Siedząc kiedyś okrakiem na Kopcu Kościuszki w Krakowie, wyobraziłem sobie, jak zjeżdżam jej długim grzbietem. Z Krakowa Babią Górę widać fantastycznie. Calutką. Zadeptany przez turystów Diablak - jej najwyższy wierzchołek - i Małą Babią, mniejszą siostrę tuż obok.

Choć podobno bramą do Bieszczadów jest Lesko, dla nas wjeżdża się tam przez Komańczę. To zupełnie logiczne bo Komańcza leży na granicy Beskidu Niskiego i Bieszczadów. Komańcza nie urzeka - ot wieś z "indiańskimi korzeniami". Do granicy musieliśmy się przedzierać trochę na skróty przez niekoszone od dziesięcioleci łąki, a trochę unijnym asfaltem. Po dotarciu do granicy zmiana nastroju była radykalna. Podjazd na Siwakowską Dolną nie jest problemem pod warunkiem, że można uporać się z błotem.

Do facetów bardziej może przemówiłoby stwierdzenie: "małe, ale figlarne". Tyle, że ono nie odda w pełni wszystkich niespodzianek, którymi ten "kieszonkowy" kawałek polskiej ziemi może nas zaskoczyć. Pod gęstą jodłowo-bukową kopułą czekają na nierozważnych podróżników wielkie jak telewizory kamienie. Ich krawędzie tną opony jak niewybredny dowcip.

Znów dopadła mnie nostalgia. Taka mieszanka wspomnień i pragnień. Strasznie natrętna. Jak odpędzona mucha, która zatacza pętelkę wokół głowy i siada z powrotem na czole. Kłopot w tym, że ja nawet nie próbuję z nią walczyć. Często przybiera bowiem postać kusząco uśmiechniętej, mocno opalonej i skąpo odzianej dziewczyny. Skąd mi się to wzięło? Kilka lat temu przejechaliśmy z przyjaciółmi na rowerach polskie wybrzeże. I teraz, kiedy bliskość wakacji sprawia, że krew zaczyna szybciej krążyć, wspomnienie tych kilku dni powraca jak bumerang. One są dla mnie synonimem upalnego lata. Wolności pachnącej słonym wiatrem i smażoną rybą. Dotyku gorącego piasku i chłodnej bałtyckiej wody. Smaku piwa, widoku bez końca, no i tych skąpych... dziewczyn. To była piękna wyprawa.

Znów dopadła mnie nostalgia. Taka mieszanka wspomnień i pragnień. Strasznie natrętna. Jak odpędzona mucha, która zatacza pętelkę wokół głowy i siada z powrotem na czole. Kłopot w tym, że ja nawet nie próbuję z nią walczyć. Często przybiera bowiem postać kusząco uśmiechniętej, mocno opalonej i skąpo odzianej dziewczyny. Skąd mi się to wzięło?

Beskid Niski jest w dalszym ciągu tak egzotyczny, jak te wszystkie nazwy - Chyrowa, Zdynia, Cergowa, Królik Polski, Komańcza. Niby gdzieś się o uszy obiły, niby ktoś słyszał, jak ktoś opowiadał, że ktoś był i mówił, że jest pusto i że jest klimat.

Od relacji opisujących przejazd rowerem wzdłuż wybrzeża polskiego aż się roi. Zastanawia mnie tylko, skąd uczestnikom takich imprez wyskakują potem na licznikach dystanse rzędu 630-750 km?* Wiecie dlaczego? Bo nie znając dobrze tematu, omijają najciekawsze alternatywy przejazdu i te fragmenty, które z różnych względów wydają się nieprzejezdne. W rzeczywistości znacznie częściej możliwe jest poruszanie się w bezpośredniej bliskości morza. Nam stuknęły 462 km - od granicy do granicy.


Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1