Beskid Niski jest w dalszym ciągu tak egzotyczny, jak te wszystkie nazwy - Chyrowa, Zdynia, Cergowa, Królik Polski, Komańcza. Niby gdzieś się o uszy obiły, niby ktoś słyszał, jak ktoś opowiadał, że ktoś był i mówił, że jest pusto i że jest klimat.

Listy dyskusyjne obwieszone winogronami pustosłowia, linki sugerowane przez znawców prowadzą na manowce i znowu nic nie da się zaplanować. I znowu odwleka się wyprawę w dzikie ostępy Beskidów. Ostatnie i to najprawdopodobniej nie na długo sądząc z tego, w jakim tempie do początkowych tablic szlaku, które pamiętam jako zaglinione resztki żwiru wydobytego z łożyska potoku jeszcze za Łemków, docierają gładziuchne asfalty.

Metoda na trans
Wpadliśmy na pomysł, żeby udostępnić Beskid Niski początkującym traperom, choć niekoniecznie początkującym rowerzystom. Tym, którzy jeszcze nie wiedzą, czy chcą popróbować nocki pod gwiazdami bez łóżka czy nawet śpiwora. Albo nie znają smaku jagód, które zastępują niedzielny obiad, bo sklepu czy baru nie ma za rogiem, ba! nawet o dwie godziny jazdy. Nasz pomysł jest następujący: na obszarze polskiego dzikiego wschodu organizowany jest cykl maratonów. Proponujemy połączyć pobyt w tych okolicach ze startami, a cały czas pomiędzy nimi spędzić na eksploracji polecanych przez nas miejsc. Starty na tym obszarze będą miały miejsce w Iwoniczu – 18 lipca, Gorlicach - 25 lipca i Komańczy - 31 lipca. Oczywiście trudno zaproponować trzy starty i trzytygodniowy urlop w Beskidzie Niskim, choć z całą pewnością kilku ekstremalistów, gotowych na takie wyzwanie, się znajdzie. Co więcej, nie grozi im przesyt wrażeń turystyczno-rowerowych, ale zintegrowanie dwóch miejsc, czyli start w maratonie na „rozgrzewkę” potem pięciodniowy obóz kondycyjny, zakończony kolejnym startem, wydaje się być ciekawym połączeniem. Nie mówimy tutaj o starcie dla wyniku, sportowcy znają swoje możliwości. Bardziej liczy się w tej propozycji to, że Cyklokarpaty słyną z ciekawych tras, dlatego można gruntownie poznać okolice bez ryzyka zabłądzenia. Na podstawie takiego doświadczenia istnieje znakomita szansa na poprowadzenie swoich wariantów. Słowem: myślimy tu o maratonie jako sposobie na turystykę. Co wy na to?

Transniski
Zaproponowaliśmy trasę, którą można przejechać w trzy dni: z Komańczy do Gorlic. Proponujemy ten podział, bo widzimy potencjał polegający na możliwości przejechania każdego z tych odcinków z osobna, jak i każdego w dwie strony - z zachodu na wschód i odwrotnie, także z możliwością zastosowania różnych wariantów nie naniesionych na naszą mapę. Wystarczy „50” Compassu i trochę zastanowienia nad naszymi propozycjami, żeby wymyślić brakujące części pętli. Oprócz tego wystarczy zdecydować o tym, czy pasuje nam układ, by przyjechać na maraton w Iwoniczu i po nim oraz małym odpoczynku ruszyć na zachód, by w kolejną niedzielę zakończyć pobyt w Niskim wielkim akordem, czyli maratonem w Gorlicach. Mimo wszystko optymalnym rozwiązaniem jest przyjazd do Gorlic na maraton. Następnie dzień odpoczynku, start we środę 28 do Iwonicza lub Rymanowa, by we czwartek wieczorem dojechać do Komańczy i tam zarządzić w piątek dzień regeneracji. W sobotę 31 lipca stanąć na trasie maratonu, a w niedzielę ruszyć do domu. Logistyki powrotnej za Was nie opracujemy. Łatwo nie będzie, bo z Komańczy potrzebny będzie transport własny, ale od czego są wakacje, jak nie od rozwiązywania takich problemów? No i jeszcze jedno - prawda, która nie ułatwi Wam planowanie: z punktu widzenia atrakcji rowerowych, zjazdów i łatwości podjazdów optymalnie byłoby poprowadzić wyprawę z zachodu na wschód. Ale i w drugim kierunku będzie zabawnie.

Iwonicz - Gorlice
Pierwszy pomysł na wyprawę wymaga dotarcia do Iwonicza (1). To nie jest banalne, tak samo jak niebanalne to miejsce. Kurort zapomniany, odcięty od świata odwiedzany przez szczególną publiczność. Te wszystkie wody i zabiegi, orkiestry dęte przygrywające na deptaku i odmłodzone na siłę babcie. No ale dojechać się da, trzeba tylko pogadać z kierowcą autobusu jadącego przez Krosno do Iwonicza Zdroju. Połączenia obejmują Warszawę, Łódź, Wrocław, Nowy Targ, Rzeszów i Katowice. Na miejscu jest już całkiem łatwo. Nastawiamy się na niedzielny start w maratonie. Oprócz emocji sportowych pozwoli poznać nieco lepiej szlaki w okolicy i ułatwić zwiedzanie, które proponujemy po poniedziałkowej regeneracji u wód, na przykład na basenie w Iwoniczu albo w Rymanowie. We wtorek wycieczka czerwonym szlakiem na trasy zjazdowe w Puławach (2). W okresie wakacyjnym, czyli od 1 lipca do 31 sierpnia właściciele wyciągu obiecują stałe uruchomienie kolei dla turystów. Dzięki niej będzie można zeksplorować nawet pasmo Bukowicy. Ale czy faktycznie będzie z niego można skorzystać, należy sprawdzić dzwoniąc pod numer tel. (13) 43 59 001. We środę czas się zbierać i po spakowaniu maneli opuścić Iwonicz. Zapasowe rzeczy proponujemy wysłać do domu paczką, a samemu udać się przez nietkniętą turystycznie i bardzo autentyczną Zawadkę Rymanowską (3) w stronę bardzo ruchliwej drogi „9”. Tu trzeba będzie decydować, czy wybrać się proponowaną przez nas wersją przez Pustelnię św. Jana z Dukli (4) do Chyrowej, czyli w prawo. Jeśli tak, polecamy skorzystanie z asfaltowego podjazdu przeznaczonego dla samochodów i następnie pociągnięcie bardzo górskim etapem do Świątkowej (5). Ale jest jeszcze inna opcja, z mniejszą ilością podjazdów, ale dłuższa i z pewnością bardziej magiczna. Początek nie będzie fajny, bo trzeba będzie te cztery kilometry pojechać główną szosą w kierunku Barwinka. To jedyny sposób, żeby szybko znaleźć się w Tylawie, skąd na zachód odbija żółty szlak pieszy i zielony rowerowy do Olchowca. Wraz z upływem kilometrów droga staje się coraz bardziej dzika, pokonuje się łąki i moczary i na przełęczy pod Kamiennikiem człowiek czuje się jakby dotarł na koniec świata. Patrząc na Tylawę widać dosłownie niekończące się pasma po obu bokach doliny. Po drodze mija się pozostałości po dawnych wsiach Smerecznym i Wilszni i nagle wpada się do Olchowca. Kamienny most prowadzący do cerkwi robi wrażenie przeniesionego z czasów romańskich. Proponujemy dalej skorzystać z żółtego szlaku na południe, ale już po niecałym kilometrze odbić na zachód w stronę kolonii Olchowiec. Droga łukiem sprowadzi do głównej nitki w kierunku Polan, ale zanim to nastąpi, warto zwiedzić dom pana Tadeusza Kiełbasińskiego, czyli łemkowską chyżę i posłuchać opowieści gospodarza o okolicach, poznać zbiory nie tylko ludowe, ale i militarne pamiątki z minionych czasów. Potem trzeba kierować się do Polan, żeby zobaczyć imponującą murowaną cerkiew. W naszej opinii najlepszy widok na nią jest z żółtego szlaku rowerowego (6) do Myscowej.

Dodano: 2012-05-15

Autor: Tekst: Miłosz Kędracki i dwóch komańczy

Tagi: Beskidy, beskid niski

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory