Poskromienie złośnicy

Siedząc kiedyś okrakiem na Kopcu Kościuszki w Krakowie, wyobraziłem sobie, jak zjeżdżam jej długim grzbietem. Z Krakowa Babią Górę widać fantastycznie. Calutką. Zadeptany przez turystów Diablak - jej najwyższy wierzchołek - i Małą Babią, mniejszą siostrę tuż obok. I to wokół niej zawsze krążyły moje myśli. [...] W końcu postanowiłem zdobyć szczyt Małej Babiej Góry od słowackiej strony. Tam też jest Park, ale mniejszy i nikt jeszcze oficjalnie nie zabronił nam wjeżdżać na jego teren na rowerach. W końcu przyjrzałem się cyferkom: do zdobycia jest 1517 metrów. Z 500 nad poziomem morza. A po drodze jeszcze wjazd na polanę Krowiarki. Czyli jakieś dodatkowe 500 w pionie. Plan jest prosty, ale jakże ekscytujący - Wielka Pętla wokół Babiej Góry. Żarty się skończyły...

Zawoja. [...] Pierwsze 13 kilometrów to nudny asfaltowy podjazd na Krowiarki. Alternatywa istnieje - stary Orawski Chodnik - tyle że w granicach Parku. Trudno. Niech to będzie asfaltowa rozgrzewka. Nic się nie dzieje, ruch niewielki, godzina pedałowania i dopiero na Krowiarkach zaczyna się prawdziwa jazda. Zielonym szlakiem mocno w dół. Opony przestały usypiająco burczeć. Teraz łańcuch łomocze o ramę. [...]

Zielone znaki prowadzą do starej, wąskiej, na ogół asfaltowej Południowej Drogi Leśnej, oznaczonej jako szlak rowerowy. Skręcamy w nią w prawo i teraz już "trawersem, czyli na przemian ostro w dół i w górę ciągniemy do granicy. [...] Stoją tablice, słupek i... i tyle. Żadnego strażnika, tym bardziej celnika. Nie pomogły nawoływania i poszukiwania. Przeprawiliśmy się przez graniczne błoto i w poczuciu niespełnionych nadziei i głębokiego zawodu wjechaliśmy na Słowację. Właściwie to nic się nie zmieniło. Może tylko spotkany po drodze traktor gderał nie po naszemu. I nie ma asfaltu. Przyjemna, szutrowa droga faluje w rytmie stoków Babiej Góry. A że to olbrzymie stoki, to i bujamy się tak jeszcze mijając znaki niebieskiego szlaku dobre 3 kilometry.

Zakupów po drodze nie zrobiliśmy - bo nie ma gdzie. Ale na jednej z wielu pięknych polan, przy leśnych zabudowaniach, nabraliśmy do bukłaków źródlanej, pysznej wody. Przewidując najbliższe przygody nalaliśmy do pełna. Ostatni na bardzo długi czas zjazd (już asfaltem) doprowadza do skrzyżowania, na którym pojawiają się znaki czerwonego szlaku. Tabliczka na słupie wskazuje, że jeśli pojedziemy w prawo, to dotrzemy na Małą Babią Górę. [...] Punktem milowym jest chatka myśliwych, a za nią granica Parku Narodowego. Stąd już stok powoli zaczyna się prostować, las rzednąć, widoki olśniewać, a rower czasami zaczyna służyć do jazdy.

Nagroda ciągle jeszcze czeka. Najpierw jest to wspaniały widok na właściwy, najwyższy szczyt Babiej Góry i głęboką kotlinę z Tatrami w tle. A potem zjazd. Długi. Bardzo długi. Grzbietem Babiej Góry. 1000 metrów w pionie do pokonania za jednym zamachem. I było prawie tak, jak to sobie wyobrażałem. Tylko bardziej. Bardziej stromo, bardziej wąsko, bardziej kamienisto i korzennie. I igły kosodrzewiny bardziej poobcierały łydki. No i ogólnie trudniej. Na samym początku właściwie wyłącznie kamienie. Ścieżka ma akurat taką szerokość, że można na niej stanąć dwoma butami. Mnóstwo kamieni, ale siedzą w glinie mocno i da się jechać. [...] Momentami ryzykownie, ale nie sposób zwolnić. Adrenalina robi swoje... Jedziemy cały czas niebieskim i zielonym szlakiem. Śmignął nam po prawej czerwony. To już Żywieckie Rozstaje, ale to jeszcze nie nasza droga. Ciągle grzbietem naprzód. Krótki podjazd na mały garbik - co za ulga dla rąk - i ostatni, prawie zupełnie pozbawiony korzeni, bardzo szybki zjazd na Jałowieckie siodło. Liczniki pokazały cztery i pół kilometra od szczytu Małej Babiej Góry.

Czas przestaliśmy zupełnie kontrolować. Straciliśmy na tym odcinku 600 metrów w pinie. Było bosko, a do Zawoi jeszcze 400 w dół. Na siodle turystyczne przejście graniczne. Pilnują go drzewa i ptaki. Tu odbijamy w las na czarny szlak. I znów bardzo stromo i kolejna niespodzianka. Błoto po osie. [...] A na koniec tego szaleństwa, po jakichś dwóch kilometrach znaleźliśmy hydrant. Taki czerwony, jak na amerykańskich filmach. W środku lasu... Lało się z niego też jak na filmach, więc wstawiliśmy w gruby strumień wody rowery, potem siebie i jak ludzie wróciliśmy do cywilizacji. [...]

Jest to fragment artykułu opublikowanego w miesięczniku bikeBoard #5/2004

Dodano: 2004-08-31

Autor: Tekst i zdjęcia: Piotr Jaworski

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB