Poranny szum metropolii wdziera się do mojego mieszkania na skrzyżowaniu Houston St i 2nd Ave. To miasto nigdy nie śpi. Nocna zmiana oddaje pałeczkę porannej wrzawie. W blenderze ląduje awokado, banan, kilka kostek lodu i mleko migdałowe. Delikatne śniadanie i kawa przywołują mnie do życia.

Słońce leniwie wznosi się pośród wieżowców Manhattanu, odkrywając mnogość przecznic i ulic przecinających to małe centrum świata. Mieszkając tuż obok remizy strażackiej, kilku knajp i głównej siedziby Hells Angels, w nocy nie można było liczyć nawet na umiarkowany hałas. Mimo wszystko bardzo szybko przywykłem do poziomu decybeli po zmroku.


WIELKIE JABŁKO
Wsiadam na rower i ruszam w stronę centrum. Sprzęt tutejszy, nic szczególnego. Góral z przełomu wieków, którego największym smaczkiem są hydrauliczne hamulce Magura HS33. Załatwiłem go dzięki uprzejmości znajomych, u których mieszkałem. Z kraju zabrałem jedynie kilka ciuchów i kask. Przez kilka pierwszych dni szukałem wypożyczalni rowerów. Te dobre można zdobyć jedynie na kilka godzin w sklepach rowerowych za 30 dolarów. Miejskie trekkingi to kwestia negocjacji z Portorykańczykami „na mieście”, jednak cena za dzień waha się w granicach 25–30 dolarów. Pozostaje jeszcze opcja kupienia czegokolwiek używanego na czas pobytu, co wcale nie jest takie głupie.


Cały test znajdziecie w bikeBoard 7/2017 (gdzie kupić). Możesz też kupić e-wydanie

Dodano: 2017-07-07

Autor: Tekst i zdjęcia: Kuba Świderski

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1