Wstałem rano, spakowałem się i ruszyłem w trasę. Na trasę wziąłem 2 wody i czekoladę. Później okazało się że to był dobry pomysł bo czekolada trochę dodała energii.
Od Piły do Złotowa cały czas wiał mocny wiatr i padał śnieg( tempo ok.15 na godzinę maks na więcej nie pozwalała pogoda). Jak się jechało to czasem czułem się jak na śnieżnej pustyni na asfalcie pomykały wydmy ze śniegu.

W Złotowie spotkałem rowerzystę który właśnie wracał do domu. Był kolarzem, który startuję w zawodach. Właśnie jechał do domu żeby wsiąść na kolarkę i zrobić trening(rowerkiem zrobił rozpoznanie terenu). Zdziwił się że jadę do Gdańska. W mieście poprowadził mnie skrótami ,żebym nie jechał przez centrum. Dzięki temu zaoszczędziłem czas, który co prawda i tak potem straciłem ale zawsze trochę więcej czasu było na odpoczynki.

Od Złotowa się troszeczkę polepszyło ,ponieważ padało sporadycznie ale mocno (ale krótko może maks pół godziny). No ale nie można mieć wszystkiego i mniejsze opady miałem zamienione na mocniejsze podmuchy powietrza i podwyższeniami terenu.

W Człuchowie musiałem przez chwilę wjechać na krajówkę żeby dojechać do Chojnic (przez dużą część trasy była droga rowerowa (odśnieżona, jak na drogi po których jechałem to średnio nie dobrze ale też nieźle). Za Człuchowem jacyś kierowcy zatrąbili na mnie ,żeby (chyba) mnie pozdrowić. Tym bardziej, że nie jechałem po drodze tylko po drodze rowerowej. Krajówką miałem przejechać tylko 12km. Niby to mało ale to była makabra ponieważ był duży ruch. Duży ruch najprawdopodobniej był spowodowany tym że ludzie wracali z ferii. Co parę km się zatrzymywałem i przepuszczałem kierowców którzy nie mogli mnie wyprzedzić, ponieważ ciągle cos jechało z naprzeciwka. Zawsze milej jak się się współpracuję na ulicy i kierowcy migają ci w podzięce.

W Chojnicach podjechałem do netto żeby uzupełnić braki w zaopatrzeniu za ok15 zł. Spytałem sie gdzie mogę coś zjeść. Poleciła mi bar w centrum. Po drodze spotkałem ludzi którzy wskazali mi bar na którym można zjeść tanio i dobrze. Pokluczyłem się trochę i jest w końcu znalazłem. Zamówiłem danie i czeka chwilkę w ciepły pomieszczeniu. Po zjedzeniu obiadu za 13 zł (schabowy zapiekany serem i pieczarkami) ruszyłem w dalszą podróż.

Z Chojnic wyjechałem jakoś po 14. Od Chojnic przez parę km było średnio (tylko wiało), potem było coraz ciekawiej. Coraz wyższe podjazdy, większe opady śniegu, mocniejszy wiatr i wiele innych dodatkowych atrakcji. Przed Kościerzynem jakiś kierowca otworzył okno i krzyknął żebym nie straszył kierowców. W Kościerzynie skręciłem na drogę 221 i to był chyba mój błąd. Droga bardzo dziurawa i ruchliwa. Po drodze było parę górek z wyciągiem dla narciarzy np. w Powidzu. Fajnie to wyglądało jak ludzie z góry zap.., znaczy się bardzo szybko jechali, a ty musiałeś pod podobną górkę podjechać jak ślimak. W Powidzu wjechałem na nie odśnieżoną drogę rowerową, przez co straciłem czas. Trochę się zdenerwowałem (człowiek zmęczony, mokry, wychłodzony, odwadniający(wszystko szło w ocieplenie organizmu) i zacząłem używać a nawet czasem krzyknąłem słowa wulgarne. Od Powidza pogoda robiła sie coraz gorsza. Zacząłem przyspieszać gdyż adrenalina wzrosła i tempo mimo gorszej pogody było nawet wysokie ok.15km/h. W Lublewie zaczęło się robić nie ciekawie bo był zakaz po drodze dla rowerów więc trzeba było wjechać na drogę. Droga może była odśnieżona ale w przeciągu tylu godzin opadów musiało wzrosnąć i w tamtej chwili nie była odśnieżona. Trudno trzeba zejść z roweru bo aut dużo na drodze a ja nie chcę robić problemów na drodze więc zjeżdżam albo bardziej schodzę i zaczynam prowadzić rower i poruszać się w stronę Gdańska. Zatrzymuję się na przystanku, żeby usiąść i odpocząć. Nagle ktoś podjeżdża na zajezdnię i otwiera okno i .. pyta się czy może pomóc bo akurat tez jedzie do Gdańska a ma wolne auto i bagażnik dla rowerów. Okazało się że też jest zapalonym rowerzystą. Ucieszył się ,że są zapaleńcy rowerowi tacy jak on:). Ja również ucieszyłem się po zawsze coś nowego. Po spakowaniu się do auta :) pojechaliśmy do Gdańska. W drodze do Gdańska rozmawialiśmy o rowerach. Jednak człowiek się uczy i ciągle słyszy coś ciekawego:).

Jest po pół godziny jesteśmy na miejscu. Ale ta droga na która chcemy wjechać jest jednokierunkowa i trzeba znaleźć drogę gdzie można wjechać więc okrążamy budynek i skręcamy. Patrzę to nie ta droga ale na szczęście było tam miejsce postoju taksówkarzy. Uchyliłem okno i spytałem się gdzie jest interesująca mnie ulica. Oni powiedzieli że jesteśmy bardzo blisko ale musimy skręcić w następna uliczkę. Po nawróceniu i znalezieniu wreszcie jestem na miejscu. Dzięki pomocy kierowcy zamiast ok. 2-3 godzin jazdy rowerem było nie całe pół godziny. Pogoda w Gdańsku była dobra co mnie zdziwiło po parę km przed było biało. Nawet kierowca jechał wolno bo widoczność była kiepska :).

Dodano: 2013-03-04

Autor: Tekst i zdjęcia: Michał Gworys

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później