Wiemy o jakich wakacjach marzysz. O obozie treningowym pod przykrywką wypoczynku, o codziennych zakwasach, całodniowych wypadach po górach, wielogodzinnych wspinaczkach.

Przejedziesz cały kraj na rowerze wzdłuż i wszerz, poruszając się tylko po ścieżkach. Wykąpiesz się w krystalicznie czystych jeziorach. Poznasz smak prawdziwego sera i już nigdy nie wrócisz do polskiej goudy z dyskontu.

Im wyżej, ciężej, im bardziej stromo, tym lepiej. To właśnie arytmetyka przełęczy. Niesamowita jest ta, na którą wjeżdża się resztkami sił, z serpentynami wijącymi się aż do nieba, ta, która budzi jednocześnie grozę i podziw.

Gdy cieplejsza połowa roku zaczęła dobiegać końca, posmak lata zniknął z Polski bezpowrotnie, a dzień skurczył się jak słupek w termometrze, zrozumieliśmy, że to ostatni dzwonek na działanie.

Pomysł na Słowenie, jest niejako pomysłem zastępczym dla nieukończonego jeszcze szlaku przebiegającego wzdłuż wschodniej granicy Polski. Przed wyjazdem nasza wiedza na temat Słowenii ograniczała się wyłącznie do skoków narciarskich na jednej z największych skoczni mamucich na świecie.

Epicko, niewiarygodnie, nierealnie, nieziemsko, bosko. Jako żywo brakuje przymiotów dla określenia tego wszystkiego czego doświadcza umysł i ciało podczas chwil spędzonych na poznawaniu ścieżek wokół St. Moritz i Davos. Szwajcarskie klimaty rzucają czar na każdego, kto tylko zagości w tej krainie.

Północna część Gran Canarii to piękny i malowniczy teren. Stare klify ciągnące się wzdłuż zachodniego wybrzeża, kręte asfaltowe drogi oraz zawieszone chmury przy szczytach gór to widoki, które na długo pozostaną w pamięci.

Czytaliście kiedyś „Wichrowe wzgórza” Emily Brontë? Akcja powieści rozgrywa się w posępnej, ale i urzekającej scenerii wrzosowisk hrabstwa Yorkshire. Marząc, aby pobiegać jak bohaterka książki po bezkresnych wrzosowiskach, planowałam wyjazd do Szkocji. Niepotrzebnie. Chcąc znaleźć się w podobnej scenerii, wystarczy odwiedzić... Dolną Saksonię.

Słońce zaszło ponad godzinę temu i zerwał się silny wiatr. Zmęczony po dniu pełnym wrażeń marzyłem, aby w końcu udać się do samochodu i pozbyć się rowerowego sprzętu. Temperatura na Passo Sella (2244 m n.p.m.), gdzie utknęliśmy na kilka godzin, fotogra­fując jazdę w promieniach zachodzącego słońca oraz podziwiając widoki, błyskawicznie spadała. I tak zastała nas noc.

Ziemia obiecana dla tych, którzy łakną spokoju i szukają takich miejsc, by móc bez końca krążyć rowerem i podziwiać spokojne krajobrazy. Spakowaliśmy więc dom z kuchnią (czytaj namiot, gazowy kartusz i garnek) oraz dwa rowery i ruszyliśmy na podbój duńskiej wyspy.

Koniec oczekiwania. Bormio ponownie otwiera swoje atrakcje dla entuzjastów rowerowych przygód z całego świata. Słynny i kręty podjazd na Stelvio, czy przełęcz Mortirolo i Gavia, to historyczne miejsca znajdujące się na liście obowiązkowych miejsc do odwiedzenia dla wielu kolarzy.

Jesteśmy grupą pięciu przyjaciół. Nasze wspólne podróżowanie na rowerze zaczęło się jeszcze pod koniec gimnazjum. Początkowo były to mniejsze wycieczki po Polsce, aż w wieku 17 lat przejechaliśmy 1200 kilometrową, dosyć zawiłą trasę z Kopenhagi do Hamburga przez największe wyspy duńskie.

Pełen entuzjazmu słucham ogłoszenia nawigacji „Welcome to Italy!” Tyle trasy za nami, dam radę, dojadę do końca, będziemy przed 2 w nocy! Nic z tego. Po kilku godzinach za kółkiem zapach podpalonego sprzęgła na początku krętego podjazdu pod Stelvio jasno daje mi do zrozumienia, że ster muszę oddać bardziej wyspanym kolegom.

Kilometry leśnej głuszy, zagubione w borach puste jeziora, tajemnicze uroczyska, słodkie jagody i ostre ścieżki, biwaki w szałasach... i tak przez wiele dni. Tylko natura, człowiek i rower. O tym marzyłem. Hartowanie ciała oraz reset umysłu. Obietnicę takiej przygody niesie Skandynawia. Szorstka, a jednak piękna.

Godzina 12:30, a ja już wylądowałem w namiocie. Wieje niesamowicie zimny i silny wiatr, a śnieg miejscami całkowicie uniemożliwia jazdę. Nawet na czterocalowych oponach mojego fatbike’a.

Legendy MTB - Hans Rey i Steve Peat – przemierzyli Islandię z północy na południe. Dołączyli do nich lokalni riderzy: Runar Omarsson i ekipa z Icebike Adventures. Musisz to zobaczyć!

To nie mit – ponad ćwierć wieku temu najwyższy masyw górski w Grecji po raz pierwszy został pokonany przez rowerzystów. Dosiadali oni iście antycznych rowerów MTB z bagażnikiem z tyłu i bez amortyzatora z przodu. Niemniej jednak wyprawa śladami greckich bogów aż na górę Olimp dziś także pozostaje doświadczeniem mistycznym, nawet wtedy, gdy mamy do dyspozycji rowery naszpikowane nowoczesną technologią.

Zaczęło się od marzeń. Być na wyspie, zdobyć tamtejsze góry, mając ze sobą tylko plecak i rower pod tyłkiem, a za plecami lazurowe morze. Okazało się, że takie fantazje były bliskie wielu rowerzystom – szybko zebrała się naprawdę spora ekipa ludzi głodnych wyprawy w nieznane. Nie pozostało nic innego, jak tylko zaklepać termin i wprowadzić nasze plany w życie.

Naszą skandynawską przygodę rozpoczynamy 22-giego lipca od spotkania na lotnisku Sanderfjord Torp położonym około 120 km na południe od Oslo. Po szybkiej i sprawnej akcji złożenia rowerów udajemy się w kierunku Drammen, gdzie docieramy późnym wieczorem.

To kraj, od którego warto zacząć kolarską przygodę. Przede wszystkim łagodne ukształtowanie terenu nie zrazi nowicjuszy – tu nie ma wzniesienia, na które nie dałoby się wjechać. Ponadto kraj przecina bardzo gęsta sieć dróg rowerowych: 11 ogólnokrajowych i mnóstwo regionalnych – doskonale oznakowanych i głównie o asfaltowej, gładkiej nawierzchni. Nie ma chyba w Danii miejsca niedostępnego dla rowerzystów.

Szwajcaria może wywołać różne skojarzenia. Jednym przychodzi do głowy czekolada, innym sery, również w formie fondue, precyzja, pieniądze, duuuże pieniądze (rezerwy dewizowe 6X1012 USD), drogie zegarki i równie drogi frank, świetnie zorganizowana kolej, wysoki standard życia, scyzoryki, wożenie betonu helikopterem, narty, góry…

Jazda enduro to przede wszystkim wielka rowerowa przygoda i frajda w obcowaniu z górami. Są jednak tacy, którym do pełni szczęścia potrzebny jest dreszczyk emocji. Emocji wyzwalanych w czasie rywalizacji lub pokonywania kolejnych barier ludzkich możliwości. Limity te mogą mieć różnoraki charakter, o czym opowiadają dwie historie prezentowane na kolejnych stronach.

Czy jesteś miłośnikiem górskiej jazdy? Lubisz przygody? To jest coś właśnie dla ciebie – od 14 maja rejony Salzburga zapraszają do eksploracji najpiękniejszych części Austriackich alp.

Bałkany ze swoim klimatem, ukształtowaniem terenu i stosunkowo niewielką odległością z Polski wydają się być świetnym miejscem do poszukiwań ścieżki idealnej. Jeśli dodać do tego intrygującą mieszankę kultur, dzikość gór i fakt, że mało kto zapuszcza się tam z rowerem, to okaże się, że nie mieliśmy wyjścia – Pathfinder po prostu musiał ruszyć na południe.

Każdego z nas, w kim jest choć trochę krwi odkrywcy, ciągnie do miejsc nieznanych, pustych, ciekawych przez sam fakt, że są niedostępne. Właśnie tym sposobem postanowiłem wraz z czterema kolegami wybrać się w miejsce, gdzie od 1986 r. nikogo nie ma. No, może prawie nikogo, bo pomimo że czas zatrzymał się tu w miejscu, to ludzie ciągle tam są, choć wszyscy czasowo, dokładnie kontrolowani. Mowa o zamkniętej strefie promieniotwórczej w Rejonie Czarnobylskim na Ukrainie, rzut kamieniem od stolicy tego kraju – Kijowa.

Wakacje w Chorwacji są dziś dostępne jak kiedyś wyjazd do Łeby czy Ustki - któż tam nie był. Jeśli chcecie spojrzeć na uroki dalmatyńskiego wybrzeża z nieco innej perspektywy, zapraszamy na śmiałą 150-kilometrową wyprawę pasmem górskim ciągnącym się niemalże równolegle do wybrzeży Adriatyku.

Mimo że tegoroczna zima nie należała do najsroższych, na początku marca mieliśmy już dość chłodnych dni i chcieliśmy trochę wygrzać kości w cieplejszych krajach, a przy okazji spełnić kolejne rowerowe marzenie. Los się do nas uśmiechnął, szef klepnął urlop, znaleźliśmy atrakcyjne last minute i… siedzieliśmy w czarterowym odrzutowcu lecącym na rajską Maderę.

Zaledwie 18 km od polskiej granicy rozpościera się rozległa wyżyna zbudowana z piaskowców, gdzie natura popisała się rzeźbiarskim kunsztem. Na południowo-zachodnim krańcu Sudetów, a ściślej w trójkącie między miejscowościami Železný Brod - Mnichovo Hradiště – Jičín w Czechach urzeczywistnia się Eden.

Położone u północnych wybrzeży Norwegii, tuż za kołem podbiegunowym, Lofoty są jednymi z najpiękniejszych wysp świata. Jak się okazuje, strome, górzyste zakątki tego archipelagu stanowią maksymalne wyzwanie nawet dla najbardziej zatwardziałych fanów kolarstwa górskiego. Jednak pokusa przejechania nietkniętej dotychczas kołem roweru ścieżki w niektórych wypadkach jest silniejsza.

Obiecałem, że napiszę i oto jest. Ale nie dla kogoś tam - dla siebie. Dlaczego? Ponieważ pisanie o jeździe na rowerze pozwala na nowo przeżyć te same przygody, pogadać z tymi samymi ludźmi, złapać gumę, dachować czy wychylić kufelek piwa po całym dniu. Jest prawie takie jak oglądanie zdjęć, choć nie pobudza tak bardzo wyobraźni jak te małe symbole zwane literami stawiane obok siebie. A jeśli się te dwa media połączy?


Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWERY 2018

28 lat minęło – Yeti Ultimate

Odzież, akcesoria i dużo, dużo więcej!