Polska to piękny kraj. Nie piję bynajmniej do politycznych czy gospodarczych kwestii, lecz o krajobrazach myślę. Wraz z kolegą postanowiłem wyszukać miejsc o szczególnych walorach krajobrazowych, przyrodniczych i historycznych. Jeśli kogoś to zainteresuje to zapraszam na wyprawę rowerową szlakiem ośmiu parków narodowych rozsypanych wzdłuż wschodnich rubieży kraju.
Plan był prosty, przez dwa tygodnie przejechać około 1400 km, zobaczyć jak najwięcej ciekawych miejsc i odcisnąć oponę na ścieżkach ośmiu parków narodowych oraz przetrwać, bo do tej pory najdłuższy wypad trwał dwa dni.
Jedyny słuszny kierunek, gdzie było by to możliwe na tym dystansie to wschód naszego pięknego kraju z zahaczeniem kawałka południa i odrobiny północy.
Po półrocznych, ale niezbyt intensywnych przygotowaniach, zbieraniu niezbędnych informacji o trasie po której będzie nam dane pedałować i miejscach które chciało by się zobaczyć nareszcie przyszedł ten dzień, a właściwie noc. Do pociągu pozostało dwie godziny, a tu leje tak jakby ktoś nas chciał odwieść od wyjazdu. Jechać czy odłożyć na dzień lub dwa, prognozy fatalne na najbliższe dni szczególnie tam, gdzie mamy startować. Na szczęście deszcz zlitował się i prawie przestał padać co pozwoliło dopaść dworzec kolejowy.

Dzień I.
Kilka minut po 4 rano, po 4 godzinach podskakiwania w łączniku pomiędzy wagonami kolejowymi trochę ogłuszeni od hałasu lądujemy w Tarnowie, na zwiedzanie miasta trochę za wcześnie, dopiero co się rozwidnia poza tym początek wyprawy miał być w Bieczu, jednak z powodu nie najlepszego połączenia, dwóch dalszych przesiadek postanawiamy się rozgrzać i trasę pokonać siłą własnych mięśni (tym bardziej, że nie pada).
W Bieczu meldujemy się dokładnie o 7.30 po pokonaniu 60 km, zgodnie z rozkładem tak miał przyjechać pociąg. Deszcz trochę nas zmoczył po drodze ale w Bieczu sucho. Nie na długo jednak, po chwili zaczyna padać intensywnie, siedzimy pod parasolami w ogródku piwnym, czekamy i z tej perspektywy oglądamy perłę podkarpacia – miasto królewskie, które tak mi się podobało na zdjęciach. Po prawie dwóch godzinach zastanawiania się wyruszamy. Leje jak z cebra, żeby nie jechać główną drogą, zatłoczoną przez ciężarówki skręcamy w podrzędną, która wkrótce okazuje się zamknięta z powodu remontu, obejść się nie da wszędzie straszne błoto, wracamy. Napotkani dwaj młodzieńcy wskazują nam skrót, który ma doprowadzić nas do asfaltu, a potem do głównej szosy. Jedziemy po kamienistej polnej drodze, która się robi coraz bardziej stroma, jechać się nie da, pchamy nasze objuczone rowery przez ok. 3 km, droga powoli się zamienia w potok, w końcu jednak jest asfalt. Po półtorej godzinie kluczenia, kierowani przez tubylców w p; coraz to inną stronę udaje się nam wyjechać na główną drogę co do istnienia której mieliśmy wątpliwości.

Magurski Park Narodowy
Z powodu deszczu i rozmokniętych dróg w Magurskim Parku Narodowym musimy nieco zmodyfikować plan, zahaczamy jedynie o niego jednym kołem i podziwiamy park przez pryzmat rzęsistego deszczu.
Park utworzony w 1995 r, położony w Beskidzie Niskim, nazwę swą zawdzięcza paśmie Magury Wątkowej z najwyższym wzniesieniem 847 m n.p.m. Słowo “magura” jest pochodzenia wołoskiego i oznacza wyniosły, samotny masyw górski.
Po nieskromnym posiłku w napotkanym gospodarstwie agroturystycznym, mokrzy ale przynajmniej najedzeni jedziemy dalej.
Na twarzach pojawiły się w końcu usmiechy gdyż wyszło słońce, które nie opuszczało już nas do końca dnia.
Jadąc drogą nr 897 i podziwiając Jaśliski Park Krajobrazowy w końcu docieramy do Komańczy, siedziby trzeciej co do wielkości gminy pod względem powierzchni w Polsce. Ze znalezieniem noclegu nie ma najmniejszego kłopotu, takiego zagęszczenia kwater agroturystycznych jeszcze nie widziałem.
To był długi dzień, przejechane 164 km.

Dodano: 2007-09-30

Autor: Tekst i zdjęcia: Waldemar Nitychoruk

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach