Syberia! Spory kawał naszej planety przeklętej przez Boga, symbol cierpień, uosobienie sił bezlitosnej przyrody. Jej tajemnicze piękno i nieprzebrane bogactwa od dawna rozpalają wyobraźnię niczym magnes przyciągając śmiałków. W czasach radzieckich kolonizowali ją polityczni przymusowo zsyłani więźniowie.

Liguria to długi i wąski pas wybrzeża, ciągnący się u podnóża solidnych gór pokrytych winnicami. W śródziemnomorskim słońcu lśnią tu domy w pastelowych barwach, a pyszne ogrody pełne kwiatów i roślin mienią się wszystkim kolorami. Sielanka wybrzeża wyraźnie kontrastuje z górzystym, twardym obliczem interioru.

Widzieliście filmy Emira Kosturicy - najsłynniejszego serbskiego reżysera? Jest w nichto wszystko, co najbardziej charakterystyczne dla Bałkanów - totalny mix. Farsa miesza się z tragedią, przyjaźń i nienawiść egzystują obok siebie a cechą nadrzędną jest spontaniczność. Bałkany to szalona różnorodność na wielu płaszczyznach - konglomerat kultur i krajobrazów wobec którego nie można przejść obojętnie. Za sprawą intensywności i wyrazistości ta część Europy wzbudza ciekawość podszytą lękiem. Wciąż realny jest akcent nieobliczalności, który spowodował iż za cel kolejnej wyprawy obraliśmy właśnie Bałkany.

Góry, doliny, tyś jedyny- takie hasło wypisane na kapslu soku owocowego uśmiechnęło się do mnie w przeddzień mojego wyjazdu,. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nawet niebiosa mówią, że wyjazd jest tuż tuż, a wszelkie wątpliwości powinienem zostawić za sobą. I oto 24 czerwca, po trzech miesiącach przygotowań fizycznych i jeszcze dłuższym ślęczeniu nad mapami ruszyłem. Dojechać z Polski do Watykanu, oto był mój cel.

A może tym razem wznieśmy toast po gruzińsku. Długi i pokrętny jak serpentyny kaukaskich gór. Ale i z morałem. Jak w tej przygodzie. Bo przemierzając Gruzję w spokojnym tempie rowerowej podróży posmakowaliśmy nieco odmienności, której nie potrafimy zaszufladkować ani jako typowo azjatyckiej ani europejskiej. To coś pomiędzy. Jest tam coś jeszcze, jakaś poezja, co świetnie oddaje pieśń Bułata Okudżawy: Spulchnię ziemię na zboczu i pestkę winogron w niej złożę ... Sami zobaczcie jak gościnne są progi małego narodu pośród wielkich gór.

Albania to chyba jeden z najmniej znanych krajów w Europie. Przez lata zamknięty dla przybyszów z zewnątrz, a teraz omijany w obawie przed nieznanym. Albania kojarzy się przede wszystkim z rządami fanatycznego, komunistycznego dyktatora Envera Hodży, który niepodzielnie władał krajem od 1944 roku, aż do śmierci w 1985 roku.

Wspaniale jest realizować swoje plany; mnie ostatniego lata udało się spełnić swoje największe marzenie rowerowe, samotną wyprawę przez Skandynawię... Bywa tak w życiu, że marzenia postrzegane są przez otoczenie jako nierealistyczne, zbyt ambitne aby mogły się urzeczywistnić. Nie akceptuję takiego podejścia, a każdy kolejny "wątpiący" dodaje mi energii i umacnia na drodze do celu.

Ocean i góry. Wino i kawa. Łąki i winnice. Słońce i słońce. Asfalt i wiatr. Rzymskie budowle i wspaniałe krajobrazy. „Porto i asfalto”. Czyli kwiecień i maj na zachodnim krańcu Europy. W Portugalii. Nie tak zamożnej jak środek Zjednoczonej Europy, za to dużo bardziej przyjaznej i spontanicznej. Wielkie koło po tym wspaniałym kraju na dwóch o rozmiarze 26 cali. Z sakwami.

Kiedyś wybrałem się na spotkanie z Elżbietą Dzikowską, osobą znaną nie tylko w światku globtroterów. Dwie godziny opowieści o przepięknych krajach i wspaniałych ludziach wystarczyły, aby rozpalić we mnie chęć poznania odległego o tysiące kilometrów lądu. Tego dnia to, co chciałem osiągnąć, było tylko wielkim marzeniem, pięknym i odległym. Nie śmiałem nawet przypuszczać, że spełni się w czasie bardzo niedługim i przejadę przez Amerykę Południową. Na rowerze.

Kiedy byłem jeszcze dzieckiem, przeczytałem książkę o niezwykłej krainie pełnej bajkowych krajobrazów, krainie wulkanów i lodowców, porywistych wiatrów i bezkresnych przestrzeni. Była to książka o dzikiej przyrodzie, ale i o ludziach, którzy musieli się z nią zmagać, o bohaterskich czynach wikingów i o przygodach trolli, zamieszkujących niedostępne, dzikie chaszcze i odosobnione, górskie doliny. Była to książka o Islandii.

Chcieliśmy uciec. Daleko. Nie słyszeć zgiełku wielkiego miasta, przygniatającego tłokiem, tempem życia, w którym wszystko wydaje się puste i bez sensu, bo obraca się dookoła kasy. Po siedmiu miesiącach intensywnej pracy w samym sercu kilkumilionowego molocha pragnęliśmy zaszyć się na końcu świata. Nocne życie ulic Soho, Mayfair, całego West Endu, słowem ścisłego centrum Londynu wychodziło nam bokiem. My tam nie wypoczywaliśmy, tylko ciężko pracowaliśmy...jako rykszarze.

Egzotyka o jakiej nie mówią w zachodnich magazynach rowerowych leży tuż za naszą wschodnią granicą. Ukraina na rowerze to prawdziwa ekspedycja.

Mama Forresta Gumpa mawiała, że życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiadomo, na jaką się trafi. Do słownika złotych myśli dopisaliśmy w majowym numerze bB kolejną: HISZPANIA JEST JAK POMARAŃCZA. Na zewnątrz skórka: pachnąca i piękna - kusi, przyciąga wzrok i potrafi zatrzymać. Ale tylko do chwili, w której posmakuje się środka. My posmakowaliśmy? I zapraszamy Was do Hiszpanii prawdziwej. Gorącej, suchej, pięknej i cichej. Hiszpanii Don Kichota i Maurów.

Planując wyprawy rowerowe wyobraźnia sięga daleko, automatycznie przeskakując najbliższe okolice. No bo i cóż można w nich znaleźć ciekawego? Czy aby na pewno? Czechach, naszych południowych sąsiadach. Małym ale niezwykłym kraju. Zerknijcie na zdjęcia, a ze zdumienia otworzycie szerzej oczy. Ileż to jeszcze, tuż za płotem, miejsc do zobaczenia i dróg do przejechania!

To niewiarygodne, jakie rzeczy czekają dosłownie na wyciągnięcie ręki. Oczywiście na ludzi, którzy nie boją się popuścić wodzy wyobraźni. Tytułowe trzy przesiadki to nie żadna metafora. To czysty, potwierdzony empirycznie fakt. Wystarczyło tylko trochę poszperać w Internecie, książkach i - znaleźć się w Kirgizji. Kraju geograficznie niezbyt odległym ale zarazem tak egzotycznym jak te leżące na drugiej półkuli.

Od naszych czytelników otrzymaliśmy opis wyprawy jaką odbyli w lecie 2005 roku. Cele jakie sobie postawili były dość wyśrubowane, ale udało się. Zwiedzili sporo zabytków i pokonali kilka morderczych alpejskich podjazdów.

Są takie miejsca na Ziemi, gdzie każda spotkana dusza jest przyjazna. Gdzie dobre słowo znaczy więcej niż pieniądz, a natura rządzi się swoimi odwiecznymi prawami. I czasem nawet da się tam pojeździć rowerem.

Jeszcze nigdy w życiu tak nie jeździłem!!! Ale wiedziałem, że tak będzie. Obiecałem ją sobie dawno temu. Byłem w Raju na rowerze i na piechotę nie raz. Znam tam wszystkie ścieżki na pamięć. A kilka z nich dosłownie śniło mi się po nocach. Ja sobie tę jazdę po prostu wymarzyłem. No i spełniło się.

Po raz pierwszy zobaczyliśmy Mongolię rok wcześniej. Step, płaska monotonna przestrzeń, której urok szybko się nudzi. Tak wyobrażaliśmy sobie cały ten kraj. Zapomnieliśmy, że poza płaskowyżami są tu jeszcze pokaźne góry. I to, jak się okazało, masywy niezwykle piękne, bardzo oryginalne, w europejskim pejzażu niespotykane...

Wybór Ukrainy, jako miejsca rowerowych wojaży, był dla mnie oczywisty: ludzie przyjaźnie nastawieni do przybyszów z Polski, blisko, tanio, egzotycznie, że nie wspomnę o takich rarytasach jak kwas chlebowy, chałwa ze słonecznika czy pirożki, których próżno szukać w naszych fastfudach i spożywczakach. Jako miłośnik jazdy po dzikich bezdrożach z małym plecakiem, śpiworem, kawałkiem folii i paroma niezbędnymi akcesoriami, musiałem przeprosić się z bagażnikiem i sakwami.

Co nas najbardziej pociąga w dalekich wyprawach? Oczywiście nie ma na te pytanie jednoznacznej odpowiedzi, bo i nie ma dwóch takich samych podróży. W dodatku każdy z nas poszukuje w nich rzeczy, które go najbardziej fascynują i te najlepiej zapamiętuje. Spytajcie dwóch ludzi o tę samą ścieżkę. Usłyszycie dwie zupełnie inne opowieści. Popatrzcie na zdjęcia, które robili w tym samym miejscu. Będą podobne, ale nie jednakowe. Na fotografiach przecież staramy się oddać rzeczy naszym zdaniem najciekawsze.

Jak długo może przeżyć biker, mający w kieszeni jedynie 40 euro? Tego lata grupa w składzie: Marius Hoppensack (20), Carlo Dieckmann (24), Marc Rüsing (22) i Jonas Berndt (16) miała się o tym przekonać. Wyposażeni w przewoźne rampy, rozklekotaną furgonetkę i … trzy torby butelek na sprzedaż wartych około 40 euro spróbowali w ciągu tygodnia przemierzyć niemcy.


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później