Wyobraź sobie wąską i krętą ścieżkę przeznaczoną wyłącznie dla Ciebie i Twojego roweru. Jeśli nie miałeś okazji jeździć po takich szlakach zapraszamy na Singltreka pod Smrkem (Czechy), gdyż jazda po takich trasach to przyjemność trudna do opisania słowami, dlatego powinieneś na własnego skórze przekonać się o czym mówimy.

Ten głaz jest do zrobienia - zawyrokowałem, chociaż nie do końca byłem o tym przekonany. Co mi tam, w końcu nie po to przywlokłem swój przyciężkawy rower na koniec starego kontynentu, żeby toczyć się wygodnymi szutrówkami, choćby prowadziły nawet powyżej 3000 m n.p.m. Takich wyborów spodziewaj się na egzotycznym paśmie Sierra Nevada w hiszpańskiej Andaluzji.

Kiedy słoweński rząd zdecydował się zainwestować więcej pieniędzy w odnawialne źródła energii, nie myślał o rowerach. Zdecydował się jednak wybudować największy welodrom na globie. Niestety ten cud techniki jest obecnie pod wodą i jest wielce prawdopodobne, że już nigdy nie będzie całkiem suchy.

Co tu dużo gadać, w Alpy po prostu trzeba pojechać z rowerem. Tak się składa, że z alpejskich krajów, do Austrii jest najbliżej i podróż tam samochodem nie stanowi żadnego problemu. Za odrobinę fatygi i wcale nie tak duże pieniądze otrzymujemy pakiet fantastycznych tras i powalających widoków. Sposobów na zabawę z rowerem w Alpach jest kilka - można sprawdzić się na wielokilometrowych podjazdach gładkimi szutrami, wybierać trudne technicznie ścieżki czy doskonale przygotowane bike parki przy wyciągach. Musicie tego spróbować! Ale najpierw przeczytajcie.

Fidel Castro jest dziś żywą legendą, a kraj, w którym rządzi, przyciąga podróżników z całego świata. Zainteresowanie tą „wyspą” (w przenośni i dosłownie) jest ogromne. Zastanawiałem się, dlaczego tak niewielu poszukiwaczy przygód z Polski eksploruje sąsiednią Białoruś, państwo, które można by nazwać Kubą Europy.

Tutaj, na długim i mocno urozmaiconym wybrzeżu regionu Blekinge, trwa odwieczna walka żywiołów - pojedynek między wodą a lądem. Trudno stwierdzić, kto w tym starciu wygrywa. Morze jest cierpliwe - nieustępliwe w ciągłym szlifowaniu i podmywaniu. Przeciwnik zaś niełatwy, zbudowany głównie z nagiej skały, twardszy niż łeb Wikinga. To dziesiątki małych szkierowych wysp. Tworzą tu bajeczny archipelag - na tym etapie w przewadze jest morze, dalej zaczyna się postrzępiona, pełna zatok linia brzegowa, a potem stały ląd - Półwysep Skandynawski. Witamy w Karlskronie, mieście osobliwym, bowiem położonym na 33 wyspach!

Aby dotrzeć do Chorwacji musieliśmy pokonać przynajmniej 4 państwa. Na początek Polskę. Mieszkamy w Gdyni i, prawdę mówiąc, nie mieliśmy ochoty jechać rowerami 650 km przez nasz kraj, dlatego też zapakowaliśmy się do pociągu i po całonocnej jeździe byliśmy na granicy polsko-czeskiej. Tu wsiedliśmy na rowery, Olga do przyczepki i skierowaliśmy się w stronę Adriatyku.

Niemcy uwielbiali tajemnicze Sudety. Spuścizną jest większość szlaków turystycznych tego regionu. Część z nich, jak przysłowiowa droga od Wangu na Śnieżkę, przekształciła się w szerokie trasy, które zdobywają dzikie hordy turystów, ale są też takie, które popadły w całkowite zapomnienie.

Długo zastanawiałem się nad tytułem. W końcu padło na Komandosów z Nawarony. A czemu nie? To właśnie oni zadziałali na moją wyobraźnię niczym zapalnik. Zainspirowali, by na celownik wziąć część świata zupełnie mi nieznaną. Całą moją przedwyjazdową wiedzę o tym zakątku można by streścić w zdaniu: kraina od dechy do dechy pokryta górami.

Austria to miejsce raczej nierealne. I wcale nie chodzi o to, że zbyt dalekie, trudno osiągalne, za drogie czy jakieś tam. Po prostu tam jest inaczej. Prościej, oczywiściej, możliwiej, przejrzyściej. Leniwa kolacja nie była jakimś odjechanym popisem kreatywności kucharza. Niestety, nie będę mógł się popisać prezentacją menu przed kolekcjonerami niecodziennej wykwintności.

Po pierwsze zieleń, po drugie błękit, po trzecie biel. Innych kolorów tu nie uświadczysz. Chyba, że spotkasz pana w kilcie z kolorowego, kraciastego tartanu, lub właśnie pada deszcz - wówczas jest szaro. Biel występuje w dwóch zasadniczych formach: „chmurzstej” i „owczastej”. Natomiast green zdaje się rozciągać w nieskończoność za nic mając granice. Pod tym względem Szkocja i Anglia okazały się mieć więcej wspólnego niż mogło by się wydawać. Inną cechą wspólną zwaśnionych krain, przynajmniej na obszarze, który zwiedziliśmy jest rzeźba trenu - hipsoaktywna, nie dająca kolarzowi wytchnienia, za to ciesząca oko. Po prostu rowerowy raj.

Miała być groźna Rosja albo słoneczny Meksyk, ale rządna przygód dusza zaprowadziła mnie do Tetowa (mac. Tetovo / alb. Tetovë) - miasta, znanego z konfliktu pomiędzy Albańczykami i Macedończykami w 2001 oraz pięknych ale surowych gór Szar (Šar). W pierwszej chwili wybór może się wydawać nie najtrafniejszy jednak gdy nadszedł czas powrotu z trudem przyszło mi się rozstać z tutejszymi górami oraz autochtonami, którzy pozwolili mi się poczuć jak u siebie w domu.

Z przyjemnością zamieszczamy kolejną, acz niepowtarzalną bałkańską opowieść, której lektura pozwoli przetrwać długie i podobne do siebie zimowe wieczory. “Sprawców” tej fantastycznej wyprawy miałem okazje poznać osobiście w trakcie jej trwania. Spotkaliśmy się w górzystym zakątku Czarnogóry w parku narodowym Durmitor, pogadaliśmy godzinkę, po czym chłopaki ruszyli w swoją stronę.

Zostało 6 dni do wyjazdu do Kłodzka. Właśnie przyjechały sakwy od Crosso - sponsora wyprawy. Zaglądamy do pudeł - zgadzają się nawet kolory, wszystko według umowy. Na testy nowego sprzętu nie starczyło jednak czasu, dlatego pierwsze kilkaset metrów dojazdówki na dworzec przejeżdżam z duszą na ramieniu, „na żywca” ucząc się sterowności roweru. Muszę się nauczyć, bo do przejechania jest blisko 2 tyś. kilometrów. Jedziemy do Czarnogóry eksplorować najgłębszy kanion w Europie - kanion rzeki Tara.

Drum de tractor - samochodem tu nie wjedziesz. Tylko góry, góry i góry... Aż trudno uwierzyć, że na starym kontynencie istnieją ostatnie górzyste ostępy, które w pewnej mierze oparły się naporowi współczesnych standardów. Asfalt rzadko bywa tam kompanem podróży, częściej trzeba srogo siłować się z podłożem. Grube szerokie opony, aktywne zawieszenie oraz 27 kombinacji przełożeń to nasz paszport w świat nie dla każdego dostępny.

Liguria to długi i wąski pas wybrzeża, ciągnący się u podnóża solidnych gór pokrytych winnicami. W śródziemnomorskim słońcu lśnią tu domy w pastelowych barwach, a pyszne ogrody pełne kwiatów i roślin mienią się wszystkim kolorami. Sielanka wybrzeża wyraźnie kontrastuje z górzystym, twardym obliczem interioru.

Widzieliście filmy Emira Kosturicy - najsłynniejszego serbskiego reżysera? Jest w nichto wszystko, co najbardziej charakterystyczne dla Bałkanów - totalny mix. Farsa miesza się z tragedią, przyjaźń i nienawiść egzystują obok siebie a cechą nadrzędną jest spontaniczność. Bałkany to szalona różnorodność na wielu płaszczyznach - konglomerat kultur i krajobrazów wobec którego nie można przejść obojętnie. Za sprawą intensywności i wyrazistości ta część Europy wzbudza ciekawość podszytą lękiem. Wciąż realny jest akcent nieobliczalności, który spowodował iż za cel kolejnej wyprawy obraliśmy właśnie Bałkany.

Góry, doliny, tyś jedyny- takie hasło wypisane na kapslu soku owocowego uśmiechnęło się do mnie w przeddzień mojego wyjazdu,. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nawet niebiosa mówią, że wyjazd jest tuż tuż, a wszelkie wątpliwości powinienem zostawić za sobą. I oto 24 czerwca, po trzech miesiącach przygotowań fizycznych i jeszcze dłuższym ślęczeniu nad mapami ruszyłem. Dojechać z Polski do Watykanu, oto był mój cel.

Albania to chyba jeden z najmniej znanych krajów w Europie. Przez lata zamknięty dla przybyszów z zewnątrz, a teraz omijany w obawie przed nieznanym. Albania kojarzy się przede wszystkim z rządami fanatycznego, komunistycznego dyktatora Envera Hodży, który niepodzielnie władał krajem od 1944 roku, aż do śmierci w 1985 roku.

Wspaniale jest realizować swoje plany; mnie ostatniego lata udało się spełnić swoje największe marzenie rowerowe, samotną wyprawę przez Skandynawię... Bywa tak w życiu, że marzenia postrzegane są przez otoczenie jako nierealistyczne, zbyt ambitne aby mogły się urzeczywistnić. Nie akceptuję takiego podejścia, a każdy kolejny "wątpiący" dodaje mi energii i umacnia na drodze do celu.

Ocean i góry. Wino i kawa. Łąki i winnice. Słońce i słońce. Asfalt i wiatr. Rzymskie budowle i wspaniałe krajobrazy. „Porto i asfalto”. Czyli kwiecień i maj na zachodnim krańcu Europy. W Portugalii. Nie tak zamożnej jak środek Zjednoczonej Europy, za to dużo bardziej przyjaznej i spontanicznej. Wielkie koło po tym wspaniałym kraju na dwóch o rozmiarze 26 cali. Z sakwami.

Kiedy byłem jeszcze dzieckiem, przeczytałem książkę o niezwykłej krainie pełnej bajkowych krajobrazów, krainie wulkanów i lodowców, porywistych wiatrów i bezkresnych przestrzeni. Była to książka o dzikiej przyrodzie, ale i o ludziach, którzy musieli się z nią zmagać, o bohaterskich czynach wikingów i o przygodach trolli, zamieszkujących niedostępne, dzikie chaszcze i odosobnione, górskie doliny. Była to książka o Islandii.

Chcieliśmy uciec. Daleko. Nie słyszeć zgiełku wielkiego miasta, przygniatającego tłokiem, tempem życia, w którym wszystko wydaje się puste i bez sensu, bo obraca się dookoła kasy. Po siedmiu miesiącach intensywnej pracy w samym sercu kilkumilionowego molocha pragnęliśmy zaszyć się na końcu świata. Nocne życie ulic Soho, Mayfair, całego West Endu, słowem ścisłego centrum Londynu wychodziło nam bokiem. My tam nie wypoczywaliśmy, tylko ciężko pracowaliśmy...jako rykszarze.

Egzotyka o jakiej nie mówią w zachodnich magazynach rowerowych leży tuż za naszą wschodnią granicą. Ukraina na rowerze to prawdziwa ekspedycja.

Mama Forresta Gumpa mawiała, że życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiadomo, na jaką się trafi. Do słownika złotych myśli dopisaliśmy w majowym numerze bB kolejną: HISZPANIA JEST JAK POMARAŃCZA. Na zewnątrz skórka: pachnąca i piękna - kusi, przyciąga wzrok i potrafi zatrzymać. Ale tylko do chwili, w której posmakuje się środka. My posmakowaliśmy? I zapraszamy Was do Hiszpanii prawdziwej. Gorącej, suchej, pięknej i cichej. Hiszpanii Don Kichota i Maurów.

Planując wyprawy rowerowe wyobraźnia sięga daleko, automatycznie przeskakując najbliższe okolice. No bo i cóż można w nich znaleźć ciekawego? Czy aby na pewno? Czechach, naszych południowych sąsiadach. Małym ale niezwykłym kraju. Zerknijcie na zdjęcia, a ze zdumienia otworzycie szerzej oczy. Ileż to jeszcze, tuż za płotem, miejsc do zobaczenia i dróg do przejechania!

Od naszych czytelników otrzymaliśmy opis wyprawy jaką odbyli w lecie 2005 roku. Cele jakie sobie postawili były dość wyśrubowane, ale udało się. Zwiedzili sporo zabytków i pokonali kilka morderczych alpejskich podjazdów.

Jeszcze nigdy w życiu tak nie jeździłem!!! Ale wiedziałem, że tak będzie. Obiecałem ją sobie dawno temu. Byłem w Raju na rowerze i na piechotę nie raz. Znam tam wszystkie ścieżki na pamięć. A kilka z nich dosłownie śniło mi się po nocach. Ja sobie tę jazdę po prostu wymarzyłem. No i spełniło się.

Wybór Ukrainy, jako miejsca rowerowych wojaży, był dla mnie oczywisty: ludzie przyjaźnie nastawieni do przybyszów z Polski, blisko, tanio, egzotycznie, że nie wspomnę o takich rarytasach jak kwas chlebowy, chałwa ze słonecznika czy pirożki, których próżno szukać w naszych fastfudach i spożywczakach. Jako miłośnik jazdy po dzikich bezdrożach z małym plecakiem, śpiworem, kawałkiem folii i paroma niezbędnymi akcesoriami, musiałem przeprosić się z bagażnikiem i sakwami.

Jak długo może przeżyć biker, mający w kieszeni jedynie 40 euro? Tego lata grupa w składzie: Marius Hoppensack (20), Carlo Dieckmann (24), Marc Rüsing (22) i Jonas Berndt (16) miała się o tym przekonać. Wyposażeni w przewoźne rampy, rozklekotaną furgonetkę i … trzy torby butelek na sprzedaż wartych około 40 euro spróbowali w ciągu tygodnia przemierzyć niemcy.


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory