Znów dopadła mnie nostalgia. Taka mieszanka wspomnień i pragnień. Strasznie natrętna. Jak odpędzona mucha, która zatacza pętelkę wokół głowy i siada z powrotem na czole. Kłopot w tym, że ja nawet nie próbuję z nią walczyć. Często przybiera bowiem postać kusząco uśmiechniętej, mocno opalonej i skąpo odzianej dziewczyny. Skąd mi się to wzięło? Kilka lat temu przejechaliśmy z przyjaciółmi na rowerach polskie wybrzeże. I teraz, kiedy bliskość wakacji sprawia, że krew zaczyna szybciej krążyć, wspomnienie tych kilku dni powraca jak bumerang. One są dla mnie synonimem upalnego lata. Wolności pachnącej słonym wiatrem i smażoną rybą. Dotyku gorącego piasku i chłodnej bałtyckiej wody. Smaku piwa, widoku bez końca, no i tych skąpych... dziewczyn.
To była piękna wyprawa.

Niejeden raz podczas tej podróży zastanawiałem się, czym kierowała się natura rozdzielając swoje uroki na starym kontynencie. Na południu, tam gdzie słońce świeci przez całe lato, piaszczyste plaże są rzadkością. Rarytasem. My mamy ich ile dusza zapragnie, najwięcej w całej Europie, za to kapryśna pogoda nie pozwala nam wykorzystać ich jak należy. Dziwna to sprawiedliwość... ale zamiast filozofować, trzeba się po prostu zastanowić, kiedy nad polskie morze jechać. Fakty są takie: najwięcej słońca na bezchmurnym niebie spotkacie tam na przełomie wiosny i lata, czyli na początku wakacji. Dni są wtedy najdłuższe, noce podbarwione słoneczną łuną na horyzoncie, plaże czyste, ale woda jeszcze chłodna. Kąpielowo najlepszy będzie sierpień, bierzcie jednak pod uwagę, że wystarczy trochę silniejszego wiatru z południa, który odepchnie nagrzane wody od brzegu i jest po zawodach. Co do kierunku jazdy - teoretycznie lepszy będzie z zachodu na wschód, bo w tę stronę najczęściej nad Bałtykiem wieje. Ale w praktyce nie ma to większego znaczenia, bo latem i tak najmocniej wieje z boku nadmorska bryza. Rano do morza, wieczorem z powrotem. Trasa, którą wam za chwilę zaproponuję, poprowadzi na zachód. Dlaczego w tę stronę? Bo kiedy patrzy się na mapę, to ten kierunek wydaje się zupełnie naturalny. Jakoś tak... z górki. A mówiąc poważnie to wschodnia część wybrzeża gwarantuje szybszą ucieczkę od cywilizacji. Szosy są bardziej oddalone od morza, a i nadmorskich kurortów jest z tej strony mniej niż na zachodzie. Po miesiącach spędzonych w pracy albo w szkole, takie rozwiązanie pozwala szybciej odetchnąć od miejskiego hałasu. Od Karwi do Rowów, z niewielkimi przerwami na "piwko i rybkę", ciągnie się fantastyczna leśna droga. Prowadzi pomiędzy pasami wydm i torfowisk, ledwie kilka kroków od zupełnie pustej plaży. Taki teren wymaga oczywiście odpowiedniego sprzętu. Nie ma znaczenia wielkość kół. Ważne jest, abyście założyli na nie szerokie gumy, które pozwolą przejechać po miękkim torfowym gruncie i nie będą się mocno zapadały w piach. Dobrze mieć też w zapasie spory zakres miękkich przełożeń i trochę wakacyjnej cierpliwości. Do tego dwa ręczniki (plażowy i kąpielowy), kąpielówki, krótkie spodenki, lekką koszulkę i skarpetki (żeby piach w butach nie poobcierał stóp). Krem i okulary przeciw słońcu, żel przeciw komarom i śpiwór, bo noce na plaży bywają chłodne. No i trochę kasy, bo latem nad morzem nikt niczego nie daje za darmo. Proponowałbym zapakowanie tego wszystkiego w sakwy. Zanim się skrzywicie, pomyślcie jak mogą boleć pod plecakiem opalone ramiona i plecy. Przed wyjazdem wypada już tylko sprawdzić długoterminową prognozę pogody. W przypadku braku wiarygodnych źródeł meteo obserwujcie żaby. Kiedy mała wilgotność powietrza zapowiada długotrwałą suszę, całe dnie spędzać będą zanurzone w wodzie.

Dodano: 2003-04-14

Autor: Tekst: Piotr Jaworski, zdjęcia: Kasia Regucka, Piotr Jaworski, Miłosz Kędr

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach