Dwie pary podróżników pod naszym patronatem dzielnie eksplorują szeroko pojęty kontynent amerykański. Marta i Raul w maju wylądowali w Fairbanks na Alasce i od tego czasu dzielnie posuwają się na południe, aby dotrzeć do Ushuaia, najbardziej na południe położonego miasta Ameryki Południowej. Na starcie od celu dzieliło ich ok. 27 000 km, a teraz…

Minęło cztery miesiące, przyszła jesień, na licznikach prawie 7000 km, a my ciągle pełni entuzjazmu pedałujemy naprzeciw nowym wyzwaniom i przygodom. Jesteśmy w Brookings, małym miasteczku na południu Oregonu, jutro przekroczymy granicę z Kalifornią i wjedziemy w magiczny świat wielkich drzew w Redwoods National Park. Będzie to dla nas pierwsza wizyta w jednym z wielu niesamowitych parków USA. To dopiero jutro, ale do tej pory było równie niesamowicie; nasza trasa prowadziła przez wyjątkowe drogi. Pierwsza z nich, Autostrada Alaska, to legendarna i do tej pory w zasadzie jedyna droga lądowa prowadząca na „dziką północ”. Wybudowana w 1942 roku w celach militarnych, szybko stała się marzeniem podróżników i poszukiwaczy przygód. Ponad 2000 km asfaltu wijącego się wzdłuż niekończących się lasów Alaski i północnej Kanady, naznaczonego tylko od czasu do czasu ludzkimi osiedlami. Dla rowerzystów oznaczało to długie dni (czasem nawet 6) bez natrafienia na sklep czy pole namiotowe z bieżącą wodą i prysznicem. Niedogodności, które warto znieść dla doświadczenia tej ciszy i przestrzeni, ogromu przyrody nie zepsutych ludzką ręką. Druga z klasycznych tras, jaką przejechaliśmy, to Icefields Parkway w Parku Narodowym Jasper and Banff w Kanadzie. Dużo krótsza, ale tak widokowa, że przejechanie 240 km zajęło nam 5 dni! Droga ta zdecydowanie zasłużyła sobie na miano jednej z najpiękniejszych na świecie - majestatyczne szczyty, wieczne śniegi, turkusowe jeziora, mlecznobiałe strumienie... dosłownie każdy odcinek tego szlaku jest niepowtarzalnie piękny. Obecnie jesteśmy w połowie autostrady 101, biegnącej wzdłuż wybrzeża Pacyfiku przez całe Stany Zjednoczone. Trasa znana z niesamowitych widoków i niezwykłych miejsc. Za nami już lasy deszczowe Waszyngtonu, skaliste wybrzeża Oregonu, a przed nami Kalifornia - wyjątkowe parki narodowe, piaszczyste plaże i wielkie metropolie. Jest nas dwoje, Marta i Raul, jedziemy na rowerach, które sami zbudowaliśmy, głównie z części używanych. O naszym projekcie można przeczytać na www.theamericasbycycle.com.

Z kolei Agnieszka i Mateusz postanowili w 2 lata dotrzeć na krańce świata. Nie sprecyzowali dokładnie, gdzie to jest, ale we wrześniu wylądowali w Buenos Aires, aby stamtąd rozpocząć poszukiwania. Oto ich kartka z podróży:
Od września przebywamy w Ameryce Południowej. Przejechaliśmy już ponad 1500 km dróg i bezdroży od Puerto Iguazu na styku granic Argentyny, Brazylii i Paragwaju, przez Urugwaj do Buenos Aires. Zostaliśmy obszczekani przez setki psów i otrąbieni przez tysiące samochodów. Wymieniliśmy mnóstwo uśmiechów i „hola!” oraz zadomowiliśmy się na dobre w Argentynie. Spaliśmy przy posterunku straży granicznej, przy wiejskim sklepiku i w gościnie u gauchos - lokalnych kowbojów. Nie pobiliśmy żadnego rekordu, ale naszym celem nie jest wpis w księdze Guinessa, tylko podróż sama w sobie. Piaszczyste drogi prowincji Corrientes przetestowały naszą wytrwałość i opanowanie, gdy co chwila trzeba było zsiadać z siodełka i prowadzić rower. Nasze plany obejmują zazwyczaj najbliższe dni, ale z założenia kierujemy się w stronę Ziemi Ognistej i miasta Ushuaia - a potem na północ - do Boliwii i dalej. Gdzie teraz jesteśmy? Sprawdźcie sami: www.nakrancach.pl, bo to dopiero początek.

Dodano: 2011-07-25

Autor: Tekst: bikeBoard

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory