Im wyżej, ciężej, im bardziej stromo, tym lepiej. To właśnie arytmetyka przełęczy. Niesamowita jest ta, na którą wjeżdża się resztkami sił, z serpentynami wijącymi się aż do nieba, ta, która budzi jednocześnie grozę i podziw.

W tej szczęśliwszej części Europy poprzecinanej wzdłuż i wszerz ciągnącymi się, wydawałoby się w nieskończoność, pasmami górskimi, budowanie wysokogórskich dróg było i jest koniecznością. Jako skutek uboczny rozwinął się bardzo szczególny typ turystyki, polegający na wjeżdżaniu i zjeżdżaniu. Jedni robią to samochodem (ile osób zwymiotowało w trakcie takich wojaży?), motocyklem (ale co to za wyczyn?), a niektórzy, najodważniejsi, na rowerze. I kiedy po kilku godzinach ciągłej wspinaczki rowerzysta staje wreszcie na szczycie, jest najszczęśliwszy spośród tego grona.

Jednak przełęcze bywają kapryśne niczym greccy bogowie. Kiedy bowiem szukamy celu wspinaczki w domowym zaciszu, na ekranie komputerów wyświetlają się cudne zdjęcia panoram w pełnym słońcu. Automatycznie wyobrażamy sobie uśmiechniętych nas sunących na jednośladzie, a w tle skąpane w słońcu ośnieżone szczyty. Doświadczenie jednak uczy, że bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest deszcz, temperatura bliska zeru, brak widoczności i zjazd, w czasie którego podrygujesz w dreszczach i szczękasz zębami.

W związku ze zbliżającymi się wakacjami przygotowaliśmy dla was subiektywny ranking niesamowitych przełęczy okraszony tym rodzajem zdjęć, który wręcz zmusza do natychmiastowego planowania urlopu
Cały artykuł, wraz z wariantami i szczegółami wjazdu znajdziecie w bikeBoard 6/2017 (gdzie kupić). Możesz też kupić e-wydanie


Stelvio, 2758 m n.p.m. fot. Markus Greber
Niektóre przełęcze są tak kultowe, że wypowiedzenie ich nazw zaklina rzeczywistość. Stelvio w ustach kolarza to obietnica awansu społecznego w rowerowym półświatku. Ten, kto pokonał 48 numerowanych zakrętów i ponad 1808 metrów przewyższeń na długości 25 kilometrów może uważać się za mocnego gracza.


Droga Transfogaraska, 2039 m n.p.m. fot. Tomasz Dębiec
Na chwilę tylko przenieśmy się z Alp w nasze swojskie Karpaty. Przez rumuńskie Fogarasze przebija się droga, którą wielu uznaje za najpiękniejszą i najlepszą na świecie (w tym Jeremy Clarkson, który na jej rzecz zdeklasował Stelvio).

Mont Ventoux (1912 m n.p.m.) fot. Daniel Geiger
Nie spuszczamy ani na chwilę z tonu. Mont Ventoux to kolejny legendarny podjazd, co ma swoje głębokie uzasadnienie. Zacznijmy od Tour de France, który od 1951 roku przejeżdżał tędy piętnastokrotnie.

Gavia (2621 m n.p.m.) fot. Markus Greber
Każda przełęcz ma tę lepszą stronę. Gavia też. Lepsza oczywiście jest ta trudniejsza, o groźniejszym profilu nachylenia. Dlatego Giro d’Italia, jeżeli prowadzony jest przez tę przełęcz (dotychczas dziewięciokrotnie), to wyłącznie od strony miasteczka Ponte di Legno.

Trollstigen (850 m n.p.m.) fot. CSG/Cannondale (Ale Di Lullo)
Jeżeli wakacyjny wypad przez przełęcze Włoch czy Hiszpanii odstrasza cię ze względu na obłędne upały, być może ten kultowy podjazd okaże się strzałem w dziesiątkę. Trollstigen, czyli droga Troli, to jedna z większych atrakcji turystycznych Norwegii.


Timmelsjoch (2509 m n.p.m.) Fot: Martin Erd
Na granicy włosko-austriackiej znajduje się sekretna przełęcz. W języku niemieckim nazywa się Timmelsjoch, po Włosku – Passo del Rombo. W tej okolicy to właściwie jedyna wysokogórska droga, która przeznaczona jest niemalże wyłącznie do celów turystycznych.


Julier (2284 m n.p.m.) Fot: Scott/Jochen Haar
Szwajcarska Gryzonia to miejsce stworzone do epickich pętli i ustanawiania nowych rekordów w ilości przewyższeń jednego dnia. Zacznijmy jednak od wariantu minimum, czyli 7 kilometrowego podjazdu na przełęcz Julier, który jest, nie okłamujmy się, bardzo łatwy.

Tauro (939 m n.p.m.) Fot: Karolina Kozela
Formalnie zostajemy w Hiszpanii, terytorialnie wędrujemy do Afryki, nieopodal wybrzeża marokańskiego. Miejsce to kojarzone jest raczej z biernym wypoczynkiem na piaszczystej plaży i kolorowymi drinkami. Gran Canaria ma jednak zupełnie sportowe oblicze. Już w chwilę po wyruszeniu z plaży można znaleźć się w górskiej krainie i dotrzeć na wysokości bliskie dwóm tysiącom metrów, np. w pobliżu najwyższego szczytu wyspy Pico de las Nieves.

Przełęcz Świętego Baernarda (2469 m n.p.m.) Fot: Mavic SAS
Ateraz perełka, czyli Szwajcaria. Ten kraj rozkłada wszystkich na łopatki przede wszystkim cenami, ale dla takich widoków i wyzwań sportowych warto wyszczerbić trochę swój budżet. Zagęszczenie przełęczami jest wręcz nieprzyzwoite. Statystyki podają, że znajdziecie tam aż 50 takich powyżej 1200 m n.p.m.!

Galibier (2642 m n.p.m.) Fot: Trek Travel
Tour de France i przełęcz Galibier są ze sobą tak nieodłącznie związane, jak marchewka z groszkiem. Peleton przejeżdżał tędy trzydzieści jeden razy i najczęściej zlokalizowana była tu premia górska. Na trasie umieszczono nawet pomnik Henriego Desgrange’a, który był pomysłodawcą i organizatorem wyścigu.

Dodano: 2017-06-29

Autor: Paulina Trofimiec

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1