To nie mit – ponad ćwierć wieku temu najwyższy masyw górski w Grecji po raz pierwszy został pokonany przez rowerzystów. Dosiadali oni iście antycznych pojazdów dwukołowych z bagażnikiem z tyłu i bez amortyzatora z przodu. Niemniej jednak wyprawa śladami greckich bogów aż na górę Olimp dziś także pozostaje doświadczeniem mistycznym, nawet wtedy, gdy mamy do dyspozycji rowery naszpikowane nowoczesną technologią.


Nie mam bladego pojęcia, dlaczego Zeus oraz jego jedenastu boskich towarzyszy wybrali akurat tę miejscówkę. Lodowaty wiatr niemiłosiernie, targa naszym namiotem we wszystkich kierunkach, skutecznie uniemożliwiając sen. Jak zatem musiał czuć się tutaj Zeus w sandałach i lnianym chitonie? Sama myśl o takim odzieniu przyprawiła mnie o gęsią skórkę. Po wyrazie twarzy mojego towarzysza, Michaela, wnioskuję, że myśli dokładnie o tym samym, szczelniej otulając się śpiworem. Z niechęcią rozsuwam namiot, a moje zapuchnięte oczy skanują wczesnoporanny krajobraz: jak okiem sięgnąć ani jednej chmurki na błękitnym niebie. Uff... Nastraszony lekturą mitologii greckiej obawiałem się błyskawic i grzmotów za wtargnięcie na teren Zeusa – a dodam, że jesteśmy naprawdę niedaleko jego tronu!


Wakacje na plaży w Grecji to prawdziwa sielanka dla każdego turysty. Dla nas ten rodzaj wypoczynku da się określić tylko jednym słowem: nuda. Z oczywistych wzglęów wybraliśmy góry (...)


Cały tekst znajdziecie w bikeBoard 11-12/2015

Możesz też kupić e-wydanie

Dodano: 2015-11-10

Autor: Tekst: Gerhard Czerner, zdjęcia: Martin Bissig, opracowała: Paulina Opoka

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później