Kiedyś mieszkał tam najprawdziwszy na świecie smok. Tam, czyli nad pięknym górskim jeziorem. Był to niezwykle sympatyczny smok – nikomu nie wadził, więc wszyscy go lubili, nawet imię nadali – Kicek. Ale jak to w życiu bywa, miłe złego początki… Poczciwe smoczysko w końcu przegięło pałkę.

Bo wiecie, Kicek miał słabość do gorzałki i chlał na potęgę. Trzeba tu koniecznie zaznaczyć, że jakoś to w okolicy nikogo nie dziwiło (ciekawe dlaczego?)… Ale, że łeb miał wielki i mocny, więc nawet po pijaku fason trzymał. I pewnie mieszkałby tam do dziś, gdyby się nie nałykał trefnego bimbru, a rano nie wyżłopał na kaca calutkiego jeziora. Jak się wtedy górale wkurzyli, tak i Kicka pogonili. Trochę głupio wyszło, bo teraz ani jeziora, ani smoka nie mają. Na pamiątkę tylko nazwa została: Sucha bez Kicka. A i to nie na długo – widać na wspomnienie biednego smoczyska sumienie ich ruszało. Dzisiaj legenda o Kicku żyje już tylko wśród braci okoliczne góry kochającej. Zwykli ludzie dawno o niej zapomnieli i myślą sobie pewnie, że to te góry nazwę ich miejscowości nadały. Niewysokie, ale to nie znaczy, że nudne. Falują mocno grzbietami raz w górę, raz w dół. Bukowym lasem przykryte, podszyte są na przemian grząskim błotem i nagą skałą. Tylko najwyższe szczyty świecą łysiną, nagradzając wspinaczkę genialnymi widokami. Rzeczywiście warte są tego, żeby je w adresie umieścić. 34-200 Sucha Beskidzka. I naprawdę wszystko byłoby pięknie, gdyby teraz nie trzeba było aż do 34-300 Żywca jechać, żeby się porządnie napić. Można szybko samochodem, można trochę wolniej koleją. Można też wsiąść na rower, przeżyć po drodze wielką przygodę i całym dniem kręcenia zasłużyć sobie na wieczorne przyjemności.

To jest Beskid Mały
Ale jak dobrze policzyć, do przejechania za jednym zamachem jest aż 60 km. Dzień jeszcze długością nie grzeszy i chyba warto się zastanowić, czy na początku sezonu porywać się na całą trasę. Tym bardziej, że wieczór w gronie przyjaciół to nie grzech i pokuty nie wymaga. Zwłaszcza awansem. Między Beskidem Małym a Suchą Beskidzką leży sięgająca 724 metrów Grupa Żurawnicy. Okolona jest drogami i siołami, a kusi właściwie tylko widokami spod Gołuszkowej Góry i krótkim, choć niezłym w sumie zjazdem wśród piaskowcowych skałek. Ostatecznie można ten kawałek pominąć, bo to jeszcze Beskid Średni, a i chwilę trzeba mieć w zapasie, żeby się na samym końcu w żywieckim browarze rozgościć… Nie pisałem jeszcze, że w browarze? No, a przepraszam, po co się niby do Żywca jeździ? Przecież nie odetchnąć świeżym powietrzem. Ale, jakby co, to bardzo proszę: z Suchej zielonym szlakiem (początek przy stacji PKP). Prościej wyjechać drogą przez Pykówkę i dopiero sam koniec podjazdu zaliczyć terenowo. Zjazd czerwonym do Krzeszowa. Sęk w tym, żeby dotrzeć w końcu do Tarnawy Górnej lub Śleszowic, bo stąd zaczyna się podjazd na ...

Leskowiec
Najważniejszą górę Beskidu Małego. Ze Śleszowic pierwsze 3 km prowadzą łagodnie czarnym szlakiem, który nad Tarnawą zmienia kolor na niebieski. Podjazd z Tarnawy (od razu niebieskim) jest krótszy, ale zaczyna się bardzo ostro. Oba szlaki łączą się na grzbiecie, który na moment tylko staje dęba, żeby potem już dość spokojnie wspinać się szeroką ścieżą, podszytą miejscami kruchą skałą.

Dodano: 2006-01-19

Autor: Tekst: Piotr Jaworski, zdjęcia: Agnieszka Pyka, mapa: Compass/Kra

Tagi: Beskid Mały, jeden dzień na rowerze, Beskidy

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach