Gamarjoba, barev dzez, merahaba, yassas! Czyli „cześć” w wydaniu gruzińskim, ormiańskim, tureckim i greckim, towarzyszyły mi i Mickaëlowi przez trzy i pół miesiąca naszej podróży fatbikami. Wymieniliśmy zwykłe górale na szerokie opony. Przemierzyliśmy setki kilometrów głównie plażami, pagórkami, półpustyniami i łąkami, często z dala od dróg asfaltowych, spalin samochodów i zgiełku cywilizacji. Zapraszamy w podróż po Kaukazie, Anatolii i wybrzeżach Morza Śródziemnego!

Tu też objazd. Nie krasiłem zdania ciężkimi słowami, bo na prawym fotelu siedziała... młodzież. Jakiś dziadek z wnuczką na rowerze dziwnie patrzył na nasz samochód tarasujący przejazd przez park. Kto to układa i czemu nie ma żadnych znaków objazdu? Tłumiłem kolejne przekleństwa. Jeszcze raz wycofałem i naprawdę miałem zamiar rozbić ekran GPSa wciąż podsuwającego kolejne fantastyczne opcje przejazdu przez Vyskov. Któryś musiałem wybrać i kiedy asfalt się skończył, a zaczęły płyty wiedziałem, że coś jest nie tak.

Po sukcesie ubiegłorocznej wyprawy dookoła Tatr stałem się etatowym organizatorem wycieczek dla naszych redakcyjnych dziewczyn. Z przyjemnością. Tym razem wyzwanie miało brzmieć równie spektakularnie i obejmować jakąś fajnie brzmiącą część mapy Polski. Dziewczyny rzuciły propozycję czegoś damskiego: np. Babia Góra.

Czarny dym drażni moje gardło. Kaszlę i przecieram załzawione oczy. Od ponad godziny stoję nad stalową beczką z płonącą zawartością, a obok mnie grzeje się również piętnastu czarnoskórych mężczyzn. Nie, to nie dzielnicowe zbiry i nie jesteśmy na Bronxie. Zamiast strzelb, pistoletów i zakazanych substancji mamy plecaki wypełnione rowerowym stuffem, a w miejsce zdezelowanych bryk mamy fulle do zadań specjalnych.

W pierwszej chwili miałem wrażenie, że przebieg tras kolorowych Marszrut jest chaotyczny. Niewiele zrozumiałem z przeglądania mapy. Ale siedząc na tarasie cukierni w Charzykowych, upapranym w świeżych jagodach palcem zacząłem wodzić po wypunktowanych wzdłuż dróg szlakach i coś zaczęło do mnie docierać.

Wiemy o jakich wakacjach marzysz. O obozie treningowym pod przykrywką wypoczynku, o codziennych zakwasach, całodniowych wypadach po górach, wielogodzinnych wspinaczkach.

Przejedziesz cały kraj na rowerze wzdłuż i wszerz, poruszając się tylko po ścieżkach. Wykąpiesz się w krystalicznie czystych jeziorach. Poznasz smak prawdziwego sera i już nigdy nie wrócisz do polskiej goudy z dyskontu.

W miasteczkach wschodniego zbocza Andów jest jak na Słowacji. Między starymi zabudowaniami z czerwoną dachówką szarzeją betonowe bloczki. Ludzie są uprzejmi, skromni i chodzą w swetrach. Ułożeni, jak ich poletka posiekane w regularne czworokąty. W tonie głosu wybrzmiewa niewinna ciekawość. Pytają, jak mi się podoba, jak mi jest. Odpowiadam, że normalnie, spokojnie.

Poranny szum metropolii wdziera się do mojego mieszkania na skrzyżowaniu Houston St i 2nd Ave. To miasto nigdy nie śpi. Nocna zmiana oddaje pałeczkę porannej wrzawie. W blenderze ląduje awokado, banan, kilka kostek lodu i mleko migdałowe. Delikatne śniadanie i kawa przywołują mnie do życia.

Im wyżej, ciężej, im bardziej stromo, tym lepiej. To właśnie arytmetyka przełęczy. Niesamowita jest ta, na którą wjeżdża się resztkami sił, z serpentynami wijącymi się aż do nieba, ta, która budzi jednocześnie grozę i podziw.

Gdy cieplejsza połowa roku zaczęła dobiegać końca, posmak lata zniknął z Polski bezpowrotnie, a dzień skurczył się jak słupek w termometrze, zrozumieliśmy, że to ostatni dzwonek na działanie.

Połączenie aktywności fizycznej, zwiedzania, poznawania walorów Polski i odkrywania piękna kraju – to wszystko znajdziemy na szlakach rowerowych. W każdym regionie znajdują się warte uwagi odcinki, które można pokonać rowerem – niezależnie od tego, czy jest się profesjonalistą, amatorem, czy podróżuje się samotnie, z przyjaciółmi lub rodziną.

Tutaj jest piękne o każdej porze roku. Wiecznie zielone drzewostany iglaste nawet szaroburą zimą gwarantują ukojenie dla spragnionych świeżości zmysłów. Jednak najlepszy czas na wycieczkę szlakiem wielkich jezior i magicznych borów to wiosna i lato, gdy cały ekosytem tętni życiem.

Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Krakowa spodziewałem się, że jest to obszar dobry do jazdy. Ale kiedy moje opony zagłębiły się w tutejszej glebie doznałem olśnienia. Był wręcz genialny. Do tego stopnia, że niecałe 40 minut później nastawiałem swój wybity bark z silnym postanowieniem żeby jeździć tu częściej. W 1996 roku nie jeździło nas tu zbyt wielu, ale oprócz szlaków pieszych cały czas poszukiwaliśmy ścieżek, które byłyby interesujące. Znajdowaliśmy.

Nakładem Wydawnictwa CM ukazała się czwarta część przewodnika "Zapomniane miejsca Dolnego Śląska". Tom obejmuje część Niziny Śląskiej pomiędzy Oleśnicą a Głogowem, czyli prawy brzeg Odry.

PISAŁEM NIEDAWNO, ŻE WEDŁUG SŁOWNIKA JĘZYKA POLSKIEGO PWN ŚCIEŻKA TO «WĄSKI PAS ZIEMI WYDEPTANY PRZEZ LUDZI LUB ZWIERZĘTA ALBO SPECJALNIE PRZYGOTOWANY DLA PIESZYCH». A W BIELSKU-BIAŁEJ MAMY OKAZJĘ SKORZYSTAĆ Z NIEPRAWDOPODOBNEJ SIECI ŚCIEŻEK ROWEROWYCH.

ALASKA JEST NAJMNIEJ ZALUDNIONYM STANEM USA I JEDNYM Z NAJRZADZIEJ ZALUDNIONYCH OBSZARÓW NA ŚWIECIE. 738 432* MIESZKAŃCÓW ŻYJE NA OBSZARZE 5,5 RAZA WIĘKSZYM OD POLSKI. ROWERZYSTA ANDREW TAYLOR PRZEROBIŁ STARY SZKOLNY AUTOBUS NA POJAZD PRZYGODOWY I WYRUSZYŁ SPEŁNIĆ SWOJE MARZENIA O ODKRYWANIU ALASKAŃSKICH PUSTKOWI.

Zatem wyobraźmy sobie to tak: wyjazd w dzicz. Whistler? Egzotycznie, w miarę dziko, trzy godziny samochodem z Vancouver. A gdyby tak przeskoczyć przez przełęcz Pemberton? Dwie godziny wodnopłatem z Vancouver w kierunku Alaski. Uuu. Naprawdę dziko.

Pomysł na Słowenie, jest niejako pomysłem zastępczym dla nieukończonego jeszcze szlaku przebiegającego wzdłuż wschodniej granicy Polski. Przed wyjazdem nasza wiedza na temat Słowenii ograniczała się wyłącznie do skoków narciarskich na jednej z największych skoczni mamucich na świecie.

Epicko, niewiarygodnie, nierealnie, nieziemsko, bosko. Jako żywo brakuje przymiotów dla określenia tego wszystkiego czego doświadcza umysł i ciało podczas chwil spędzonych na poznawaniu ścieżek wokół St. Moritz i Davos. Szwajcarskie klimaty rzucają czar na każdego, kto tylko zagości w tej krainie.

Zrodził się spontanicznie przy okazji kolejnej edycji zdjęć. Dziewczyny mega się podjarały na samą myśl, że będzie można zobaczyć majestatyczne szczyty i prześlizgnąć się w ich cieniu. Mnie wydawało się to sporym wyzwaniem, jak na naszą pierwszą poważną jazdę w górach, ale kto z babą będzie dyskutował.

„Było ciepłe lato, choć…”, nie, zupełnie nie było tak, jak w pewnej znanej piosence o Agnieszce i wcale nie padało. Właściwie to było bardzo gorące lato i wcale nie padało. I to właśnie ta aura natchnęła nas pomysłem na przejażdżkę rowerową. Bo jeśli ciągle żar (zamiast wody) leje się z nieba to, o czym myśli przeciętny człowiek ? Tak. Oczywiście o wodzie. I za wodą postanowiliśmy podążać. Za dużą wodą…, czyli dążyć do morza. Tak powstał projekt „Może by nad MORZE…?”.

Pomiędzy jedną listą obowiązków a drugą (niech żyje środek tygodnia) znajduję jedną jedyną godzinę czasu na jazdę. Włącznie z prysznicem. Niewiele. Zostać? Jechać? Dylematy, które powodują utratę kolejnych bezcennych minut. Głód jazdy jest zbyt wyniszczający. Jednak jadę. Środek miasta, światła, tłok, korki... Umykam w boczną dróżkę Pod Bogiem Ojcem i zanikam w otchłani podgórskich Krzemionek.

Północna część Gran Canarii to piękny i malowniczy teren. Stare klify ciągnące się wzdłuż zachodniego wybrzeża, kręte asfaltowe drogi oraz zawieszone chmury przy szczytach gór to widoki, które na długo pozostaną w pamięci.

Województwo Zachodniopomorskie dzięki projektowi „Rowerem przez Południowy Bałtyk" i środkom z unijnego programu Interreg zbuduje tzw. „świetlisty odcinek" w ramach szlaku EuroVelo 10.

Śnieg skrzypi pod grubymi oponami, dookoła bezkres gór i ani śladu żywej duszy, czasem tylko szlak przetnie jakiś roztargniony renifer. W dzień oślepia nas słońce, w nocy przyświeca zorza polarna. Oto Grenlandia.

Czytaliście kiedyś „Wichrowe wzgórza” Emily Brontë? Akcja powieści rozgrywa się w posępnej, ale i urzekającej scenerii wrzosowisk hrabstwa Yorkshire. Marząc, aby pobiegać jak bohaterka książki po bezkresnych wrzosowiskach, planowałam wyjazd do Szkocji. Niepotrzebnie. Chcąc znaleźć się w podobnej scenerii, wystarczy odwiedzić... Dolną Saksonię.

Słońce zaszło ponad godzinę temu i zerwał się silny wiatr. Zmęczony po dniu pełnym wrażeń marzyłem, aby w końcu udać się do samochodu i pozbyć się rowerowego sprzętu. Temperatura na Passo Sella (2244 m n.p.m.), gdzie utknęliśmy na kilka godzin, fotogra­fując jazdę w promieniach zachodzącego słońca oraz podziwiając widoki, błyskawicznie spadała. I tak zastała nas noc.

Za dwa dni, w środę 20 lipca 2016 roku, odbędzie się długo wyczekiwany przez Szwajcarów, kończący się na ich terytorium, etap Wielkiej Pętli. Ich duma z osiągnięcia celu i zrealizowanie etapu na terenie Szwajcarii jest tym większa, gdyż – jak poinformowała nas Ilse Becker odpowiedzialna za PR i kontakt z mediami podczas tego etapu – „W Szwajcarii nie można od tak, jak we Francji zamknąć dróg, ograniczyć dojazdu do sklepów i innych obiektów, bo jest wyścig.

Nie wszyscy wiemy, że ścieżki enduro Srebrna Góra należą do ogromnego kompleksu tras Strefa MTB Sudety, na który składa się aż 20 oznakowanych tras poprowadzonych głównie po szutrowych drogach bardzo ciekawego i tajemniczego obszaru. Imponująca jest łączna długość... werble... 497 km! To tylko trzy razy mniej niż suma długości autostrad w Polsce.


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później