Nasza kolejna rowerowa wyprawa przeszła wiele korekt trasy, nie mogliśmy również pojechać jako cała rodzina. Poznając kolejne latarnie morskie, udało się nam zobaczyć najpiękniejsze zakątki Polski i przeżyć wiele przygód. Potwierdziło się, że zwiedzanie kraju na rowerach może być bardzo ciekawe. Najwięcej problemów zafundowała nam kolej, uprzykrzając przejazd pociągami z ciężkimi rowerami. Pozostałe przygody hartowały nas, przed następnymi wyprawami.

Całe dnie spędzamy za biurkiem, dlatego postanowiliśmy wykorzystać tegoroczny urlop aktywnie. Wybraliśmy najbardziej obcy, z naszego punktu widzenia, kawałek Polski – Suwalszczyznę, Mazury i Warmię. Do dyspozycji mieliśmy dwa tygodnie, więc czas nas nie naglił.

Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Kajakarze - piękne jeziora, miłośnicy ptaków - perkozy i żurawie, cykliści - ciekawe leśne szlaki. To prawdziwie zaciszny fragment kraju, doskonale miejsce dla relaksu.

Swojego czasu okolice Słupska kojarzone były przede wszystkim ze smutną rzeczywistością popegerowskich wiosek. Na tych terenach nakręcony został słynny dokument „Arizona” ukazujący marną egzystencję ludzi, którzy nagle zostali bez pracy i perspektyw na przyszłość... ale za to z tanim winem. Szczęśliwie rzeczywistość zmieniła się na lepsze. Obecnie ta część województwa pomorskiego coraz częściej przedstawiana jest jako niezwykle atrakcyjny turystycznie region. Jednym z takich miejsc jawiących się wizytówką regionu jest „Kraina w kratę” - unikalne walory architektoniczne i przestrzenne powodują, że warto tam popedałować.

Wspólnym mianownikiem dla tej koncepcji były trzy wyspy. Stąd i tytuł. Koledzy z redakcji, bardziej biegli w naukach ścisłych, doliczyli się jednak czterech (wysp), a jeszcze inny kolega nawet 44. Całkiem spore rozbieżności... Nie widzę jednak powodu do zmiany tytułu - ta, którą pominąłem w kalkulacji, jest znacznie mniejsza i ginie w cieniu pozostałych. Osią wyprawy są z całą pewnością trzy największe wyspy w regionie: Wolin, Uznam i Rugia.

Jest w Taterkach naszych kilka takich ścieżek, co mogłyby przyprawić o rowerowy zawrót głowy. Zazwyczaj są to wyborne, trudne technicznie szlaki - prawdziwe rarytasy dla najbardziej zaawansowanych jeźdźców. Możemy tylko o nich śnić, gdyż TPN wyjątkowo poskąpił rowerowej wolności. Jednym z nielicznych aktów łaski jest udostępnienie szlaku do Murowańca.

„Sami na pewno pamiętacie swoje pierwsze wyjazdy w góry, nie tylko w celu skatowania wybranego odcinka ścieżki czy szlaku, ale głównie dla frajdy, jaką daje całodzienna jazda na rowerze, z pięknymi widokami po prawej i lewej stronie kierownicy. Pierwsza taka wycieczka przytrafiła się i mnie. I to naprawdę kultowa miejscówka!”

Niepowtarzalne piękno tutejszych plaż docenił kwiat polskiego aktorstwa - w Dębkach bardzo często zdarza się spotkać twarz znaną z telewizyjnego ekranu. Kto nie przepada za leżeniem na słońcu, może skoczyć do groty albo pohasać po morenowych górach. Dnia starczy na wszystko, tutaj jest on dłuższy niż gdziekolwiek w kraju.

Mam coś ekstra! Niezwykłe miejsce - nie jakieś oklepane i opisywane setki razy, lecz takie, gdzie wciąż możemy poczuć się odkrywcami. Od śladów historii i tajemnic aż się tu jeży… włos na głowie. Niedawno w regionalnym „Głosie Pomorza” czytałem, że w rejonie tym Rosjanie trzymali rakiety z głowicami nuklearnymi - niegdyś silnie strzeżona baza stoi w głuchym lesie i można przyjechać, obejrzeć. Mało kto o tym słyszał, nawet na Pomorzu.

Wyjeżdżamy o świcie pociągiem do Torunia. Zamek w Toruniu, a właściwie jego ruiny, już wcześniej zwiedzaliśmy, dlatego po rzuceniu nań okiem i małej czarnej u stóp Kopernika szybko wyruszamy w drogę. Na obrzeżach Torunia niespodzianka niebieski szlak był tylko na mapie. Na szczęście po chwili przypadkowo napotkany kolarz wyprowadził nas przez las do wsi Lubicz Górny.

Pojezierze Drawskie stanowi część składową większej krainy geograficznej - Pojezierza Pomorskiego. Kraina ta obfituje w większą ilość jezior niż serwuje najczęściej kojarzone z wodnym Eldorado Pojezierze Mazurskie. Ale to nie koniec atrakcji. Zajrzyjcie w okolice Drawska Pomorskiego na Pomorzy Zachodnim, by przekonać się, że to urzekający zakątek, gdzie nie zabraknie niczego, co niezbędne dla przeżycia extra wycieczki rowerowej: morenowe wzgórza skrywająca głębokie i piękne jeziora, hektary lasów i mnóstwo historycznych cukiereczków. Niektórym podoba się tu bardziej niż na Mazurach. W każdym razie warto poznać.

Wyjeżdżamy o świcie pociągiem do Torunia. Zamek w Toruniu, a właściwie jego ruiny, już wcześniej zwiedzaliśmy, dlatego po rzuceniu nań okiem i małej czarnej u stóp Kopernika szybko wyruszamy w drogę. Na obrzeżach Torunia niespodzianka niebieski szlak był tylko na mapie. Na szczęście po chwili przypadkowo napotkany kolarz wyprowadził nas przez las do wsi Lubicz Górny.

Bóg stworzył Kaszuby dla rowerzystów! Może nie wyłącznie, ale przede wszystkim. 15 tysięcy lat temu wielki lodowiec, który przybył wcześniej z północy zaczął ustępować. Zostawił po sobie bryły lodu, które wytopiły się w jeziora. Wyrył głębokie rynny, które napełniły się wodą.

Błoto światowego formatu, największy w Polsce obszar nie zdewastowany ludzką łapą. Okolice BPN najlepiej ogląda się w niespiesznym tempie rowerowej przejażdżki. Aby nie umknęło nic co wartościowe i dla pełnej synchronizacji proponuję tempo wręcz leniwe, zbliżone do nurtu rzeki Biebrzy, do spokojnego rytmu Podlasia. To kraina w sam raz na wakacyjne obijanie się i popijanie zsiadłego mleka o poranku, taka agroturystyka rowerowa. No, chyba, że ktoś woli co innego popijać. Jest tu lokalna alternatywa.

Festungsfront Oder – Warthe Bogen! Spróbujcie to wymówić, ale nie próbujcie tam sami wjeżdżać na rowerze! Przytoczona wyżej nazwa odnosi się do linii umocnień po “naszemu” popularnie zwanych Międzyrzecki Rejon Umocniony. Zapraszamy pod ziemię lubuską. Tak, dobrze napisałem – pod ziemię bo...

Trochę atrakcji w sercu konurbacji -??? A cóż to znowu za dziwaczny tytuł? Już wyjaśniam. W cyklu przygody z Pascalem wybieramy się na rowerowanie właśnie w sercu największej w Polsce konurbacj. Brzmi tajemniczo a przecież mowa o Górnośląskim Okręgu Przemysłowym. To chyba już wszyscy kojarzą. Zbitek wielu miast bez wyraźnie zarysowanych granic. W sumie 2,8 mln mieszkańców. Diabelnie tłoczno. Jako antidotum proponujemy trasę, która zaprowadzi nas w ciche i przyrodniczo bogate zakątki znajdujące się w samym sercu tej wielkiej aglomeracji. Katowice...

Polska to piękny kraj. Nie piję bynajmniej do politycznych czy gospodarczych kwestii, lecz o krajobrazach myślę. Wraz z kolegą postanowiłem wyszukać miejsc o szczególnych walorach krajobrazowych, przyrodniczych i historycznych. Jeśli kogoś to zainteresuje to zapraszam na wyprawę rowerową szlakiem ośmiu parków narodowych rozsypanych wzdłuż wschodnich rubieży kraju.

Puszcza Notecka to jeden z najrzadziej zaludnionych obszarów Polski a jednocześnie jeden z największych zwartych kompleksów leśnych w kraju. Przemierzając jej ostępy należy wziąć pod uwagę, że najbliższy sklep na trasie może być oddalony o kilka godzin jazdy rowerem a zasięg sieci w telefonie komórkowym to już rarytas. I to są jej wielkie ale nie jedyne atuty.

Nostalgiczne, romantyczne, garbate, idylliczne, tajemnicze, mgliste, słoneczne i jakie tylko chcecie. Takie mogą być tylko Mazury. Przyjedź, a na pewno się nie rozczarujesz. Tym razem proponujemy dwie Pascal - owskie propozycje wycieczek po krainie wielkich jezior i mazurach garbatych. Pierwsza z nich to pętla dookoła największego w Polsce jeziora, druga zaś z Ełku do Giżycka przebiega w scenerii bardziej górzystej. Obie jak zwykle opracowane tak aby po drodze nie przeoczyć tego co zobaczenia naprawdę godne.

Każda podróż jest inna i niepowtarzalna, każdy zapamiętuje inne miejsca i odcinki drogi, każdy ma własne wrażenia i wspomnienia. Oto więc wschodni dwugłos - wspólna relacja dwóch osób, które niezależnie od siebie pokonały trasę wzdłuż wschodniej granicy Polski. Mamy nadzieję, że tego lata dołączycie do tej opowieści własne wątki i rozdziały. Bo pogranicze także mówi do nas wieloma głosami…

Miejscem startowym obydwu wyjazdów był Sosnowiec. Miejscem docelowym pierwszej wycieczki - zamek w Rudnie, drugiej - zamek Rabsztyn, oraz dwa punkty widokowe na Pustynię Błędowską – Klucze i Chechło. To, dokąd jedziemy zaproponowałem ja, bo od 2 lat sukcesywnie staram się odwiedzać kolejne jurajskie warownie. Wyznaczenie trasy było działką Pawła.

Miejscem startowym obydwu wyjazdów był Sosnowiec. Miejscem docelowym pierwszej wycieczki - zamek w Rudnie, drugiej - zamek Rabsztyn, oraz dwa punkty widokowe na Pustynię Błędowską – Klucze i Chechło. To, dokąd jedziemy zaproponowałem ja, bo od 2 lat sukcesywnie staram się odwiedzać kolejne jurajskie warownie. Wyznaczenie trasy było działką Pawła. Ja jechałem na starym składanym z różnych części stalowym „góralu”. On na szosówce BH, która kusiła go bardziej do „uciekania” niż podziwiania widoków. W podróży do Istambułu planujemy wyrównać szanse - zresztą w obie strony. Paweł chce przebudować swoją kolażówkę bo odkrył, że mu nie służy. Na planowane 5400 km przyda się coś wygodniejszego. Mnie potrzeba roweru nieco szybszego.

Trasę podzieliliśmy na siedem etapów, co nie oznacza, że trasy nie można pokonać szybciej. Najlepiej podróżować z mapą. Polecamy tutaj mapę turystyczną Jury Krakowsko-Częstochowskiej w skali 1:500000.

Na południowych krańcach Kaszub, zatopione w sosnowym borze, leży miejsce, które pamięta prastare ludy, starsze niż Kaszubi, starsze nawet od Słowian, starsze niż pamięta historia spisana przez pierwszych kronikarzy. Miejsce owiane mgłą legendy i atmosferą nieodkrytej tajemnicy. Kamienne kręgi w Odrach…

Temat otwierający kwietniowy numer bikeBoardu to Polskie Parki Narodowe. Niewielkie skrawki kraju, starannie wybrane ze względu na niezwykły krajobraz, tętniący życiem świat zwierzęcy i często unikatowe siedliska roślinności. Skrawki Polski nieomal nieskażone ludzką ręką i podlegające ścisłej ochronie. Chodzi o to, aby zachować je w stanie nienaruszonym i dla nas, i dla przyszłych pokoleń.

Kiedyś mieszkał tam najprawdziwszy na świecie smok. Tam, czyli nad pięknym górskim jeziorem. Był to niezwykle sympatyczny smok – nikomu nie wadził, więc wszyscy go lubili, nawet imię nadali – Kicek. Ale jak to w życiu bywa, miłe złego początki… Poczciwe smoczysko w końcu przegięło pałkę.

...to chyba najlepsze określenie dla tego kawałka naszych Karpat. Góry są tu niższe, a doliny szersze niż choćby w sąsiednich Bieszczadach czy Beskidzie Sądeckim. Ale to wcale nie znaczy, że jest mniej ciekawie i przygodowo.

Czterodniowa wycieczka przez Sudety Plan wyprawy był prosty. Przejechać jak największy kawał Sudetów, zaliczając po drodze: Śnieżnik, Góry Orlickie i Broumovské Stěny. Tak naprawdę moją wyobraźnię najbardziej rozpalało jedno zdjęcie. Głęboka dolina ograniczona pionową bazaltową ścianą. Wzdłuż samej krawędzi ścieżka...

Czterodniowa wycieczka przez Sudety Plan wyprawy był prosty. Przejechać jak największy kawał Sudetów, zaliczając po drodze: Śnieżnik, Góry Orlickie i Broumovské Stěny. Tak naprawdę moją wyobraźnię najbardziej rozpalało jedno zdjęcie. Głęboka dolina ograniczona pionową bazaltową ścianą. Wzdłuż samej krawędzi ścieżka...

To się stało latem zeszłego roku. Borys nas zdradził - kupił szosówkę i zdjął daszek z kasku. Zgroza! Ku mojemu przerażeniu Jacek i Kisiel wkrótce dołączyli do schizmy. Zaczęło się niewinnie - czasem poranne przejażdżki na szosie, "gadki-szmatki", że to w sumie też fajne jeżdżenie, chociaż można rozróżniać grubość farby do malowania pasów na jezdni i takie tam. Lawina też czasem zaczyna się od małego kamyczka. A pożar od iskierki.


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później