Mam coś ekstra! Niezwykłe miejsce - nie jakieś oklepane i opisywane setki razy, lecz takie, gdzie wciąż możemy poczuć się odkrywcami. Od śladów historii i tajemnic aż się tu jeży… włos na głowie. Niedawno w regionalnym „Głosie Pomorza” czytałem, że w rejonie tym Rosjanie trzymali rakiety z głowicami nuklearnymi - niegdyś silnie strzeżona baza stoi w głuchym lesie i można przyjechać, obejrzeć. Mało kto o tym słyszał, nawet na Pomorzu.
Charakter terenu - choć wcale nie są to góry - jest taki, że trzeba solidnie się namęczyć w trakcie pedałowania przez interior tego byłego radzieckiego poligonu. Pod kołami wciąż czuć wertepy powstałe w skutek działalności ciężkiej maszynerii wojskowej, która jeszcze przed piętnastu laty gryzła tę ziemię. A mieliła ją jeszcze na długo przed wybucham wojny - były tu takie sławy jak gen.
Guderian (przed atakiem na Polskę) czy gen. Rommel (dowodził oddziałami Afrika Korps). Nastały jednak czasy, kiedy moda na czołgi w tej części świata minęła, a poligon stał się turystyczną atrakcją i wizytówką regionu. Aby zachęcić do odwiedzenia tego arcyciekawego zakątka województwa zachodniopomorskiego, wystarczy przy-toczyć kilka faktów z bogatej historii tych ziem, mającej związek z dwoma europejskimi potęgami. Dla szalonych miłośników przyrody mogę także zaproponować spojrzenie na sprawę poprzez szkiełko powiększające lupy…, bo gwarantuję, że jest tu co obserwować, a spokój rzadko zakłócają wścibscy turyści. Zresztą bez względu na to czy zabierzemy ze sobą wędkę, kosz na grzyby, kajak, czy też sprzęt do eksploracji bunkrów i podziemnych korytarzy, na pewno nie będziemy się nudzili. My urządziliśmy sobie weekendowe, poligonowe MTB. Obszar jest bowiem dość spory, porównywalny do powierzchni Krakowa, i praktycznie niezamieszkany. Większość dróg jest zamkniętych dla ruchu samochodowego, a chodząc zwyczajnie może nie starczyć nam czasu, aby wszystko obejrzeć.

Pod gwiaździstym znakiem
Jeszcze w 1992 roku jadąc szosą z Nadarzyc do... No właśnie - cicho, to tajemnica! Wtedy była tajemnica... Było też takie dziwne miejsce, które nie istniało na oficjalnych mapach kraju, choć faktycznie skryte w lesie stało całe bądź co bądź miasteczko. Oficjalnie w ewidencji gruntów gminy Silnowo obszar zajmowany przez wojska radzieckie figurował jako „tereny leśne”. Był to teren zamknięty, o przeznaczeniu typowo wojskowym (strategicznego znaczenia), a tym samym tajny, wyjęty spod jurysdykcji państwa polskiego, poniekąd „wycięty” ze struktury terytorialnej kraju. Garnizon przez dziesiątki lat żył niezależnie od otaczającego go świata. Przed 1992 rokiem na szosach prowadzących do Bornego stały szlabany i mało przyjaźni radzieccy wartownicy - WCHODA NIET! Przez całe dziesięciolecia obszar na południe od Bornego używany był jako poligon wojskowy, wyludniony jeszcze w latach 30. XX wieku, kiedy strzelała tam artyleria wermachtu. W 1932 roku Niemcy rozpoczęli budowę linii obronnej zwanej „Wał Pomorski”. Jego najmocniejszy odcinek znajduje się na interesującym nas terenie - toczyła się tu najkrwawsza bitwa o przełamanie tych umocnień, kiedy Wojsko Polskie i Armia Czerwona parły na Berlin.
Gdy w roku 1992 nasz kraj opuszczały ostatnie eszelony wypełnione czerwonoarmistami wyrzucającymi na tory to i owo, z elementami uzbrojenia włącznie, z dziejowych mroków XX wieku wyłaniało się mia-stowidmo. Potem nazwane Borne-Sulinowo. To młodziutkie miasto usytuowane jest na zachodnim skraju Pojezierza Drawskiego, zatopione w naturalnej zieleni, otoczone tysiącami hektarów lasów…i właśnie stąd proponuję wyruszyć.
Dość prędko po wyjściu Rosjan na terenie byłego poligonu i w okolicy stworzono kilka szlaków rowerowych. Do dyspozycji mamy także połacie przylegającego do dawnych terenów radzieckich poligonu pancernego „Okonek”. Ziemia, będąca jeszcze do niedawna czołgową pustynią, zmienia się w bardzo szybkim tempie. To wręcz wymarzone miejsce do podziwiania unikalnych krajobrazów, uprawiania turystyki rowerowej, militarnej, konnej i pieszej.

Piach w łańcuchu
W całym tym mikroregionie, dokądkolwiek byśmy nie pojechali, znajdziemy jakieś ciekawostki: bunkry, piękne czyste jeziora, rzeki czy unikalne na europejską skalę wrzosowiska. Proponuję jednak kierunek na południe od Bornego. Tam cyklista powinien spodziewać się jazdy po czymś pośrednim między stepem a pustynią. Nie bez powodu wspomniany już wyżej gen. Rommel właśnie ten poligon wybrał, aby przygotować swoje pancerne zagony do bitwy w Afryce. Mogą się zatem przydać szersze opony, no bo chyba nikt nie posiada roweru na gąsienicach. Nam piach dosłownie przewalał nam się przez szprychy. W miejscach, gdzie znajdowały się pancerne i artyleryjskie strzelnice oraz pasy ćwiczeń taktycznych, uwagę zwracają połacie wrzosowych dywanów, najpiękniejszych w końcu lata, kiedy kwitną (wrzosowiska Kłomińskie). Są to często otwarte przestrzenie z surrealistycznymi obiektami poligonowymi. Przemierzając niemal wydmowe drogi i dróżki co rusz odkrywamy relikty przeszłości - militarne obiekty różnego przeznaczenia, ślady niemiecko-rosyjsko-polskiej historii. Na niemieckich umocnieniach z okresu przedwojennego przeczytać można wpisy radzieckich żołnierzy. Osobiście byłem tam już kilka razy i wcale
nie dziwię się, gdy zauważam wystający z ziemi zardzewiały pocisk lub… minę…Na szczęście miny były tylko ćwiczebne - atrapy, pocisków natomiast lepiej nie dotykać, bo mogą zadziałać.
Drogi na poligonie są różne - wszelkie boczne są często piaszczyste i momentami trudno przejezdne dla rowerów. Nie brakuje pagórków i wzniesień. Atrakcjami na poligonie są nie tylko unikalne rozległe krajobrazy i specyficzna roślinność, ale także bunkry, wieże, czy opuszczone budynki stanowiące często dobre punkty widokowe. W okolicach Gołogóry (184,2 m n.p.m.) jest dobre miejsce na przerwę i odpoczynek. Z wieży widokowej rozpościera się widok „z lotu ptaka” na poligonowe osobliwości.
Jeśli posługujemy się dobrą mapą, warto pokręcić się i wyszukać te bardziej ukryte i mało widoczne fortyfikacje. Gwarantuję niezapomniane wrażenia. W miejscach, gdzie znajdowały się dawne niemieckie wsie, jak choćby Stare Borne, warto poszukać cmentarzy i innych pozostałości osad. Z „serca poligonu”, czyli Starego Bornego możemy kierować się w dowolnym kierunku, w zależności od tego, co nas interesuje. My przemierzaliśmy poligon z zachodu (Okonek) na wschód (Nadarzyce). Ostro smażące słońce i pochłaniająca mnóstwo energii jazda po piachu spowodowały, że zapragnęliśmy uciec z tej pustyni gdzieś nad wodę. Z rozkoszą stwierdziliśmy, że na zachodnim krańcu poligonu znajduje się sporo H20 pod nazwą Zalewy Nadarzyckie. Ten olbrzymi, stworzony przez Niemców w celach fortyfikacyjnych rezerwuar wodny składa się z dziesiątek wodnych oczek i jezior. Przyciągał nas jak magnes. Zalewy są przepiękne. W krystalicznie czystej wodzie (pierwszej klasy czystości!) meandrującej pośród lasów znaleźć możemy unikalnego minoga strumieniowego. Wśród rozlicznych cypli i miniaturowych półwyspów znajdziemy miejsca jak z bajki, gdzie wody obfitują w ryby, a bobry nie niepokojone przez człowieka budują tamy i żeremia. Prawdziwa sielanka. Dziś. W czasie II wojny światowej tylko na odcinku Nadarzyce-Tuczno zginęło ok. 2000 polskich i radzieckich żołnierzy. Teren usiany jest żelbetowymi bunkrami. Warto obejrzeć trzy zapory zbudowane przez Niemców, mające na celu spiętrzanie wody na tym odcinku (szczególnie warta obejrzenia jest tama położona 2 km na południe od Jeziora Długiego - tworzy trzymetrową kaskadę wodną). Największy spośród bunkrów to dwukondygnacyjny bunkier „Nadarzycki” o dł. ok. 18 m i szer. 15 m.

Dodano: 2008-06-06

Autor: Tekst i zdjęcia: Daniel Klawczyński

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory