Dzień 51
Budzimy się na Cabo da Roca o świcie by móc podziwiać przylądek skąpany wschodzącym słońcem. Kilka pamiątkowych zdjęć i zakup pocztówek, ostatnie spojrzenia na ocean i monument symbolizujący najdalej na zachód wysunięty skrawek europejskiego kontynentu i wyruszamy w dalszą drogę, z satysfakcja opuszczając cel naszej 50 dniowej podróży. Dziś postanowiliśmy odpocząć i cieszyć się ze zdobycia kolejnego krańca, więc większość dnia spędzamy na pierwszej napotkanej plaży – kąpiemy się w bardzo dużych falach, wypisujemy kupione wcześniej pocztówki i podziwiamy piękne widoki i fale – co raz większe wraz z upływającymi minutami. Już powoli zaczynamy tęsknić za Portugalią, pięknymi plażami i wysokimi temperaturami, na które pewnie będziemy czekać aż do lipca! Po drodze robimy jeszcze kilka zdjęć, w miejscu gdzie fale rozbryzgują się o skaliste wybrzeże z taką mocą, że z daleka można mieć wrażenie, że natrafiło się na gejzer. Na nocleg wybieramy park około 10 kilometrów przed Lizboną.

Dzień 52
Powoli zaczynamy rozumieć portugalską pogodę – gdy wstaniecie rano, np. o 7-8 lub ewentualnie 10 (jak my) prawdopodobnie zobaczycie zachmurzone niebo. W Polsce byłby to zwiastun deszczowego dnia, ale nie tutaj! Im bliżej południa tym niebo robi się czystsze i około godziny 11 można się cieszyć piękną i słoneczną, a co ważniejsze bezchmurną pogodą. To tłumaczy dlaczego Portugalczycy wstają tak późno : )
Zaledwie 250 lat temu Lizbona została zniszczona przez ogromne trzęsienie ziemi, które dokonało wielkiego spustoszenia i pozbawiło życia 10% ludności. W konsekwencji nie pozostało tu za wiele zabytków – pierwszym, który wybieramy do zwiedzania jest Torre de Belem, który po trzęsieniu ziemi nienaruszony przysunął się bliżej lądu. Można stąd zobaczyć panoramę stolicy, miejsce gdzie życie kończyli ci którzy sprzeniewierzyli się prawu – ponoć znaleziono tu szczątki ponad 100 ludzi! Wyruszamy do Lizbony i tu dzielimy się na dwie grupy – czas nie jest z gumy a miejsc wartych zobaczenia jest wiele – część z nas decyduje się zwiedzić klasztor Hieronimitów, a część muzeum morskie. Cóż można powiedzieć… Warto zobaczyć oba! Wspólnie decydujemy się spróbować Pasteis de Nata – słynnych lizbońskich ciasteczek, które w smaku przypominają ciastka z budyniem. Lizbońskie ulice tętnią życiem aż do późnych godzin wieczornych, my decydujemy się jednak wyspać i odpocząć przed kolejnym, ostatnim już dniem w portugalskiej stolicy.

Dzień 53
Wczoraj zwiedziliśmy większość zabytków, dziś mamy więc czas by kupić pamiątki i słynne wino Porto… Mimo wzajemnych animozji pomiędzy Porto a Lizboną można je tu kupić bez problemów i to nawet z tych najznakomitszych winnic. Prawie całe popołudnie spędzamy na południu Lizbony, gdzie w 1998 roku odbywały się targi EXPO. Można tu zobaczyć wiele ciekawych architektonicznie budynków, pospacerować po pięknie poprowadzonej kładce, albo wyjechać kolejką w stronę najdłuższego w Europie mostu wiszącego. Ponte Vasco da Gama liczy aż 17 km i jest najdłuższym mostem w Europie. Wizyta w dzielnicy EXPO to też okazja by odwiedzić oceanarium lub jedną z największych galerii handlowych, widać stąd pomnik odkryć geograficznych, a wzdłuż wybrzeża znajdują się flagi państw z informacją o liczbie ludności i powierzchni. Właśnie tak spędzamy ostatni dzień w Portugalii, a na wieczór pozostawiamy sobie przyjemność spakowania się i przygotowania rowerów do powrotu. Do zobaczenia w Krakowie!

Dodano: 2012-10-19

Autor: Źródło: Tyniecka Grupa Rowerowa

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później