Po sukcesie ubiegłorocznej wyprawy dookoła Tatr stałem się etatowym organizatorem wycieczek dla naszych redakcyjnych dziewczyn. Z przyjemnością. Tym razem wyzwanie miało brzmieć równie spektakularnie i obejmować jakąś fajnie brzmiącą część mapy Polski. Dziewczyny rzuciły propozycję czegoś damskiego: np. Babia Góra.

Uczciwie mówiąc, ślęczałem nad mapą dłuższy czas rozważając trasę i przyszło mi do głowy kilka niezłych wariantów, ale ponieważ tym razem miało być jednodniowo nie chciałem przekroczyć 120 km. Kłopot pojawił się w chwili kiedy zdałem sobie sprawę, że termin planowanej wycieczki pokrywa się z tzw. długim weekendem, a prognoza pogody sugeruje święto kościelne Matki Boskiej Zielnej istotne dla tych rolniczych okolic. Pomyślałem jednak, że wystarczy zacząć odpowiednio wcześnie i w miejscu, w którym ruch powracających po „wypoczynku” Polaków będzie najintensywniejszy.


Słowem, po zapakowaniu towarzystwa do fury ruszyliśmy na Słowację, a że podróżowanie z kobietami wymaga specyficznego podejścia do upływającego czasu... No dobra to ja się spóźniłem, ale żeby oddać sprawiedliwość napiszę, że choć ilość przystanków „na przypudrowanie noska” była znośna to wymagania dotyczące jakości pomieszczeń do „pudrowania” wyśrubowane. Z doświadczenia wiem, że moi koledzy i synowie mogą „pudrować” gdzie popadnie. Słowem, klucząc dotarliśmy na miejsce, ale niestety nie ruszyliśmy od razu. Bo trzeba było dopasować rowery.



Wyjazd, oprócz elementów krajoznawczo – treningowych miał na celu porównanie całkiem nowego konceptu Canyona. Jego rowery szosowe przeznaczone dla kobiet zorganizowane zostały wokół całkiem nowej koncepcji geometrycznej. Zakłada ona, że dwa najmniejsze rozmiary toczą się na mniejszych kołach niż pozostałe. Rozmiar 650B nie jest wprawdzie żadną nowością, rowery na takich kołach od międzywojnia do lat 70. sprzedawane były Francuzkom i ich dzieciom. Ale w pewnym momencie emancypację potraktowano poważniej i kobiece 650 zniknęły z oferty.

Ze strony producenta dowiedzieliśmy się, że grupa naszych testerek pasuje zarówno do roweru w rozmiarze 2XS jak i XS. Różnią się znacznie nie tylko długością rury podsiodłowej, ale także kołami o różnej średnicy i dopasowanymi do nich przełożeniami. Zatarliśmy ręce i przekazaliśmy dziewczynom rowery do jazd testowych. Nieśmiało sugerowały, że ten mały to jest chyba za mały, ale za to większy pasuje jak ulał. Postanowiliśmy nie odpuszczać i sprawdziliśmy możliwości dopasowania rowerów. Znamy się na tym prawda?! Zarówno na jednym jak i drugim rozmiarze mogliśmy uzyskać zadowalające fittera ustawienie. Każdorazowo dziewczyny mówiły: o, teraz jest super! A po wymianie na większy dopowiadały: ale na XS jest jeszcze lepiej. Mit o tym, że kobiety i mężczyźni (...)


Przed ostatnim podjazdem naszej wyprawy dziewczyny po raz kolejny wymieniły się rowerami, doładowaliśmy banany, wodę i z pewną nieśmiałością ruszyliśmy na podbój Krowiarek. Rozgrzewka z Zawoi jest długa i może zmęczyć bardziej niż ostateczny podjazd. Tym razem z dumą obserwowałem, że moje założenia spełniają się co do joty.


Cały artykuł wraz z wrażeniami z wycieczki i informacją, czy i na kiedy polecamy trasę wokół Babiej Góry znajdziecie w bikeBoard 9/2017 (gdzie kupić). Możesz też kupić e-wydanie

Dodano: 2017-09-19

Autor: Miłosz Kędracki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później