Ewolucja w świecie rowerów postępuje. Kolejne usprawnienia stają się milowymi kamieniami lub ślepymi zaułkami historii. Zawsze wzbudzają dyskusję i ożywiają miłośników teorii spiskowych. Niektóre są prędzej czy później akceptowane, inne są negowane przez lata.

Ziemia obiecana dla tych, którzy łakną spokoju i szukają takich miejsc, by móc bez końca krążyć rowerem i podziwiać spokojne krajobrazy. Spakowaliśmy więc dom z kuchnią (czytaj namiot, gazowy kartusz i garnek) oraz dwa rowery i ruszyliśmy na podbój duńskiej wyspy.

Patrzyłem na G-160 Works z mieszanymi uczuciami. W świetle przesączonym przez grubą warstwę walijskich chmur pomarańcz był bury, płaski i bez życia. Widząc wieszak z pozostałymi testówkami stwierdziłem, że chyba dostali rabat na całą cysternę farby. Praktycznie wszystkie były w tym samym kolorze.

Niebawem premiera kalendarzowego lata. Dnie i noce stają się coraz cieplejsze, co napędza myśli o planowanym urlopie i związanym z nim wakacyjnym wyjazdem. Wielu z nas planuje również krótkie, weekendowe wycieczki poza miasto

Głęboko, w sercu włoskich Alp, w północnej części Lombardii, pośrodku Parku Narodowego Stelvio, ukryte jest Bormio. Otaczający je region zwany jest przez tubylców Wspaniałą Krainą.

Koniec oczekiwania. Bormio ponownie otwiera swoje atrakcje dla entuzjastów rowerowych przygód z całego świata. Słynny i kręty podjazd na Stelvio, czy przełęcz Mortirolo i Gavia, to historyczne miejsca znajdujące się na liście obowiązkowych miejsc do odwiedzenia dla wielu kolarzy.

Złamana łopatka i poturbowany bark wyłączyły mnie z jazdy na rowerze na dobrych kilka miesięcy. Wspaniałe wyprawy z kumplami przeszły mi koło nosa. Z każdą chwilą narastała we mnie energia i czułem, że jeśli jej jakoś nie spożytkuję, to nastąpi autodestrukcja i eksploduję! Nie wiedziałem, gdzie i z kim? Wiedziałem tylko kiedy: natychmiast!

Jesteśmy grupą pięciu przyjaciół. Nasze wspólne podróżowanie na rowerze zaczęło się jeszcze pod koniec gimnazjum. Początkowo były to mniejsze wycieczki po Polsce, aż w wieku 17 lat przejechaliśmy 1200 kilometrową, dosyć zawiłą trasę z Kopenhagi do Hamburga przez największe wyspy duńskie.

Pełen entuzjazmu słucham ogłoszenia nawigacji „Welcome to Italy!” Tyle trasy za nami, dam radę, dojadę do końca, będziemy przed 2 w nocy! Nic z tego. Po kilku godzinach za kółkiem zapach podpalonego sprzęgła na początku krętego podjazdu pod Stelvio jasno daje mi do zrozumienia, że ster muszę oddać bardziej wyspanym kolegom.

Wśród polskich rowerzystów górskich mało jest takich, którzy w „Rychlebach” nie byli, a już na pewno nie ma takich, którzy by o nich nie słyszeli. Nie pomylę się wiele pisząc, że jest to najbardziej polska miejscówka w całych Czechach. Polskie rejestracje zawsze dominują na parkingu przed Zakladną, a nasz ojczysty język jest słyszany w całej okolicy Cernej Vody. I tu mały apel: Rodaku! Radość wyrażaj innymi słowy!

Kilometry leśnej głuszy, zagubione w borach puste jeziora, tajemnicze uroczyska, słodkie jagody i ostre ścieżki, biwaki w szałasach... i tak przez wiele dni. Tylko natura, człowiek i rower. O tym marzyłem. Hartowanie ciała oraz reset umysłu. Obietnicę takiej przygody niesie Skandynawia. Szorstka, a jednak piękna.

Mieszkam na Śląsku. Górnym Śląsku – kiedy wypowiadam te słowa, widzę zwątpienie w oczach rowerowych kolegów. No bo gdzie tam jeździć? Na góralu jeszcze, ale na szosówce? Przecież Śląsk to hałdy węgla, zanieczyszczone powietrze, bardzo ruchliwe drogi... Koledzy! Spokojnie, nic bardziej mylnego.

Jesienią była to dla nas taka rowerowa Atlantyda. Przekazy ustne mówiły, że istnieją tam ścieżki. Niektórzy ryzykowali reputacją zaręczając, że jest tam super, ale kiedy pytaliśmy o szczegóły, zwykle okazywało się, że to opowieść z drugiej lub nawet trzeciej ręki. Że kolega kolegi... widział film na necie. Basta! Postanowiliśmy sprawdzić sytuację organoleptycznie – własną oponą – i zaprogramowaliśmy nawigację na ul. Lhotecką.

W zeszłym roku mieliśmy niezłą zabawę podczas kręcenia fatbike'owego filmu – wiedzieliśmy, że musimy to powtórzyć. Celem naszej wyprawy było przejechanie tego, co na „normalnym” rowerze byłoby nie do przejechania.

Pomysł objechania Polski dookoła było jednym z kilku rowerowych marzeń. Jazda rowerem to sposób podróżowania, który najbardziej preferuję. Bo rower to wolność.

Sobota 4 Lipca 2015, godz. 6 lotnisko w Kutaisi. Dolecieliśmy. Po niespełna 3,5h lotu z Katowic udało nam się bezpiecznie wylądować .Przestawiamy zegarki do przodu o 2h i z tego miejsca zaczyna się nasza przygoda. Powolne wydawanie bagaży z minuty na minutę zaczęło nas uświadamiać oraz przyzwyczajać do tego, że w Gruzji pojęcie czasu ma nieco inny wymiar. Strefa GMT+2 od tamtego dnia oznacza dla nas Georgian Maybe Time.

Godzina 12:30, a ja już wylądowałem w namiocie. Wieje niesamowicie zimny i silny wiatr, a śnieg miejscami całkowicie uniemożliwia jazdę. Nawet na czterocalowych oponach mojego fatbike’a.

Dla większości, wliczając w to nas, Świeradów i wąskie ścieżki MTB to synonimy. Na wieść, że Kross organizuje tam prezentację, ochoczo zebraliśmy po redakcji ubrania potrzebne do zdjęć enduro i ruszyliśmy w drogę. Nawigacja w redakcyjnym Subaru ma to do siebie, że wytyczając najkrótszą trasę, wynajduje przy okazji wspaniałe miejscówki do zdjęć akcji.

Od wiosny planowałem etapową przeprawę przez Beskid Niski albo Bieszczady, a najlepiej przez jedno i drugie naraz. Śniły mi się przygody na szlaku, spanie w lesie i obiady z menażki.

Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo to idealna propozycja na przyszłe wakacje. Najdłuższa w Polsce trasa rowerowa, biegnąca przez pięć województw Polski Wschodniej, bezpieczna, ciekawa i pełna nieodkrytych atrakcji już kusi rowerzystów.

Legendy MTB - Hans Rey i Steve Peat – przemierzyli Islandię z północy na południe. Dołączyli do nich lokalni riderzy: Runar Omarsson i ekipa z Icebike Adventures. Musisz to zobaczyć!

To nie mit – ponad ćwierć wieku temu najwyższy masyw górski w Grecji po raz pierwszy został pokonany przez rowerzystów. Dosiadali oni iście antycznych rowerów MTB z bagażnikiem z tyłu i bez amortyzatora z przodu. Niemniej jednak wyprawa śladami greckich bogów aż na górę Olimp dziś także pozostaje doświadczeniem mistycznym, nawet wtedy, gdy mamy do dyspozycji rowery naszpikowane nowoczesną technologią.

Chcąc podzielić się wrażeniami z naszej Himalajskiej przygody postanowiliśmy w skrócie opisać nasz pobyt "Na dachu świata" od strony nieco innej niż możemy przeczytać w tradycyjnych przewodnikach po Nepalu.

Zaletą tej trasy są urokliwe widoki. Beskid Sądecki gwarantuje je każdemu i to w sporej dawce. Mieszana nawierzchnia, częściowo ubita, trawiasta i z luźnymi kamieniami, może dostarczać wielu wrażeń i przetestować nasze umiejętności zjazdowe. Początek trasy to sporo piłowania pod górę, ale od 21 km mamy przepiękny zjazd – widokowe cudo!

Zaczęło się od marzeń. Być na wyspie, zdobyć tamtejsze góry, mając ze sobą tylko plecak i rower pod tyłkiem, a za plecami lazurowe morze. Okazało się, że takie fantazje były bliskie wielu rowerzystom – szybko zebrała się naprawdę spora ekipa ludzi głodnych wyprawy w nieznane. Nie pozostało nic innego, jak tylko zaklepać termin i wprowadzić nasze plany w życie.

Naszą skandynawską przygodę rozpoczynamy 22-giego lipca od spotkania na lotnisku Sanderfjord Torp położonym około 120 km na południe od Oslo. Po szybkiej i sprawnej akcji złożenia rowerów udajemy się w kierunku Drammen, gdzie docieramy późnym wieczorem.

Na świecie znajdziesz wiele niesamowitych miejscówek do jazdy na rowerze krętymi ścieżkami po górskich zboczach oraz niezliczoną ilość złocistych plaż, przyjaznych surferom. Ale miejsc, w których będziesz balansował na desce w promieniach porannego słońca, aby po południu udać się wysoko w góry na niebiańską jazdę rowerowym szlakiem, jest na naszym globie jak na lekarstwo. Południowa Kalifornia jest jednym z nich.

Otwieram suwakiem drzwi mojego dwuosobowego apartamentu i nie mogę się nadziwić – cóż za cisza i spokój, jaka harmonia! Po horyzont ciągnie się wśród lasów niczym nie zmącona toń jeziora, w którym na dobry początek upalnego dnia zażywam porannej kąpieli. Miejsce wymarzone do relaksu, więc waham się, czy zgodnie z planem ruszyć na podbój okolicznych szlaków, czy może lepiej zostać i plażować cały dzień...

Młody, uśmiechnięty chłopak czeka na nas na rogu brudnej, szarej ulicy, gdzieś na obrzeżach gwatemalskiej Antigui. Wskakuje na pakę naszego pick-upa, energicznym klepnięciem dłonią w kabinę sygnalizuje gotowość do jazdy.

Beskid Mały to pokaźna kopalnia rowerowych tras, a prezentowana tutaj jest wyjątkowo piękna. Całkiem przyzwoita pętla 37 km z wjazdem na szczyt Leskowiec (922 m n.p.m.), to spore wyzwanie dla kondycji rowerzysty i prawdziwy sprawdzian wytrwałości jego łydek.


Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1