Nasza kolejna rowerowa wyprawa przeszła wiele korekt trasy, nie mogliśmy również pojechać jako cała rodzina. Poznając kolejne latarnie morskie, udało się nam zobaczyć najpiękniejsze zakątki Polski i przeżyć wiele przygód. Potwierdziło się, że zwiedzanie kraju na rowerach może być bardzo ciekawe. Najwięcej problemów zafundowała nam kolej, uprzykrzając przejazd pociągami z ciężkimi rowerami. Pozostałe przygody hartowały nas, przed następnymi wyprawami.
Trasa: Świnoujście-Albeck (Niemcy) - Międzyzdroje - Kołobrzeg - Ustka - Łeba - Hel - Gdańsk - Krynica Morska.

Łączny dystans : 637 km
Uczestnicy: Janusz, żona Krystyna oraz Alicja, Aleksandra lat 13 i Paulina lat 16.

Piątek 11.07.2008. Horror w pociągu
Po całym dniu gorączkowych przygotowań, ok. 20 ruszyliśmy spakowani w kierunku dworca Łódź Kaliska. Na każdym rowerze załadowane ekwipunkiem sakwy Crosso (u Pauliny również na przednich kołach). Za moim Trekiem podczepiona przyczepka Extrawheel z namiotami i pozostałym ekwipunkiem. Wprawieni w poruszaniu się po ulicach Łodzi, szybko dotarliśmy na dworzec. Tam jak zwykle, czekała nas "wędrówka ludów" z całym dobytkiem po schodach prowadzących na peron. Każdy rower z sakwami i przyczepka to ciężar ponad 30 kg, więc rozgrzewka na początek była zapewniona. Ok. 22.30 na peron wjechał pociąg relacji Kielce-Świnoujście w którym zgodnie z rozkładem powinien być wagon do przewozu rowerów. Pociąg ten w Kutnie miał być połączony ze składem jadącym z Lublina przez Warszawę i jechać dalej jako cały skład do Świnoujścia.
To co było naprawdę (przedział) nadawało się bardziej na klatkę dla królików. W tymże "przedziale na rowery" zastaliśmy stertę leżących na sobie rowerów innych bikerów jadących do Szczecina i dalej. Warunki przewozu rowerów "promocyjne", aż ciarki mnie przeszły na wylot. Jedyną szansą na podróż, było wepchnięcie rowerów do wagonu i ustawienie na korytarzu. Trudno mi opisać haos jaki zapanował przy załadunku. Zablokowaliśmy wagon na połowie dlugości korytarza, tarasując tym samym swobodne wyjście pasażerów z przedziałów osobowych do toalety. Aby się przemieścić, trzeba było skakać i przeciskać się w trudnej do opisania ciasnocie. O miejscu do siedzenia można było tylko pomarzyć, więc córki i żona ze łzami w oczach stały w przedsionku wagonu, lub siedziały na podłodze. Tego co powiedziałem kierownikowi pociągu, nie będę cytował, ale to i tak za mało. W Kutnie okazało się, że skład z Lublina ma właściwy wagon do przewozu rowerów, w którym jest luźno. Nie mogliśmy się jednak przesiąść, bo peron dworca okazał się za krótki. Po kolejnej burzliwej rozmowie z kierownikiem pociągu w której wspierali mnie inni pasażerowie, zapewniono nas że przesiądziemy się w Poznaniu.
Na dworcu w stolicy Wielkopolski, przeprowadziliśmy rowery do właściwego wagonu, w którym rzeczywiście było dużo miejsca. Przy tej "operacji" pociąg złapał ok. 25 minut opóźnienia.W osobowej części wagonu, "urzędowało" towarzystwo bez rowerów raczące się piwem. Podróż do Świnoujścia kontynuowaliśmy drzemiąc lub siedząc na podłodze wagonu.
Imbecylom z dyrekcji kolei w Kielcach i nie tylko, oraz systemowi informacji kolejowej, składamy gratulację za "efektywną" pracę, promocję własnej firmy i troskę o warunki podróży pasażerów z rowerami w polskich pociągach.

Dodano: 2008-09-29

Autor: Tekst i zdjęcia: Janusz Bączyński

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory