Na tą wycieczkę rowerową szykowałem się od dawna. Choć żyję w nieustannym pośpiechu, postanowiłem odłożyć wszystkie „pilne” sprawy i skorzystać z pięknej wiosennej pogody.

O urokliwych terenach gminy Gniewino słyszałem od wielu osób. Ponoć każdy, kto choć raz pojeździ rowerem po tych szlakach, z chęcią będzie tu wielokrotnie wracać. Coś w tym musi być, bo już na drugi dzień po wycieczce zacząłem studiować mapę w poszukiwaniu nowych tras.

Gmina Gniewino położona jest na północy województwa pomorskiego, a jej obszar stanowi część niezwykle malowniczego Pobrzeża Kaszubskiego. Niewielka odległość od wybrzeża Morza Bałtyckiego, bogactwo i piękno lasów oraz malownicze krajobrazy nad jeziorami: Żarnowieckim, Salińskim, Dąbrze, Czarnym oraz Choczewskim skusić mogą każdego, kto pragnie znaleźć się w miejscu zacisznym, czystym i spokojnym. Swój raj znajdą tu przede wszystkim miłośnicy jazdy na rowerach górskich. Różnorodność ukształtowania terenu od płaskich przez pagórkowate do prawdziwych górek, zadowolą rowerzystów o różnym stopniu zaawansowania.

Moim przewodnikiem po gminie Gniewino był Przemek Ebertowski, który od młodych lat przemierza te szlaki szykując formę do wyścigów kolarskich. Przemek jest kolarzem górskim, który należy do krajowej czołówki maratończyków. Ten fakt trochę mnie paraliżował, bo nie wiedziałem jakie narzuci tempo naszej wycieczki. Na szczęście był on po ciężkim wyścigu, więc jazda ze mną była dla niego aktywnym wypoczynkiem.

Naszą wycieczkę rozpoczynamy w Gniewinie, skąd wyruszamy szlakiem czerwonym do Jęczewa. Tam skręcamy w lewo i kierujemy się na Lisewo. Początek jest lekki, łatwy i przyjemny, bo poruszamy się nowiutkim asfaltem, w dodatku rzadko uczęszczanym przez pojazdy mechaniczne. Trasa również daje rozkosz dla oczu. Mijamy urokliwe jeziorko, nad którym ktoś postawił sobie willę, a w dali podziwiamy wiatraki. Ta elektrownia wiatrowa składająca się z osiemnastu potężnych wiatraków robi spore wrażenie. Wszystko fantastycznie komponuje się w pagórkowatym terenie, aż chce się tu zamieszkać. Czas jednak nas goni, więc jedziemy dalej. W Jęczewie, po prawej stronie drogi mijamy przydrożną kapliczkę usytuowaną naprzeciw malowniczego stawu, który upodobała sobie para łabędzi, rokrocznie
składając jaja i obdarowująca świat młodym potomstwem. Za Lisewem wjeżdżamy na drogę szutrową, którą kierujemy się do Rybienka. Dwa kilometry przed wsią trzeba uważać. W lesie na zjeździe jest kostka brukowa, więc lepiej nie wchodzić w zakręty przy pełnej szybkości. W Rybienku odbijamy w prawo i wjeżdżamy na drogę asfaltową. Jest rzadko uczęszczana, ale po drodze do Słuszewa przecinamy popularną, szczególnie w okresie letnim, drogę z Wejherowa do Łeby – tam tez trzeba uważać. Teraz podążać będziemy szlakiem zielonym. W Słuszewie wjeżdżamy na szutrówkę, gdzie w końcu czujemy radość z jazdy na rowerach górskich. Za wsią można jechać prosto przez las i wyjechać tuż przy kościółku w Kostkowie. Choć miejsce to dla Przemka sentymentalne- tam rok temu brał ślub- to my jednak kierujemy się szlakiem zielonym aby dostać się do Chynowia. Kilometr za wsią Słuszewo skręcamy w lewo w kierunku lasu, i po kilku minutach łagodnego zjazdu naszym oczom ukazują się ogromne łąki poprzecinane wierzbami i samotnymi brzozami. Teraz trasa wiedzie skrajem lasu i łąk, oferując nam możliwość podziwiania różnorodnych barw rozkwitających wiosną ziół i kwiatów. Najprzyjemniej być tu wczesnym rankiem, kiedy mgły zaczynają opadać i przyroda budzi się do życia. Można wówczas spotkać sarny, samotne jelenie, cicho przemykające się lisy, płochliwe zające, a cierpliwy obserwator dostrzec może nawet orła bielika, który przed wiekami stał się godłem Polski. Droga do wsi Chynowie jest wyboista, a po obfitych deszczach może przywitać nas błotem. Warto jednak się przemęczyć, bo wrażenia z tego odcinka były ogromne. Na podmokłych łąkach rozciągających się aż do płynącej daleko na horyzoncie rzeczki Reda, niósł się doniosły dźwięk żurawi. Po krótkim postoju i skosztowaniu batona energetycznego oraz wysłuchaniu swoistego ptasiego koncertu, ruszyliśmy dalej. Łąki opuszczamy niedaleko leśniczówki Chynowo, gdzie skręcamy w prawo i rzadko uczęszczaną drogą asfaltową jedziemy do wsi Chynowie. Ostatnie 500 metrów wiedzie pod górę, co z Przemkiem wykorzystujemy na mały wyścig. Finiszujemy przy przystanku autobusowym, naprzeciw którego podziwiać możemy stary, lecz jeszcze nie w pełni odrestaurowany wielki pałac z przylegającym do niego kompleksem parkowym z XIX w. Posiadłość kupiła znana na Wybrzeżu firma budowlana, więc można się spodziewać, że za kilka lat to miejsce tętnic będzie życiem. Kilkadziesiąt metrów dalej pniemy się pod niewielkie wzniesienie i docieramy do drogi polnej, która wiedzie nas w kierunku lasu. Po drodze mijamy po lewej stronie gospodarstwo agroturystyczne i ośrodek jeździecki „Hajduki” w Chynowiu, który powstał dzięki rodzinnej inicjatywie Pani Małgorzaty Rudzińskiej i jej utalentowanych jeździecko synów. Działalność ośrodka nastawiona jest głównie na wypoczynek wśród koni, a celem jest stworzenie miłej, rodzinnej atmosfery, w której można się zrelaksować i wypocząć. Za stadniną zagłębiamy się w rzadko uczęszczaną drogą leśną, którą kierujemy się nad jezioro Dąbrze. Odcinek ten pokonujemy bardzo szybko, droga jest utwardzona, a rosnące wzdłuż niej potężne świerki dają wymarzone schronienie przed słońcem. Ten odcinek szlaku doprowadził nas do miejscowości Dąbrówka, gdzie zrobiliśmy sobie kolejną przerwę, aby podziwiać widoki i odprężyć się nad wodą. Położone w Puszczy Wierzchucińskiej śródleśne jezioro Dąbrze idealnie nadaje się na biwak. Jest ono bardzo słabo zagospodarowane turystycznie, na jego wschodnim brzegu w pobliżu wsi usytuowanych jest tylko kilka domków letniskowych. Latem jest tutaj cicho i spokojnie. Do wody prowadzi masywny pomost, a nad brzegiem na turystów czeka stylowa chatka, grill i drewniane stoliki. Wszystko to można sobie zarezerwować w nadleśnictwie Choczewo. Czas nas goni, bo oderwani od rzeczywistości przypominamy sobie o obiedzie. Ruszamy więc do Salina. Szlak zielony odbija w prawo w kierunku Mierzyna, my zaś jedziemy prosto drogą asfaltową, która lata świetności ma już dawno za sobą. Dla naszych rowerów górskich to żadna przeszkoda, a dodatkową korzyścią jest brak samochodów. Po dojechaniu do wsi Salino, o której pierwsze wzmianki pochodzą z XII w., podziwiamy kościół zbudowany z kamienia polnego w I połowie XIX wieku, w którym znajdują się liczne rzeźby oraz płyta nagrobna Jana Kanonika Kamięńskiego - Radcy Księcia Pomorskiego.

Dodano: 2012-03-07

Autor: Tekst i zdjęcia: Rafał Czepułkowski

Tagi: wyprawa rowerowa

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory