije się wśród Bieszczadzkiej przyrody z każdym kilometrem ukazując jej skarby. Hałas łamanych gałązek to z prawej to z lewej zmusza nasze organizmy do wstrzykiwania odpowiednich dawek adrenaliny do żył. Jesteśmy czujni a nasze ciała gotowe na konfrontację. Nasze oczy dostrzegają jedyne zachowane tu relikty przeszłości , stare porzucone samochody, kiedyś wykorzystywane do zrywki drewna z lasu. Teraz jedynie straszą swoją bezosobowością. Jedziemy dalej w samotności mijając ćwiartki drewna poukładane wzdłuż drogi. Zapach żywicy jest coraz mocniejszy jak kuracja oddechowa Bieszczadami. Uwaga alergicy mocne eteryczne wonie.

Dodano: 2011-12-28

Autor: Tekst i zdjęcia: Robert Oliwa

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB