No i nadszedł długo oczekiwany dzień wyjazdu do Moab ! Było trochę planowania, dogrywania terminów ale w końcu stanęło na tym, że jedzie ekipa w składzie: Georges (Kanada), Radek (Polska) oraz Ja czyli Nastar (również Polska). Zaklepaliśmy też domek w Lazy Lizard.

Roopkund (Jezioro Szkieletów) to glacjalne jezioro położone w Uttarakhand w Indiach. Znane jest ono ze względu na makabryczne odkrycie dokonane przez strażnika leśnego w 1942 r.

Od blisko dekady w Beskidzie Śląskim i Żywieckim trwa wymiana drzewostanu. Oprócz metamorfozy krajobrazu, pociąga za sobą tak drastyczne zmiany dotychczas istniejącej sieci ścieżek i szlaków, że dla każdego, kto miał kilkuletni rozbrat z tym regionem Karpat, może on wydać się kompletnie nowym rejonem.

Mamy kilka map Planu pt. „Sudety Środkowe”. Wszystkie są strasznie poprzecierane, poplamione. Kilka z nich nosi ślady biwakowania, a wszystkie opatrzone są tajemniczymi znakami, strzałkami i inskrypcjami. Szczególnie zniszczone są fragmenty obrazujące obszary Gór Suchych, Wałbrzyskich i skalnych grzbietów otaczających skały Adrspachu.

Jest wczesny marzec i cała północna hemisfera od Vancouver przez Warszawę po Moskwę oczekuje stopnienia śniegów i wyschnięcia szlaków. W tym samym czasie daleko, daleko na południu, w Argentynie nadchodzi babie lato, a boskie słońce wygrzewa setki kilometrów nieskazitelnych ścieżek.

Dla Niemców żyjących pośród płaskich jak naleśnik równin północy są tym, czym dla spragnionego nomady jest żyzna oaza wśród piasków Sahary. Wyrastają nagłą, wysoką falą z monotonnych akwenów nizin, osią-gając w swym kulminacyjnym momencie 1142 m n.p.m. Wyposzczeni fani górskiej jazdy odnajdą tu nowe życie i złapią oddech!

Zapraszamy do nadsyłania propozycji prezentacji z wypraw, które mogłyby zaistnieć przed publicznością 30 listopada we wrocławskim kinie Nowe Horyzonty.

Kiedy jesteście kumplami od wielu lat, rozmowa telefoniczna nie musi być szczegółowa. Kontekst jest łatwy do odgadnięcia, zwłaszcza jeśli scenariusz odgrywany jest kolejny raz.

Nie ma chyba wśród turystów rowerowych, a szczególnie miłośników wycieczek po górach osoby, która by nie myślała o rowerowej eksploracji Bieszczadów. Zwiedzanie tego mitycznego zakątka polskich gór ułatwi przewodnik rowerowy, który właśnie ukazał się na rynku nakładem wydawnictwa „Compass”.

Rusza akcja promocyjna projektu „Zielona siódemka”, koordynowanego przez stowarzyszenie Zdrowy Rower. W najbliższy czwartek organizatorzy ruszają w trasę – w drodze do Trójmiasta będą promować zielony szlak, rozdawać mapy i broszury informacyjne. Zainteresowani przyłączeniem się – mile widziani!

Nowa przygoda na rowerze to wspaniałe, nieznane szlaki, kręte ścieżki, nowo poznani ludzie. To przede wszystkim emocje, które towarzyszą wyprawie w nieznane...

Wyprawa w Główny Szlak Podkarpacki zaczął… jaki? Podkarpacki? A cóż to takiego? Rozumiem Beskidzki, nazywany też Karpackim, ale Podkarpacki? Przecież taki twór nie istnieje!

Gdzieś w Polsce, każdego dnia pada stwierdzenie: – Że co? Ja nie dam rady? No to patrz! I się dzieje. Podobnie było, gdy padło pytanie czy da się pokonać trasę Kraków – Częstochowa na rowerze w dwa dni? Zdania były podzielone. Czy da się to zrobić bez przygotowania? – Nie ma opcji! – No to patrz!

Z dużym zainteresowaniem przeczytałem informację prasową, że władze warszawskiej dzielnicy Wawer konsekwentnie realizując politykę popularyzacji kolarstwa na swoich terenach, zrobiły krok naprzód i wyznaczyły pierwszy w okolicach Warszawy szlak MTB, dedykowany dla rowerów górskich. Wiele już było dyskusji na temat czy jazdę na owerze z szerokimi oponami na Mazowszu można w ogóle nazywać MTB – tu nie będziemy rozstrzygać tych kwestii. I od razu zaprzeczę, że w warszawskim Wawrze wypiętrzyły się nagle góry porównywalne z Beskidami lub Bieszczadami. Ale jak się można przekonać, do przygotowania solidnej trasy terenowej nadają się także podwarszawskie pagórkowate tereny.

Stolica Łotwy Ryga i pobliski kurort Jūrmala okazały się wspaniałymi miejscami na kilkudniowy pobyt. Z grupą przyjaciółmi spędzamy tam „długi” kwietniowo – majowy weekend.

26-letni student politechniki, znany niemal na całym świecie dzięki telewizyjnym reportażom, zjechał na swoim jednokołowym rowerze z położonego we włoskich Dolomitach szczytu Cima Ombretta. Wysokość - bagatela - 3000 metrów!

W te nieznane dla naszego duetu strony zwabiły nas... czarne ślicznotki. Ale jeśli wyobrażacie sobie, że wygnało nas do egzotycznej Afryki, to nie mogliście się bardziej pomylić. Co powiecie, żeby zagubić się w Polsce powiatowej, gminnej i prowincjonalnej, w Pyrlandii, na wielkopolskiej równinie? Bardziej banalnie zabrzmieć chyba nie mogło. Też byśmy tu nigdy nie trafili, gdyby nie... ów (uff jak gorąco) - czarnulki.

Szlaki rowerowe zielonego Wawra to rekreacyjne trasy prowadzące przez przepiękne lasy sosnowe i mieszane. To unikalne miejsce - znakomite na rodzinny relaks albo sportową zaprawę – znajduje się w bliskim sąsiedztwie Centrum Warszawy. Wystarczy 20 minut podróży kolejką albo autobusem ze Śródmieścia, aby znaleźć się w otulinie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego.

Stanowią swoisty kanon wśród polskich landszaftów górskich, wyróżniając się rzeźbą terenu. W odróżnieniu od większości beskidzkich masywów nie są tak lesiste, dlatego widok na strzeliste turnie Tatr, bielące się wiosną niczym alpejskie kolosy, jest stąd najwspanialszy. Zanim wyruszysz, zastanów się tylko, czy brać aparat. Abyś potem nie musiał zadawać sobie pytania - jeździć czy focić?

Jechali z Tyńca a celem była Portugalia.

W tych stronach mówią, że chodzenie po bagnach wciąga. I coś w tym jest! Polesie ze w swoją tradycją ludową, czarami, strachami i upiorami szwendającymi się po mokradłach, z bogatą historią i jeszcze wspanialszą przyrodą zawsze mnie fascynowało. W jego krajobrazie zachowało się wiele oryginalnych akcentów, które coraz trudniej spotkać w dzisiejszym świecie.

Czy turystyka ekstremalna to dla Ciebie wciąż obce sformułowanie? Ekstremalne szlaki, najlepsze single, najpiękniejsze i niezapomniane widoki - wszystko przygotowane przez profesjonalistów. Nie każdy może wystartować w wyścigu Trans Alp, ale każdy może spróbować zorganizować go na własną rękę.

Wstałem rano, spakowałem się i ruszyłem w trasę. Na trasę wziąłem 2 wody i czekoladę. Później okazało się że to był dobry pomysł bo czekolada trochę dodała energii. Od Piły do Złotowa cały czas wiał mocny wiatr i padał śnieg( tempo ok.15 na godzinę maks na więcej nie pozwalała pogoda ).Jak się jechało to czasem czułem się jak na śnieżnej pustyni na asfalcie pomykały wydmy ze śniegu.

Gdyby ktoś mnie spytał, jaka jest Zachodnia Afryka - czy inna, czy taka sama jak Wschodnia, którą poznałem podczas poprzedniej podróży - miałbym kłopot z odpowiedzią. Bo pod pewnymi względami jest całkowicie inna - dużo bardziej zielona, pełna lasów, urozmaicona krajobrazowo, niż kenijskie sawanny i zambijski jednostajny busz. Ale z drugiej strony jest dokładnie taka sama.

W grudniu 2006 roku, nieistniejące już wrocławskie kino Lalka, było miejscem Spotkań Podróżników, które zorganizował Młodzieżowy Dom Kultury Śródmieście.

Jesteśmy na wysokości 2040 m – Mangartsko Sedlo. Przed nami Mangrt – 2678 m piękny, nagi, majestatyczny szczyt. Zmęczenie nie pozwala na początku wyrazić jak każdy z nas się czuje lub co czuje. Dopiero po chwili wszyscy przyznają, że warto było się tu wspinać. Każdy z nas przeżył ten kończący się już dzień na własny sposób choć smak potu jak i wody z niezliczonych górskich potoków spadających z impetem w dół były dla wszystkich takie same.

Otwieram słój miodu przywieziony z wycieczki urządzonej na pożganie lata. Wracają wspomnienia. W bursztynowej substancji jak w czarodziejskiej kuli odbija się klimat tamtego wypadu. Dominuje zapach wrzosu i lasów ciągnących się het po horyzont, ale czuć także inne, bardziej subtelne, a nawet tajemnicze nuty. Ten gatunek miodu jest bardzo esencjonalny, galaretowaty, niby skondensowany. Tak jak mnogość atrakcji i przygód czekających na obszarze dawnych poligonów, z których został zebrany. Sensacji „XX wieku” też nie zabraknie...

Po przygotowaniu przyczepki i roweru wyruszyłem w drogę. W Pile spotykałem trochę ludzi idących na dyskotekę.Wyjazd z miasta długo nie trwał. Za Piła zaczynają się pierwsze duże górki (koło Ujścia i Chodzieży) rozpędzam się z przyczepką nawet do 50km/h, ale za to pod górkę 10km na godzinę.

Jeden z nas, Rafał założył się że w wakacje wjedzie w określonym czasie 2,5 h na Mont Ventoux ( było to jeszcze w 2011 roku …. Nikt nie myślał o ściganiu się ). Niestety paskudny wypadek na MTB Mazovia w Olsztynie (kilkadziesiąt metrów przed metą Rafał złamał obojczyk) pokrzyżował mu plany. Kilka tygodni później zrodził się pomysł aby wspólnie wyjechać do Francji i pokonać jeden z najtrudniejszych podjazdów Tour de France, mekkę kolarzy zwaną Łysą Górą czyli wspomniane wcześniej Mont Ventoux.

Budzimy się na Cabo da Roca o świcie by móc podziwiać przylądek skąpany wschodzącym słońcem. Kilka pamiątkowych zdjęć i zakup pocztówek, ostatnie spojrzenia na ocean i monument symbolizujący najdalej na zachód wysunięty skrawek europejskiego kontynentu i wyruszamy w dalszą drogę, z satysfakcja opuszczając cel naszej 50 dniowej podróży.


Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1