Wspólnym mianownikiem dla tej koncepcji były trzy wyspy. Stąd i tytuł. Koledzy z redakcji, bardziej biegli w naukach ścisłych, doliczyli się jednak czterech (wysp), a jeszcze inny kolega nawet 44. Całkiem spore rozbieżności... Nie widzę jednak powodu do zmiany tytułu - ta, którą pominąłem w kalkulacji, jest znacznie mniejsza i ginie w cieniu pozostałych. Osią wyprawy są z całą pewnością trzy największe wyspy w regionie: Wolin, Uznam i Rugia.

Na zachód od Wolina linia wybrzeża Bałtyku traci swój spójny charakter. Półwyspy, mierzeje, zatoki, wyspy - mozaika wody i lądu. Z geograficznego punktu widzenia wygląda to magicznie i obiecuje pyszne widoki. Jeśli dodać kilka naprawdę ciekawych wątków historycznych, niebywałe bogactwo przyrody to mamy gotowy pomysł na wyprawę transgraniczną. Zobaczmy... może na urlop warto wybrać się właśnie tu, a nie w góry. Zaczynamy od Wolina.

W widłach Dziwnej (i) Świny Kojarzyła mi się z tandetną pocztówką, kiczowatym zachodem słońca i tłumami wczasowiczów. Wraz z przyjaciółką wyruszyłem na przeciwległy kraniec Polski, by przekonać się, czy najbardziej znana w kraju wyspa przypadnie nam do gustu... W wyspową rzeczywistość wprowadza nas zwodzony most nad Dziwną. Słony i rześki wiatr, który można poczuć tylko nad morzem w gorący majowy dzień spełnia rolę klimatyzacji, więc kręci się całkiem przyjemnie. To są wielkie zalety Bryzy, która latem troszczy się o wczasowiczów. Nasze marzenie, aby jak najprędzej opuścić nudną szosę, spełnia się kilka kilometrów za Międzywodziem (po minięciu drogi prowadzącej do jednostki wojsko wej). Do odbicia na szlak (czerwony) zachęca nie tylko stara nadmorska puszcza, ale także wyrastające ni stąd, ni zowąd wzgórza Pasma Wolińskiego. Nizina przeradza się w pagórzyska.

Na plaży i w puszczy Kręta ścieżka szlaku wręcz pachnie przygodą, wspina się i opada po coraz intensywniej pofałdowanym podłożu. Wkrótce zbliżamy się do linii brzegowej i, choć droga nie prowadzi bezpośrednio do klifów, przeczuwamy ich obecność. Znajdujemy się niecałe 200 m od plaży i ponad 70 m n.p.m. Tu nie ma miejsca na łagodność. Żywioły w brutalny sposób wyszarpują ląd - centymetr po centymetrze. Wiatr szlifuje strome brzegi a sztormy przebiegle je podmywają. Taka mafia bywa cholernie skuteczna. Nieustannie atakowany brzeg w końcu kapituluje. W dół spada kolejny fragment lasu. Żal patrzeć gdy na stracenie lecą wiekowe buki i potężne sosny, których w normalnych gospodarczych lasach nie spotkamy. Zapomniałem wspomnieć, że wjechaliśmy właśnie w granice Wolińskiego Parku Narodwego, który od 1960 roku chroni skarby tutejszej przyrody. Nasza ścieżka wiedzie przez jeden z rezerwatów, po czym wspina się do stóp latarni Kikut. Kamienna wieża bynajmniej nie jest kikutem. Stoi bowiem zdrowo, dumna, wspina się ponad korony drzew, by co noc dawać znaki tym, co na morzu. Szkoda tylko, że nie jest udostępniona do zwiedzania. Jest to, po Jastarni, najniższa ze wszystkich polskich latarń, ale ze względu na położenie na wysokim brzegu morza, ma najwyżej położone źródło światła i gdyby jego moc była większa, miałaby największy zasięg. Panorama musi być wyborna. Zachęcam także do zapoznania się z ciekawą historią tego obiektu nawigacyjnego.

Dodano: 2008-07-31

Autor: bikeBoard

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach