Każdy z nas ma w sobie duszę wędrowca, podróżnika szukającego swojego miejsca na Ziemi. Jesteśmy ciekawi tego co nas otacza, świat jest pełen tajemnic, dlatego jesteśmy zainteresowani przyrodą, tym co jest niezależne od nas a jednoczenie bliskie. Wszystko to daje nam motywacje do odkrywania tego piękna i różnorodności w innych, odległych zakątkach świata.

Starożytni Rzymianie byli zdumieni, gdy w 218 r. p.n.e. ujrzeli Hannibala, który na słoniach pokonał górskie przedmurze Italii. Dziś mało kto pamięta, że jeszcze w latach 80. XX wieku równie nieprawdopodobną, co wyczyn kartagińskiego wodza, wydawała się wizja rowerowego transalpu. Prekursorem był Andi Heckmair. Potem spróbowali inni. Sen przemieniał się w jawę. W miarę błyskawicznej ewolucji górala pokonanie najpotężniejszych gór Europy stawało się coraz łatwiejsze. Wciąż jest to jednak nie lada wyczyn zahaczający o wyżyny kolarstwa górskiego, o czym przekonaliśmy się w zeszłym roku na własnej skórze.

By znaleźć miejsce dla siebie w tym kraju, warto zabrać rower z dobrymi hamulcami. Będziemy ich bowiem używać bardzo często. Głównie po to, by się zatrzymać i przetrzeć oczy pełne zdumienia...

Jedenaście dni, ponad 1200 km. Czterech osiemnastolatków, cztery rowery, jeden namiot i jeden wspólny, od dawna planowany cel – „Morze Węgierskie”, jezioro Balaton.

Na pograniczu Albanii i Czarnogóry wznoszą się potężne, często przekraczające 2 tys. m n.p.m. masywy Gór Dynarskich. Aż trudno uwierzyć, że da się eksplorować te surowe zakątki za pomocą roweru. Umożliwiają to wysokogórskie trasy offroad, z których skwapliwie korzystaliśmy. Jeśli dodać do tego niepowtarzalną mieszankę kultur - śródziemnomorskiej, orientalnej i słowiańskiej, to już wiadomo, dokąd jechać na wakacje.

Islandia - najbardziej północne z północnych państw Starego Kontynentu. Na mapie rysuje się jako dość pofałdowana wyspa, na której dominują dwa kolory - pomarańczowy i biały. Dopiero gdzieś na obrzeżach dostrzec można cienkie skrawki zieleni. Częściej tu zimno i mokro niż pogodnie. To również jeden z najpóźniej zaludnionych obszarów Europy. Trzeba mieć nieco wysublimowany gust, żeby ją polubić. Jednak miejsce to kryje jakąś moc - siłę, która skutecznie przyciąga ludzi z różnych zakątków. A jeśli ktoś choć raz ulegnie pokusie i zaryzykuje, islandzkie oblicze zauroczy go swoją drugą, zachwycającą stroną.

Podobnie jak słynna pieśń, trasa, którą chcemy tu zaprezentować, swój początek bierze we Francji (u samych stóp wieży Eiffla zresztą), by wreszcie zaprowadzić nas na Wschód. Z tym, że nie do Moskwy, a do czeskiej Pragi. W teorii wszystko zapowiada się bardzo ciekawie. Twórcy projektu wymieniają wiele atutów i tak świetnie rokującej ścieżki... Czy te hasła znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości?

Wyjrzyj za okno. Leje, Teraz termometr - zero. Zegarek, 17 i zbliża się zmrok. I znowu będzie zimno przez pół roku i błotne lawiny nie pozwolą na górskie eksploracje. Czy to koniec sezonu? Nie!!! Odstaw te antydepresanty! Są lepsze i zdrowsze sposoby, żeby oszukać tę wredną Królową Śniegu. Nie spodziewajcie rozwiązania łatwego ani przesadnie taniego. Wyjście z tej podłej sytuacji jest jednak na wyciągnięcie ręki. Więc może to dopiero początek najdłuższego sezonu rowerowego w Twoim życiu?

W nocy z 20 na 21 grudnia w Świnoujściu odbyło się uroczyste zdemontowanie siatki, która przez długie dziesięciolecia przegradzała plażę w miejscu polsko-niemieckiej granicy. Nawet po wejściu Polski do Unii przekroczenie granicy w tym miejscu, choć fizycznie zupełnie wykonalne, formalno-prawnie było zabronione. Ruszając przyszłym razem nad morze nawet się nie spostrzeżemy, a już będziemy po sąsiedniej stronie. Rowerkiem po plaży będzie można przelecieć na niemiecki Uznam... Ale nie tylko.

Szwajcaria to nie tylko banki, scyzoryki czy ser. Przez wielu ten podzielony na kantony kraj uważany jest za lidera w kwestii transportu kolejowego, a Lodowcowy Ekspres znany jest miłośnikom podróży tak samo jak Orient Ekspres fanom literatury Agathy Christie.

List, którego fragmenty publikujemy poniżej to jeden z wielu jakie przychodzą do naszej redakcji. Wielu z Was ma marzenia związane z podróżami na rowerze i chce się nimi pochwalić lub częściej prosić o pomoc przy ich realizacji.

W ostatnich latach położona na Płw. Indochińskim Tajlandia stała się egzotyczną perłą Azji - kierunkiem niebywale atrakcyjnym turystycznie. To buddyjskie „imperium” zaskakuje wiernością swej kulturze i tradycji, za którą tęsknią zachodnie społeczeństwa. Wabi gorąca atmosfera, tropikalne krajobrazy, fascynujące zwyczaje...Trudno wymarzyć sobie lepsze miejsce na wypad w środku zimy.

Wyobraź sobie wąską i krętą ścieżkę przeznaczoną wyłącznie dla Ciebie i Twojego roweru. Jeśli nie miałeś okazji jeździć po takich szlakach zapraszamy na Singltreka pod Smrkem (Czechy), gdyż jazda po takich trasach to przyjemność trudna do opisania słowami, dlatego powinieneś na własnego skórze przekonać się o czym mówimy.

Ten głaz jest do zrobienia - zawyrokowałem, chociaż nie do końca byłem o tym przekonany. Co mi tam, w końcu nie po to przywlokłem swój przyciężkawy rower na koniec starego kontynentu, żeby toczyć się wygodnymi szutrówkami, choćby prowadziły nawet powyżej 3000 m n.p.m. Takich wyborów spodziewaj się na egzotycznym paśmie Sierra Nevada w hiszpańskiej Andaluzji.

Kiedy słoweński rząd zdecydował się zainwestować więcej pieniędzy w odnawialne źródła energii, nie myślał o rowerach. Zdecydował się jednak wybudować największy welodrom na globie. Niestety ten cud techniki jest obecnie pod wodą i jest wielce prawdopodobne, że już nigdy nie będzie całkiem suchy.

Co tu dużo gadać, w Alpy po prostu trzeba pojechać z rowerem. Tak się składa, że z alpejskich krajów, do Austrii jest najbliżej i podróż tam samochodem nie stanowi żadnego problemu. Za odrobinę fatygi i wcale nie tak duże pieniądze otrzymujemy pakiet fantastycznych tras i powalających widoków. Sposobów na zabawę z rowerem w Alpach jest kilka - można sprawdzić się na wielokilometrowych podjazdach gładkimi szutrami, wybierać trudne technicznie ścieżki czy doskonale przygotowane bike parki przy wyciągach. Musicie tego spróbować! Ale najpierw przeczytajcie.

Fidel Castro jest dziś żywą legendą, a kraj, w którym rządzi, przyciąga podróżników z całego świata. Zainteresowanie tą „wyspą” (w przenośni i dosłownie) jest ogromne. Zastanawiałem się, dlaczego tak niewielu poszukiwaczy przygód z Polski eksploruje sąsiednią Białoruś, państwo, które można by nazwać Kubą Europy.

Tutaj, na długim i mocno urozmaiconym wybrzeżu regionu Blekinge, trwa odwieczna walka żywiołów - pojedynek między wodą a lądem. Trudno stwierdzić, kto w tym starciu wygrywa. Morze jest cierpliwe - nieustępliwe w ciągłym szlifowaniu i podmywaniu. Przeciwnik zaś niełatwy, zbudowany głównie z nagiej skały, twardszy niż łeb Wikinga. To dziesiątki małych szkierowych wysp. Tworzą tu bajeczny archipelag - na tym etapie w przewadze jest morze, dalej zaczyna się postrzępiona, pełna zatok linia brzegowa, a potem stały ląd - Półwysep Skandynawski. Witamy w Karlskronie, mieście osobliwym, bowiem położonym na 33 wyspach!

Aby dotrzeć do Chorwacji musieliśmy pokonać przynajmniej 4 państwa. Na początek Polskę. Mieszkamy w Gdyni i, prawdę mówiąc, nie mieliśmy ochoty jechać rowerami 650 km przez nasz kraj, dlatego też zapakowaliśmy się do pociągu i po całonocnej jeździe byliśmy na granicy polsko-czeskiej. Tu wsiedliśmy na rowery, Olga do przyczepki i skierowaliśmy się w stronę Adriatyku.

Niemcy uwielbiali tajemnicze Sudety. Spuścizną jest większość szlaków turystycznych tego regionu. Część z nich, jak przysłowiowa droga od Wangu na Śnieżkę, przekształciła się w szerokie trasy, które zdobywają dzikie hordy turystów, ale są też takie, które popadły w całkowite zapomnienie.

Długo zastanawiałem się nad tytułem. W końcu padło na Komandosów z Nawarony. A czemu nie? To właśnie oni zadziałali na moją wyobraźnię niczym zapalnik. Zainspirowali, by na celownik wziąć część świata zupełnie mi nieznaną. Całą moją przedwyjazdową wiedzę o tym zakątku można by streścić w zdaniu: kraina od dechy do dechy pokryta górami.

Austria to miejsce raczej nierealne. I wcale nie chodzi o to, że zbyt dalekie, trudno osiągalne, za drogie czy jakieś tam. Po prostu tam jest inaczej. Prościej, oczywiściej, możliwiej, przejrzyściej. Leniwa kolacja nie była jakimś odjechanym popisem kreatywności kucharza. Niestety, nie będę mógł się popisać prezentacją menu przed kolekcjonerami niecodziennej wykwintności.

Po pierwsze zieleń, po drugie błękit, po trzecie biel. Innych kolorów tu nie uświadczysz. Chyba, że spotkasz pana w kilcie z kolorowego, kraciastego tartanu, lub właśnie pada deszcz - wówczas jest szaro. Biel występuje w dwóch zasadniczych formach: „chmurzstej” i „owczastej”. Natomiast green zdaje się rozciągać w nieskończoność za nic mając granice. Pod tym względem Szkocja i Anglia okazały się mieć więcej wspólnego niż mogło by się wydawać. Inną cechą wspólną zwaśnionych krain, przynajmniej na obszarze, który zwiedziliśmy jest rzeźba trenu - hipsoaktywna, nie dająca kolarzowi wytchnienia, za to ciesząca oko. Po prostu rowerowy raj.

Określę ten dzień w kilku słowach: najbardziej niebezpieczna droga świata. La Cumbre, droga z La Paz, stolicy Boliwii, do Coroico. Najbardziej ekstremalny dzień w Ameryce Południowej. Mekka rowerowych szaleńców. Ponad 3 tyś. różnicy wzniesień. Ponad 64 km do pokonania w ciągu kilku przepełnionych adrenaliną godzin szalonego downhillu.

Miała być groźna Rosja albo słoneczny Meksyk, ale rządna przygód dusza zaprowadziła mnie do Tetowa (mac. Tetovo / alb. Tetovë) - miasta, znanego z konfliktu pomiędzy Albańczykami i Macedończykami w 2001 oraz pięknych ale surowych gór Szar (Šar). W pierwszej chwili wybór może się wydawać nie najtrafniejszy jednak gdy nadszedł czas powrotu z trudem przyszło mi się rozstać z tutejszymi górami oraz autochtonami, którzy pozwolili mi się poczuć jak u siebie w domu.

Z przyjemnością zamieszczamy kolejną, acz niepowtarzalną bałkańską opowieść, której lektura pozwoli przetrwać długie i podobne do siebie zimowe wieczory. “Sprawców” tej fantastycznej wyprawy miałem okazje poznać osobiście w trakcie jej trwania. Spotkaliśmy się w górzystym zakątku Czarnogóry w parku narodowym Durmitor, pogadaliśmy godzinkę, po czym chłopaki ruszyli w swoją stronę.

Czy wiesz, gdzie jest miasto, gdzie przed 3500 laty znak zaczął oznaczać głoskę? W jakim kraju zobaczysz najwspanialsze zabytki rzymskie? Gdzie bicie dzwonów przeplata się ze śpiewem muezzina? W jakim mieście muzułmanie czczą grób Jana Chrzciciela? I wreszcie, jaki to kraj, gdzie obcy ludzie częstują cię owocami, daktylami i oliwkami, zanim jeszcze spytają cię o imię.

Zostało 6 dni do wyjazdu do Kłodzka. Właśnie przyjechały sakwy od Crosso - sponsora wyprawy. Zaglądamy do pudeł - zgadzają się nawet kolory, wszystko według umowy. Na testy nowego sprzętu nie starczyło jednak czasu, dlatego pierwsze kilkaset metrów dojazdówki na dworzec przejeżdżam z duszą na ramieniu, „na żywca” ucząc się sterowności roweru. Muszę się nauczyć, bo do przejechania jest blisko 2 tyś. kilometrów. Jedziemy do Czarnogóry eksplorować najgłębszy kanion w Europie - kanion rzeki Tara.

Afryka w zasięgu ręki, a właściwe nogi każdego zapalonego bike-turysty? Owszem. To zaledwie 14 km od Europy. W sumie dałoby się od biedy pokonać rowerem wodnym. Po drugiej stronie morza czeka Was kraj przebogaty, urozmaicony pod każdym względem. Zapragnęliśmy go, zwabiły nas liczne górskie pasma, starożytne zabytki i interesująca kultura. I najpiękniejsza piaszczysta pustynia oczywiście.

Drum de tractor - samochodem tu nie wjedziesz. Tylko góry, góry i góry... Aż trudno uwierzyć, że na starym kontynencie istnieją ostatnie górzyste ostępy, które w pewnej mierze oparły się naporowi współczesnych standardów. Asfalt rzadko bywa tam kompanem podróży, częściej trzeba srogo siłować się z podłożem. Grube szerokie opony, aktywne zawieszenie oraz 27 kombinacji przełożeń to nasz paszport w świat nie dla każdego dostępny.


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później