Przewodnik dla kolarzy chcących poznać Beskid Niski! Propozycja 20 najatrakcyjniejszych tras kolarskich, których uzupełnieniem są szczegółowe mapy oraz opisy i zdjęcia bieszczadzkich atrakcji i zabytków.

Nie ma chyba wśród turystów rowerowych, a szczególnie miłośników wycieczek po górach osoby, która by nie myślała o rowerowej eksploracji Bieszczadów. Zwiedzanie tego mitycznego zakątka polskich gór ułatwi przewodnik rowerowy, który właśnie ukazał się na rynku nakładem wydawnictwa „Compass”.

Czyżby to przymiotnik „niski” w nazwie tego pasma sprawiał, że tak wielu z nas, fanatyków mocnych górskich wrażeń na rowerze, spogląda w kierunku tych gór z lekką pogardą? A przecież w tej niepozornej krainie lesistych grzbietów i opustoszałych dolin osnutych mgłą tajemnicy tkwi niewypowiedziana moc. Siła, która potrafi kompletnie zawrócić w głowie sprawiając, iż człowiek łatwo popada w euforię, po czym przychodzi silne uzależnienie. Trudno to określić, ale Beskid Niski z pewnością ma to „coś”. Wystarczy tyci, tyci, maleńki haust, a raczej łyk, krótka wycieczka jednym z jego pasm lub dolin. Tyle, co kropla eteru dodana do kieliszka wódki - jeśli wiesz o czym mówię... A jeśli nie załapałeś, tym bardziej sięgnij do wydania papierowego, gdzie zamieszczamy obszerną relację z epickiej wyprawy po zachodniej części łemkowskiej ojczyzny - krainie gór, lasów i opustoszałych dolin.

Bieszczady urzekają dzikością, swoim charakterem i prostotą. Są tym czego szukamy, a kiedy już je znajdziemy to wydają się tak oczywiste, że aż dziwne, że nie odkryliśmy ich wcześniej. Gdy spotykamy je po raz pierwszy, mogą wydać się nieprzyjazne wręcz wrogie ale z upływem czasu, czy też przejechanych kilometrów czarują swoim naturą i osobliwościami, których próżno szukać gdzie indziej. Charakter Bieszczad to oprócz przyrody ich mieszkańcy, kresowość i przeszłość.

Jesteśmy w Cisnej w Bieszczadach. Auta śmigają koło nas prawie jak na autostradzie… Nie, nie jest to czarna wizja przyszłości tylko rzeczywistość długiego majowego weekendu. Aż trudno uwierzyć, że kilka godzin później i kilkanaście kilometrów dalej na jednym z najpiękniejszych szlaków w Bieszczadach nie spotkamy żywej duszy. Na dodatek jest to szlak, który daje nam możliwość wjechania prawie na 1200 m n.p.m. Wyżej, ze względu na ograniczenia parku narodowego, w Bieszczadach się nie da.

Odkrywanie pogórzy na rowerze okazało się znaczne ciekawsze niż przypuszczałem. Oprócz tego, że można tam poszaleć na szlakach prawie jak w Beskidach, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że co rusz trafiamy na niemal dziewicze rowerowo i w ogóle turystycznie zakątki. Jeśli dodać do tego nietuzinkowe zabytki i ciekawe historie z nimi związane, to otrzymujemy obraz prawdziwego rowerowego eldorado.

Chociaż czas w miejscu nie stoi, legenda, mit Bieszczadów nadal trawa. Magiczne góry wolności. Dziwaczny cypel, nasz krajowy "koniec świata". Dziś to już nie te same góry co w latach sześćdziesiątych kiedy rodziła się ich sława. Niby bardziej cywilizowane, ujarzmione i oswojone, lecz kogo nie zapytać odpowie że wciąż na swój sposób magiczne. Dla turysty - rowerzysty miejsce wymarzone. Na żmudnym wykręcaniu po stromej serpentynie serducho mało człowiekowi nie wybuchnie. Ale ten trud się opłaci - dla jednej choćby bieszczadzkiej panoramy warto. Legenda wciąż żywa.

Po raz pierwszy zetknąłem się z nimi jakieś czternaście lat temu. Położone na krańcach Polski, owiane mrocznymi mitami i legendami, przyciągały jak magnes, rozpalały wyobraźnię… Otaczał i chyba w pewnym stopniu nadal otacza je nimb tajemniczości. Choć najdziksze polskie góry przestały być już całkiem dzikie, nadal mają w sobie to coś, co odróżnia je od innych zakątków w kraju. Dlatego zawsze warto tu przyjechać.

Kto raz zawędruje w ten skrawek kraju bankowo będzie wracał. Bieszczady nie raz gościły na łamach bikeBoardu, każdego roku choć raz o nich piszemy. Miejsc do pokazania naprawdę wiele, więc dublowanie nam nie grozi. Tym razem w przygodzie z Pascalem wybraliśmy dwie trasy o zupełnie odmiennym obliczu.

...to chyba najlepsze określenie dla tego kawałka naszych Karpat. Góry są tu niższe, a doliny szersze niż choćby w sąsiednich Bieszczadach czy Beskidzie Sądeckim. Ale to wcale nie znaczy, że jest mniej ciekawie i przygodowo.

Choć podobno bramą do Bieszczadów jest Lesko, dla nas wjeżdża się tam przez Komańczę. To zupełnie logiczne bo Komańcza leży na granicy Beskidu Niskiego i Bieszczadów. Komańcza nie urzeka - ot wieś z "indiańskimi korzeniami". Do granicy musieliśmy się przedzierać trochę na skróty przez niekoszone od dziesięcioleci łąki, a trochę unijnym asfaltem. Po dotarciu do granicy zmiana nastroju była radykalna. Podjazd na Siwakowską Dolną nie jest problemem pod warunkiem, że można uporać się z błotem.

Beskid Niski jest w dalszym ciągu tak egzotyczny, jak te wszystkie nazwy - Chyrowa, Zdynia, Cergowa, Królik Polski, Komańcza. Niby gdzieś się o uszy obiły, niby ktoś słyszał, jak ktoś opowiadał, że ktoś był i mówił, że jest pusto i że jest klimat.


Aktualny numer

Piszemy m.in.

29” z dużym skokiem

e-Bike

Yeti SB5.5 Carbon
Specialized Epic – Generacja Z
KTM Myroon 29 Master
GT Zaskar Carbon 29 Expert
Whyte T130C Works
Giant Reign 2 LTD
Trek Powerfly FS