Podczas pierwszej samotnej wyprawy rowerowej z Polski na Wyspy Brytyjskie połączonej ze zdobywaniem najwyższych szczytów państw Zjednoczonego Królestwa i Irlandii przejechałem na rowerze 6392.92km. Jechałem przez Niemcy, Holandię, Belgię, Francję, wszystkie państwa Zjednoczonego Królestwa oraz Irlandię. Wjechałem na najwyższy szczyt gór Harz - Brocken w Niemczech oraz najwyższy szczyt Holandii - Vaalsberg gdzie także znajduje się miejsce zbiegu trzech granic (D, NL, B). Pieszo zdobyłem "koronę" gór Wysp Brytyjskich czyli wszystkie najwyższe szczyty państw UK i Irlandii. Zwiedziłem takie wspaniałe miejsca jak Stonehenge w południowej Anglii, najpiękniejsze hrabstwo w Irlandii czyli Kerry z jego Carrauntoohill, doliną Black Valley, półwyspem Dingle i częścią szlaku Ring of Kerry. Byłem na Moherowych Klifach i widziałem najpiękniejsze miasteczko Irlandii - Adere. W Irlandii Północnej zdobyłem jej najwyższy szczyt - Slieve Donard oraz zwiedziłem stolicę - Belfast. W Szkocji zdobyłem najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii - Ben Nevis 1343m, dojechałem do miasta Inverness na północy oraz zwiedziłem zamek Urquhart nad jeziorem Loch Ness a także zamek Old Invelochy w miasteczku Fort William. Ponownie goszcząc w Anglii zdobyłem jej najwyższy szczyt Scafell Pike oraz podziwiałem przyrodę w tutejszym parku narodowym Lake District. W Walii wspiąłem się na Snowdon, najwyższy jej szczyt, wjechałem na przełęcz Pen-y Pass oraz zwiedziłem hotel Pen-y-Gwryd w którym Sir Hilary przygotowywał się do pierwszego wejścia na Mount Everest. W Niemczech przejechałem przez miasteczko Erftstadt które jest miastem partnerskim Jeleniej Góry a przed Londynem odnalazłem pomnik poległych lotników podczas II wojny światowej. Pod Dover zwiedziłem monument upamiętniający bitwę o Anglię gdzie stały między innymi dwa brytyjskie samoloty Speedfire.

Ważniejsze miasta przez które przejeżdżałem to : Baucen, Drezno, Lipsk, Halle, Bonn, Aachen, Maastricht, Bruksela, Dunkierka, Bristol, Limerick, Belfast, Ayr, Inverness, Glasgow, Liverpool, Londyn, Marburg,

Po drodze widziałem całą masę ciekawych zwierząt jak : owce (białe i czarne), konie, kuce, różne rasy krów i bydła, osły, farmę lam, bizonów, strusi oraz reniferów, sarny, jelenie, całą masę królików, lisów i borsuków jak również ptactwo : bażanty, bociany, czaple siwe, gęsiówki egipskie, wielkie białe bombowce czyli alki jak również sporo dużych ptaków drapieżnych, szczególnie w Niemczech.

Statystyki:
Liczba dni wyprawy / jazdy : 47 / 42
Ilość kilometrów podczas wyprawy : 6392.92km
Najwyższa prędkość : 68.3km/h
Najwyższa średnia prędkość dzienna : 20.9km/h
Największa dzienna liczba kilometrów : 216km
Najdłuższy czas na siodełku : 10h27m50s
Największe przewyższenie dzienne : 1954m
Średnia dzienna ilość kilometrów : ponad 138km
Liczba zrobionych zdjęć : ponad 1640
10.5kg mniej po wyprawie.

Pełna relacja w wyprawy dzień po dniu :

Dzień 1. 25.03.2012 - Prolog 166.65km, 18.3śr, 54.5max, 1342m przewyższenia, 9.06.20h. JG - Zgorzelec - Baucen - 18km do Drezna

Dystans niezły biorąc pod uwagę brak formy po zimie i nowy rower do którego nie jestem jeszcze przyzwyczajony. Pewnie byłoby jeszcze lepiej gdyby nie dość silny wiatr z zachodu. To moja pierwsza wyprawa którą zaczynam w marcu więc rekordów się nie spodziewam. Podobają mi się drogi w Niemczech. Sporo ścieżek rowerowych między miastami. W miastach to trochę przeszkadza. Szczególnie na światłach i skrzyżowaniach. Z rowerem nie mam żadnych problemów ale po całym dniu jazdy boli mnie kość ogonowa i trochę dłonie i nadgarstki. Spanie na polance niedaleko drogi nr. 6

Dzień 2. 26.03.2012 Przez Baucen i Lipsk do Halle. 170.34, 19.7śr, 48max., 748m w górę, 8:37:19

Poranek chłodny, szron na namiocie więc pewnie kilka stopni na minusie. Testowałem kurteczkę Primal'a przez około 6 godzin. Rano skutecznie mnie ogrzała, przed południem nie pozwoliła się spocić. Rafał z Primal'a miał rację, oddychalność rewelacyjna. Na trasie podobał mi się zamek w Baucen. Niechcący trochę też zwiedziłem Lipsk;) Na szczęście szybko znalazłem drogę dzięki smartonowi HTC i Sygic'owi. Satelity i trasę znajduje w kilka sekund. Dziś wiatr słabszy i pagórków mniej. Dzięki temu udało mi się zrobić ponad 170km :) Nocleg w sadzie jabłoni jakieś 6km od Halle. Kilkanaście kilometrów dalej jest spore lotnisko i co jakiś czas widzę jak spore samoloty podchodzą do lądowania. W czasie jazdy trochę bolą kolana, szczególnie lewe. Nadgarstki również. Na tyłku za to chwilami nie da się wysiedzieć i co kilka km muszę wstawać na pedały lub robić krótkie postoje. Czasami ciężko ustawić rower na nóżce, nie daje rady pod ciężarem bagaży. Jutro atak na Brocken do którego mam około 130km potem kierunek Holandia.

Dzień 3. 27.03.20122 136.34km, 16.4śr, 53.3max, 1352m w górę, 8h16m00

W nocy kilka razy budził mnie hałas lądujących samolotów. Od rana dzień jakiś nie taki. Wstałem dopiero po 7:30, kolejna zimna noc. Składanie i pakowanie się ciągle trwa za długo. Wydaje mi się że starym Extrawheelem z workami było dużo szybciej. Najgorzej było wyjechać z Halle. Niby ścieżek rowerowych pełno ale jak dojeżdżałem do jakiegoś głównego węzła komunikacyjnego to od razu zakaz dla rowerów. Wkurzające! Tak straciłem sporo czasu i zrobiłem dużo niepotrzebnych kilometrów. Jak już udało mi się wyjechać z Halle okazało się że droga wylotowa nr. 80 to trasa szybkiego ruchu i znów musiałem krążyć między wioskami zamiast jechać na wprost. Na dodatek zaczęło mocno wiać. Wiało tak, aż wyrwało flagiewkę Extraweela. Dla zmniejszenia oporów powietrza obniżyłem obie moje flagi do minimalnej wysokości:) Zakupy jak na razie robię codziennie. Woda, pieczywo i jogurty to podstawowe produkty reszta to zapasy w Polski. Wkurza mnie tylko kaucja za plastikową butelkę na wodę. Droższa od samej wody. Woda 0.19€, butelka 0.25€. Nie chce mi się wozić pustej butelki przez cały dzień żeby wymienić ją w sklepie podczas następnych zakupów. Musiałem dokręcić pedałka bo coś skrzypiał. Do Brockena mam około 20km. Rano mam nadzieję szybko się uporać z górką i jechać dalej. Spanko na wysokości 534m na polance przy lesie niedaleko drogi 242. Od Halle prawie cały czas mam pod górkę. Może jutro po Brockenie będzie więcej w dół:)

Dodano: 2012-06-05

Autor: Tekst i zdjęcia: Damian Drobyk www.damiandrobyk.pl

Tagi: wakacje na rowerze, wyprawa rowerowa

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1