Dzień 9.
Opuszczamy Lambach żegnając się z Bratem Eliaszem. Dzień mija nam na poznawaniu uroków Austrii – nasza trasa wiedzie wzdłuż Attersee jednego z największych jezior na naszej trasie. Zadziwia nas rozbudowana infrastruktura rowerowa. Dla ścieżek rowerowych budowane są specjalne wiadukty, przejazdy na nawet tunele w skałach. Do Salzburga dojeżdżamy około 20; znów mamy szczęście – po raz drugi śpimy u Benedyktynów.
Dzień 10
Odkrywamy Salzburg – miasto muzyki przez duże „M”. W wielu kościołach, prawie na każdym skrzyżowaniu rozbrzmiewa muzyka. W prawie każdej witrynie sklepowej, restauracji a nawet na znakach można znaleźć nawiązanie do Mozarta – jednego z najwybitniejszych Austriaków. Miasto dba o to by nikt nie zapomniał o tym, że to właśnie tu 256 lat temu narodził się geniusz muzyki, tak naprawdę jest on tu na tyle popularny, że miasto mogłoby zmienić swoją nazwę z Salzburg na Mozartburg. Najciekawszym zabytkiem jest twierdza, która znajduje się na bardzo wysokim wzgórzu, wiedzie tu ścieżka, ale można też wjechać kolejką. W twierdzy można zobaczyć komnatę z narzędziami do tortur, salę z marionetkami oraz zbrojownie. Z wieży widokowej rozpościera się widok nie tylko na całą panoramę Salzburga ale również na okoliczne góry, który były przykryte chmurami. Wieczorem opuszczamy miasto i znajdujemy nocleg w szopie;)
Dzień 11
Wyobraźcie sobie kraj w którym są drogi bez dziur, kierowcy nie trąbią na rowerzystów, ścieżki rowerowe rozpoczynają się kilkanaście kilometrów przed miastem i pokryte są asfaltem a nie kostką. Kraj w którym ciężko znaleźć kosz na śmieci, a mimo to nie ma brudu na ulicach, nie ma też graffiti, a wszystko dokoła jest zadbane. Wyobraźcie sobie to wszystko, a gdyby pomimo wszystko zabrakło Wam fantazji to wsiadajcie na rower lub do samochodu i jedźcie na południowy zachód tak długo aż zobaczycie tabliczkę z napisem „witamy w Austrii”. Właśnie taki obraz Austrii nam się maluje po kilka dniach pobytu. Widać tu niemiecką precyzję i porządek; widać, że i tu zastosowanie znajduje niemieckie powiedzenie „Ordnung muss sein”. Pomimo, że po ścieżkach jedzie się wyśmienicie przytrafiają nam się dziś dwie drobne awarie – urwana linka od przerzutki oraz przetarta opona. Reszta dnia mija nam bez kłopotów i udaje nam się nawet przejechać ponad 100 kilometrów. Jedziemy doliną co daje nam możliwość zerkania co jakiś czas na masyw górski Kaiser ze szczytem Kaiserberg liczącym ponad 2300 m.n.p.m. Wreszcie czuć smak prawdziwych Alp! Mamy nadzieję, że pomimo drobnych niepowodzeń uda nam się zobaczyć upragniony Innsbruck.

Dodano: 2012-08-14

Autor: Źródło: Tyniecka Grupa Rowerowa

Tagi: wakacje na rowerze

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1