Trzynastego czerwca urodziła mi się córka, a tydzień później w długi weekend (Boże Ciało) umówiony byłem na dawno planowany wypad w góry. Wszystko zaklepane, wynajęte pokoje... Ruszyłem bez przekonania, mając ważniejsze sprawy na głowie. Dziś, kiedy już okrzepłem z pierwszych ojcowskich wrażeń, przeglądając zdjęcia żałuję, że ten fantastyczny zakątek Polski znajduje się tak daleko. Chętnie wybrałbym się tam ponownie, bo zdałem sobie sprawę, że okolice Gór Suchych z każdą wyprawą stają się coraz bardziej ulubione. Powodów jest kilka.

Zapomniany klejnot
Ukryte w głębokim wąwozie Sokołowsko nie jest widoczne z drogi. Jadąc z Wałbrzycha do granicy czeskiej w Golińsku chyba nie ma skrzyżowania, które łatwiej przegapić. Miejsce podupadło, bo nikogo nie sprowadza już tutaj legendarna renoma pierwszego na świecie, kwitnącego niegdyś sanatorium przeciwgruźliczego. Wprawdzie opiewane przez poetów uzdrowisko przetrwało wojnę, jednak tuż po niej popadł w ruinę monumentalny neogotycki budynek sanatoryjny Grunwald. Zapomniany klejnot, miejsce nazywane dawniej „Śląskim Davos”, wywiera dziś nieco posępne wrażenie. Straszy także drogówka, która na kilkaset metrów przed dotarciem do celu przypomina mi w formie stuzłotowego mandatu, że las, w którym jadę, to wciąż teren zabudowany. - Nie widział pan, że nie było odwołania?! W jednej sekundzie uświadamiam sobie, jak bardzo zmęczył mnie całonocny rajd z północy kraju. Przygoda z „miśkami” oraz wstępne oględziny okolicy wprawiają mnie w depresyjny nastrój. (...)

Cały tekst znajdziecie w bikeBoard 10/2014 (gdzie kupić)

Dodano: 2014-10-07

Autor: Tekst i zdjęcia: Dominika i Daniel Klawczyńscy

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1