Dzień 6
Już na początku dnia odchodzimy od założonego planu aby odwiedzić klasztor Benedyktynów w Altenburgu. Mimo, że klasztor nie jest mały jest bardzo zadbany i stanowi wspaniałe miejsce do krótkiego odpoczynku. Po kilkuminutowej rozmowie opat zdecydował się wesprzeć szczytny cel – przeznaczyć pewną kwotę na rehabilitację Marioli (wszystkich innych też do tego zapraszamy, szczegóły znajdziecie na stronie stowarzyszenia Sursum Corda i naszej witrynie) co dodało nam trochę otuchy. Z klasztoru wyruszamy z mocnym postanowieniem nadrobienia „zgubionych kilometrów”, jednak po przejechaniu zaledwie trzydziestu nie możemy się oprzeć pokusie by chociaż na chwilę zatrzymać się przy okolicznym jeziorze. Palące słońce i strome podjazdy do tego stopnia dają nam się we znaki, że tracimy poczucie czasu i z przerwy mającej trwać 20 minut, zrobiła się przerwa kilkugodzinna… Tylko nie pomyślcie, że jesteśmy leniwi i nie chcieliśmy poznawać dalszych zakątków Austrii – po prostu nasze dalsze plany brutalnie zweryfikowała pogoda. W ciągu kilkunastu minut zebrały się czarne chmury, którym towarzyszył porywisty wiatr. Konsekwencją tego były efekty specjalne w postaci wielkiej ulewy i dużego gradu. Zdecydowaliśmy się dojechać do pierwszego bezpiecznego miejsca i przeczekać te niespodziewane anomalie pogodowe – tym razem szczęście nam sprzyjało spaliśmy na terenie zadaszonego kompleksu sportowego w Friedersbach, do którego i tak dojechaliśmy mocno przemoczeni.

Dzień 7
Dzień rozpoczynamy od zwiedzania Zwettl słynącego z tego, że co jakiś czas zmienia się kolor miasta i jego znaki. My trafiliśmy na kolor zielony. Jeszcze przed południem odwiedzamy warownie w Rappottenstein. Wszystkim, których interesują tego typu budowle polecamy go zobaczyć. Ulokowany jest na skałach na szczycie góry skąd rozpościera się widok na całą okolicę. Jest pewne, że w przeszłości była to twierdza, której nie sposób było zdobyć. Po szybkim zwiedzaniu wyruszamy w dalszą drogę, by nadrobić straty z poprzednich dni, jednak i tym razem coś staje na przeszkodzie… Przez przypadek na naszej trasie znajduje się Bärenwald czyli las z niedźwiedziami. W odległości ledwie kilku metrów możemy podglądać niedźwiedzie, które żyją w tych częściach Europy. Niesamowite przeżycie oraz ciekawie zaprezentowana dawka informacji na temat ich życia, żywienia i zachowania, no bo kto by przypuszczał, że dzienny koszt utrzymania jednego niedźwiedzia to 12 euro, a w ciągu roku taki miś potrafi zjeść ponad 1400 kg owoców, 660 kg warzyw i… 5 kg miodu, a to i tak nie jest jego pełny jadłospis. Na miejscu można porównać swój wzrost ze przeciętnym wzrostem niedźwiedzia grizzly, polarnego albo brunatnego. Trzeba przyznać, że robi wrażenie. Następnie, już z rowerów zwiedzamy malowniczą wioskę Königswissen, która zdobyła tytuł „najpiękniejszej wsi” w roku 1968. W niej znajduje się zabytkowy kościół z pięknym zdobieniami drewnianymi. Tak wiec kolejny raz los sprawia, że powiększamy swoją stratę, dlatego po raz pierwszy decydujemy się na jazdę nocą, którą kończymy na dzikiej łące, tuż przy budynku Straży Pożarnej.

Dzień 8
Dojeżdżamy do Linz – miasta które miało przyćmić swoim wyglądem Wiedeń (gdyby plany Hitlera się sprawdziły). Po zwiedzeniu niemal całego miasta musimy stwierdzić, że najciekawszym punktem na mapie była katedra św. Piotra i Pawła. Zawiera ona wiele imponujących witraży. Niektóre są wykonane w tak realistyczny sposób, że patrząc na nie ma się wrażenie jakby się miało przed sobą zdjęcie, po prostu ciężko oderwać oczy! Katedra liczy sobie zaledwie 150 lat ale jest wykonana w takim stylu, że wygląda na dużo starszą. Liczba dróg i skrzyżowań znajdujących się w Austrii, była dużo większa niż znajdujących się na mapie, co dodatkowo zwiększyło ilość pokonanych przez nas kilometrów. W Lembach zgodzili się nas ugościć Benedyktyni, którzy poczęstowali nas tradycyjnym Wurst oraz piwem.

Dodano: 2012-08-10

Autor: Tekst i zdjęcia: Tyniecka Grupa Rowerowa

Tagi: wakacje na rowerze

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później