„Sami na pewno pamiętacie swoje pierwsze wyjazdy w góry, nie tylko w celu skatowania wybranego odcinka ścieżki czy szlaku, ale głównie dla frajdy, jaką daje całodzienna jazda na rowerze, z pięknymi widokami po prawej i lewej stronie kierownicy. Pierwsza taka wycieczka przytrafiła się i mnie. I to naprawdę kultowa miejscówka!”
„Zaraz po wiadomości związanej z wyjazdem, jaką dostałem od kolegów z redakcji, poczułem niesamowity przypływ energii i zafascynowania całą wycieczką - co, jak, gdzie itp. Jedziemy w Pieniny, w sumie fajna sprawa. Momentalnie oderwałem się od codziennych problemów związanych ze szkołą i innymi obowiązkami. Praca bikera oraz modela zarazem, a do tego górskie plenery - cóż, wymarzony weekend.”
Po widok na Tatry
Tomek vel Kruszyna, z którym śmigałem w okolicach Pienin ,preferuje raczej DH, podmiejskie klimaty, ewentualnie freeride, ale raczej gdzieś pod miastem. Górskie eskapady w stylu enduro adventure to nie jego teren - nawet bika musiał „ukraść” ojcu, by mieć coś na tę okazję. Przecież na swoim czołgu na żadną górę by nie wjechał. W przyrodzie na każdy zjazd trzeba zapracować, a tam, gdzie króluje dzicz, nie uświadczysz wyciągu - bezlitosna równowaga sił. Ciśniesz do góry a grawitacja śmieje ci się w twarz, aż w końcu zwycięża. Zamiast na rowerze znajdujesz się pod nim. Trzeba to kochać. Wieli wysiłek zwieńczony jest chwilą odpoczynku, kanapką i batonem na deser. Nagroda główna to widoczek, np. na Tatry (jak w tym wypadku). Jak ktoś jest bystry, to załapie o co w tym chodzi, gdzie tu sens. Tomek na szczęście zaskoczył, mogłem mieć więc nadzieję, że wyprawa będzie udana. To była jego pierwsza wyprawa rowerowa w prawdziwe góry.
Wiec plecaki na plecy, rowery pod tyłeczki i w drogę - skwitował Kruszyna, gdy wbijaliśmy się teren za wsią Czarna Woda. Naszym przewodnikiem był początkowo potok o tej samej nazwie. By nie martwić się zanadto o topografię zamierzaliśmy dotrzeć na czerwony szlak w okolicach Małej Radziejowej. Stamtąd roztacza się słynna panorama na Tatry i blisko już do najwyższego szczytu Beskidu Sądeckiego - Radziejowej (1262 m n.p.m.) Różnica wzniesień na tym odcinku (w sumie 700 m) oraz liczne atrakcje, głównie zaś jagody oraz dorodne jeżyny, zakłócały determinację zdobywców. Zbyt częste uzupełnianie niedoborów witamin sprawiło, że czarna noc dopadła nas daleko przed osiągnięciem planowanego celu. Biwak na dziko pośród górskiej dziczy i to bez namiotu dla mojego kompana był nie lada egzotyką.
„Swoją pierwszą rowerową noc pod gołym niebem spędziłem w budce myśliwskiej. Ustawiona kilka metrów nad ziemią nie pozwalała zbliżyć się do nas pobliskim zwierzątkom. W nocy wnerwiał mnie tylko za cienki śpiwór, i ujadająca sowa. Najwyraźniej to ona była właścicielką tej budki”.

Dodano: 2008-06-30

Autor: Tekst: Daniel Klawczyński, cytaty: Tomasz Radziwiński (Kruszyna)

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach