Śnieg skrzypi pod grubymi oponami, dookoła bezkres gór i ani śladu żywej duszy, czasem tylko szlak przetnie jakiś roztargniony renifer. W dzień oślepia nas słońce, w nocy przyświeca zorza polarna. Oto Grenlandia.


Najpierw widać ścianę lodu. Z oddali to właściwie nic takiego, można by pomylić ją z kolejną górą. Gdy podjeżdżamy bliżej, perspektywa staje się zupełnie inna. On porażająco wielki, a my malutcy. Za czołem lodowca wysokości porządnego wieżowca ciągnie się tysiąckilometrowa lodowa pustynia, a my stajemy na ostatnim skrawku „niezmrożonego” lądu. Za nami chowają się arktyczne ptaki, które też chyba nie mają odwagi, by wzlatywać ponad ten potężny wytwór natury. A więc tak wyglądają potwory, które rzeźbią doliny, tworzą jeziora i przesuwają kilkuset tonowe kamienie jak klocki? Zawartość żołądków podchodzi do gardeł, w których robi się dziwnie sucho. Lodowiec burczy i trzeszczy, jakby chcąc zniechęcić nierozsądnych podróżników do zbliżania się. Niestety, nie zda się to na nic, gdyż podróżnicy są już wystarczająco nierozsądni. Bo kto to widział, żeby tłuc się przez pół świata tylko po to, żeby pojeździć rowerami po lodzie? Przedzierać się przez góry, ślizgać po zamarzniętych jeziorach w temperaturach, przy których w Polsce zamykają szkoły, a na ulicach stawiane są koksowniki? W huraganowych wiatrach, które przewróciłyby wszystkie drzewa, gdyby jakiekolwiek tu rosły? I to w dodatku bez zabezpieczenia w postaci psiego zaprzęgu, wiozącego niezbęd­ne zapasy na saniach, co pozwala na komfortowe pokonywanie nawet 50 km dziennie?


Owszem, ktoś to widział – Grenlandczycy, których naprawdę cięż­ko jest czymś zaskoczyć. W ich zgodnej opinii nie było tu jedna k jeszcze rowerzystów z Polski. Od kiedy pojawiły się „fatbajki”, trasa łącząca największy port lotniczy kraju – Kangerlussuaq – z miastem Sisimiut, dostępna dotąd tylko dla psich zaprzęgów i skuterów śnieżnych, stała się możliwa do pokonania również na jednośladach.(...)


Cały tekst znajdziecie w bikeBoard 10/2016


Wyprawa odbyła się na dwóch fatach: prototypowym Romecie, którego mieliśmy już przyjemność
testować w Bieszczadach i Beskidzie Niskim (ZOBACZ TUTAJ) oraz Specialized Fatboy Pro Trail (ZOBACZ TUTAJ TEST SPECIALIZED FATBOY EXPERT)


Dodano: 2016-10-06

Autor: Tekst i zdjęcia: Jakub Rybicki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Rasowe ścigacze za 11k
Orbea Avant M30 Team
Merida Scultura 5000 Disc
Cannondale 2018: Jekyll i Trigger
7 najczęstszych błędów w treningu amatorów
Kardiologiczne badania podstawowe
44 strony przygody!