Co nas najbardziej pociąga w dalekich wyprawach? Oczywiście nie ma na te pytanie jednoznacznej odpowiedzi, bo i nie ma dwóch takich samych podróży. W dodatku każdy z nas poszukuje w nich rzeczy, które go najbardziej fascynują i te najlepiej zapamiętuje. Spytajcie dwóch ludzi o tę samą ścieżkę. Usłyszycie dwie zupełnie inne opowieści. Popatrzcie na zdjęcia, które robili w tym samym miejscu. Będą podobne, ale nie jednakowe. Na fotografiach przecież staramy się oddać rzeczy naszym zdaniem najciekawsze. Ostatnio, niemal w tym samym czasie, dostaliśmy od Was relacje z dwóch wypraw w to samo miejsce. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby obie nie nosiły tytułu:

NOWA ZELANDIA
Dwa słowa, które rozpaliły już niejedną wyobraźnię. I wielka przestrzeń do pokonania, która ją równie skutecznie ostudziła. To przecież najbardziej od nas odległy skrawek lądu na całym świecie! A jednak znaleźli się ludzie, którzy nie potrafili oprzeć się marzeniom. Zebrali tyle pieniędzy i wygospodarowali tyle czasu, żeby ten niebywale piękny kraj objechać na rowerach. Antypody. Świat do góry nogami. W ogóle na opak.
- Zupełnie zaskoczył nas fakt, że drogi oznaczone na mapach jako płaskie asfaltówki, równie dobrze mogą być podłymi szutrówkami z kilkukilometrowym przewyższeniem, a sam asfalt to w istocie „tarmac”, czyli smoła posypana granitowym tłuczniem, po którym jedzie się jak po tarce. Nie zrażeni tym, dotarliśmy do MtTaranaki- uśpionego wulkanu, którego wiecznie ośnieżony szczyt wznosi się 2517 m ponad Morze Tasmana.
I jest bez wątpienia najpiękniejszą górą Wyspy Północnej na której leży też Auckland, stolica Nowej Zelandii. Tu zaczęła się podróż Adrianny Skurosz i Jakuba Postrzygacza, którzy tak opisali swoje pierwsze kilometry. Nowa Zelandia to właściwie tylko dwie wyspy. Największe miasto Wyspy Południowej to Christchurch. Tam swoje rowery z samolotu wypakowali Andrzej Macha i Adam Wyrozumski.
Jak widzicie, postanowiliśmy przedstawić wam fragmenty relacji z obydwu wypraw.
- Pod wieczór droga wyraźnie zaczęła opadać z powrotem w kierunku oceanu. Już prawie o zmroku, po pokonaniu 202 km dotarliśmy wreszcie do celu naszej podróży tego dnia. Była to położona nad brzegiem Pacyfiku miejscowości Kaikoura. Słynie ona z dosyć niecodziennej atrakcji turystycznej, jaką jest możliwość wypłynięcia na wody pobliskiej zatoki i przyglądania się pluskającym się tam wielorybom i delfinom.
Kontynuują Adam i Andrzej. Niewiele jest też na świecie miejsc, w których wieje tak mocno i często, jak na tych otoczonych przez ocean wyspach. Poczuli to już na początku Ada i Jakub.
- Wiodąca wokół wulkanu Droga Surferów zawdzięcza swą nazwę huraganowym wiatrom, czyniącym ten obszar rajem dla amatorów wielkiej fali... i piekłem dla rowerzystów. Osławione „Ryczące Czterdziestki” demonstrowały nam swą potęgę zmuszając do zaciekłego pedałowania nawet na stromych zjazdach. Wnioskiem z tej lekcji było zdobycie mapy dominujących kierunków wiatrów i próba dopasowania dalszej trasy do upodobań żywiołów. 

Dodano: 2003-07-24

Autor: tekst i zdjęcia: Jakub Postrzygacz, Andrzej Macha

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory