Dzień 3.
Pomimo trudności udało nam się wcześnie wstać, w co sami wątpiliśmy. Skierowaliśmy się do Stramberku, gdzie mieliśmy okazję skosztować lokalnych specjałów – „stramberskie uszy”, czyli podpłomyki z korzennego ciasta, których woń dało się czuć w całym Starym Mieście. Stramberk słynie z masywnej wieży widokowej powstałej w drugiej połowie XIV wieku, z której rozpościera się widok na całą okolicę. Wstęp kosztuje 35 koron, ale po negocjacjach udało nam się wejść za darmo w zamian za zdjęcia. Wyjeżdżając ze Stamabarku skierowaliśmy się z powrotem na szlak Greenways, gdzie w dalszym ciągu rozkoszowaliśmy swoje podniebienia owocami dojrzewającymi w pełnym słońcu. To właśnie to wspomniane słońce było przyczyną nieprzyjemnej sytuacji – z powodu uciążliwego upału i dużych wzniesień jedna z uczestniczek zasłabła i konieczna była interwencja lekarska. Niestety ubytek sił był zbyt duży by kontynuować podróż. Z natychmiastową pomocą przyszli nam ludzie z najbliższego domu - to oni wezwali pogotowie, pocieszali nas i udzielili nam wsparcia, a gdy lekarz stwierdził, że Ania potrzebuje odpoczynku – zaproponowali nocleg i ugościli nas śliwowicą. Właśnie tak zakończył się najsmutniejszy dzień naszej wyprawy.

Dzień 4.
Wyruszamy żegnając się z gospodarzami i zapraszamy ich do Krakowa. Od teraz jedziemy już w 10 mając nadzieję, że teraz nasza wyprawa będzie przebiegać bez negatywnych niespodzianek. Już zaledwie kilka godzin później mamy okazję utwierdzić się w przekonaniu, że gościnność wcześniej spotkanych Czechów nie była przypadkiem – od napotkanej kobiety dostaliśmy czeski przysmak aby dodał nam sił i wzmocnił w dalszej podróży. W Tynie nad Beczwą zwiedziliśmy mury obronne zamku Helfsztyn. Jesteśmy bardzo zaskoczeni stanem ścieżek rowerowych i dróg, którymi wiedzie nasz rowerowy szlak. W przerwach marzymy, żeby i w Polsce było podobnie pod tym względem. Do Brna dojechaliśmy koło godziny 18, gdzie po wyczerpującej podróży zwiedzanie miasta zaczęliśmy od… pizzerii :) Na rynku umieszczone były rzeźby z piasku artystów z całej Europy – niesamowity widok, to nieprawdopodobne, że z piasku można stworzyć tak piękne posągi. Najciekawszym z zabytków była gotycka Katedra św. Piotra i Pawła. Gdy dzwony na kościelnej wieży uderzają 12 razy, oznacza to, że jest właśnie godzina… 11! Wiąże się to, z epizodem z wojny trzydziestoletniej gdy szwedzki generał zdobywający Brno zapowiedział, że odpuści oblężenie jeśli miasta nie uda się zdobyć do południa – jego żołnierze przypuścili szturm o 11 zdobywając je. Nocleg znaleźliśmy 10 kilometrów za Brnem tuż przy pensjonacie po raz kolejny korzystając z gościnności Czechów.

Dzień 5.
Wyruszamy na południe kierując się w stronę Austrii. Upał niesamowicie nas zmęczył więc już przed południem byliśmy wyczerpani. Jadąc mozolnie po okolicznych górkach dojechaliśmy do krainy słynącej z wielu winnic. Przez przypadek trafiliśmy na orkiestrę. Z początku byliśmy przekonani, że będziemy mieć okazję zobaczyć czeskie wesele ale jak się później okazało było to coś zupełnie innego, ale równie ciekawego – obchody winobrania. Czesi od razu do nas podeszli i w akompaniamencie muzyki zaczeli częstować nas winem własnej produkcji. Trzeba przyznać, że w smaku były bardzo dobre. W rewanżu poczęstowaliśmy ich śliwowicą – im też smakowało :) W lepszych humorach wyruszyliśmy w stronę granicy robiąc jeszcze krótką przerwę w Znojmo. Około godziny 18 przekraczamy granicę i w chwilę później próbujemy znaleźć nocleg. Udaje się dopiero za trzecim razem, ale z kolei u Polaków! Jesteśmy więc ugoszczeni staropolskim zwyczajem.

Dodano: 2012-08-08

Autor: Tekst i foto: Tyniecka Grupa Rowerowa

Tagi: wakacje na rowerze

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później