Od naszych czytelników otrzymaliśmy opis wyprawy jaką odbyli w lecie 2005 roku. Cele jakie sobie postawili były dość wyśrubowane, ale udało się. Zwiedzili sporo zabytków i pokonali kilka morderczych alpejskich podjazdów.
Wyprawa rowerowa Tour des Alpes 2005 zakończyła się 100 procentowym sukcesem. Wszystkie cele, które sobie wyznaczyliśmy przed wyjazdem zostały zrealizowane, a było ich sporo:

1. Wrócić cało i zdrowo do domu

2. Przeżyć 3 tygodnie w Alpach za jak najmniejszą kwotę pieniędzy

3. Zobaczyć:
- Wiedeń (Katedra św. Stefana, Schonbrun, Hofburg)
- Bratysławę (bratysławski zamek)
- Adriatyk (wykąpać się w nim :-) )
- "Włoskie Perły Północy" (Wenecja, Werona, Padwa)
- zabytki Linza, Salzburga wpisane na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO
- Ceske Budejovice, Cesky Krumlov - najpiękniejsze czeskie miasteczko
- Jezioro Garda
- ALPY, ALPY I JESZCZE RAZ ALPY

4. Zdobyć
przełęcz Hochtor 2504 m.n.p.m i Ededelweisspitze (2572 m.n.p.m)
podjazd na Malga Palazzo (Włochy, nachylenie 45%, najbardziej stromy podjazd na świecie)
dziesiątki mniejszych przełęczy
Wszystko rozpoczęło się 12 lipca 2005. Właśnie tego dnia wraz z Wojtkiem opuściliśmy swoje rodzinne miejscowości (Kluczbork i Krapkowice). Wieczorem znaleźliśmy się w Skoczowie, gdzie mieszka 3 uczestnik wyprawy - Janusz. Wieczorem dokonaliśmy ostatnich poprawek, podzieliliśmy się bagażem. Następnego dnia już wspólnie wyruszyliśmy na naszą największą przygodę życia. Przez pierwsze 2 dni w zawrotnym tempie pokonywaliśmy Słowację. Trzeciego dnia po raz pierwszy chyba odczuliśmy, że jesteśmy już daleko od domu. Dojechaliśmy bowiem do stolicy Słowacji - Bratysławy. Nie obeszło się oczywiście bez zwiedzania. Jeszcze tego samego dnia wzdłuż Dunaju udaliśmy się do Wiednia. Tam zwiedziliśmy m.in. jeden z symboli stolicy Austrii - Schonbrunn. W Wiedniu również pożegnaliśmy się z naszymi 2 kolegami, którzy nam towarzyszyli od Skoczowa. Droga przez Austrie znacznie się różniła od tej na Słowacji, czy jeszcze w Polsce. Niesamowicie zadbane, spokojne i czyste miejscowości - to najbardziej rzucało nam się w oczy. Kilkadziesiąt kilometrów za Wiedniem poczuliśmy również po raz pierwszy smak Alp. Wjeżdżaliśmy bowiem na przełęcz Semering położoną 985 m.n.p.m. Już w Austrii pojawiły się pierwsze problemy techniczne naszego sprzętu. Januszowi pękł bagażnik. Byliśmy zmuszeni go wymienić. Piątego dnia opuściliśmy Austrię i wjechaliśmy do Słowenii. Jednak pożegnanie to nie było łatwe. Mieliśmy bowiem do pokonania podjazd o nachyleniu 18 %. "Gdy zobaczyliśmy jak droga pnie się pod górę - przeraziliśmy się. Nie mieliśmy jednak wyjścia - musimy podjechać. Wszyscy na najmniejszym przełożeniu jedziemy do góry. Nachylenie próbujemy zniwelować jadąc od prawej do lewej i od lewej do prawej strony drogi. Wszyscy zgodnie przeklinamy podjazd i wyczekujemy zjazdu. Zjeżdżający z góry motocykliści i kierowcy kibicują nam: machają, biją brawo. Podjeżdża się niesamowicie ciężko. Chwilami jesteśmy blisko wywrotki. Pot leje się z nas strumieniami. Po 48 minutach docieramy na górę. W tym czasie pokonaliśmy 7 km. Zdobywamy przełęcz " Korenske Sedlo" ( 1071 m.n.p.m)"

Dodano: 2005-10-31

Autor: Tekst: Tomasz Szajniuk

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Rowery wszechgórskie

Duże koło dla juniora

Maratony MTB Ultra